Więcej

    Wszyscy jesteśmy Wesołkami. Megarecenzja filmu Joker

    UWAGA: Tekst zawiera spoilery ujawniające fabułę filmu.

    Rozdziały:

    Joker – okładka filmu
    Joker – okładka filmu

    Komiczny Romero, szalony Nicholson, niezastąpiony Hamill, mroczny Ledger, znienawidzony Leto, a teraz chory Phoenix. Na przestrzeni dekad po wielkim ekranie biegały przeróżne wcielenia księcia zbrodni z Gotham. Dziś wspólnie przyjrzymy się najnowszemu filmowi, zdobywającemu coraz większą popularność, a kto wie, czy w przyszłości nie więcej nagród. Będzie spoilerowo i w doborowym składzie.

    Fabuła:

    Naboki: Narodziny księcia zbrodni od zawsze były owiane wielką tajemnicą. Działało to na korzyść samego Jokera, który był bardziej uosobieniem czystego zła niż człowiekiem z krwi i kości. Potem przyszła kadź z chemikaliami i czar prysł, ale szaleniec pozostał. Romans z dużym ekranem przeważnie udawał się pozytywnie (a niech cię, Leto), choć ewidentnie było czuć, że sam Joker nie może istnieć bez swojego największego nemezis.

    Kinowe uniwersum DC okazało się klapą (przynajmniej jego start) i Warner zaczął panikować, co z tym wszystkim zrobić. Zatrudnił więc człowieka, który z poważnym kinem ma tyle wspólnego, co ja z szydełkowaniem – Todda Phillipsa. Jego zadaniem było przygotowanie filmu o jednym z najbardziej zakorzenionych w popkulturze przestępców, od zdaje się zawsze. To chyba jedyny plus tej fabuły, bo przynajmniej nikt reżyserowi się do roboty nie wpierniczał i chłop zrobił to, na co miał ochotę.

    Efekt jest taki, że dostaliśmy dzieło mocno odtwórcze i korzystające ze sprawdzonych motywów. Bo Todd naoglądał się tych wszystkich filmów Scorsesego (Taxi Driver) i stwierdził, że też tak potrafi. Joker miał być historią o ludzkiej psychice, studium postaci umęczonej przez społeczeństwo i wiele różnych wybojów życiowych. Co by nie mówić, to dostajemy film okraszony chorobami psychicznymi i pewną dawką przemocy. Tyle że pod tą całą warstwą świetnej tyrady na temat tego, jak nie bagatelizować problemów innych ludzi, kryje się dzieło, który tłumaczy nam to wszystko mniej więcej tak, jakby ktoś próbował kroić chleb młotkiem. 

    Pierwsza część filmu prezentująca życie głównego bohatera i multum jego problemów jest nudna, bo widzieliśmy to już wiele razy. Dosłownie od pierwszych scen widać, że z gościem jest coś nie tak i jak tylko dostaje broń do ręki, to wiesz, że będą kłopoty. Podoba mi się natomiast to, z jakim szacunkiem twórcy podeszli do faktycznie istniejących chorób (patologiczny śmiech) i tego, że jako ludzie boimy się tego, czego nie znamy.

    W części drugiej, gdy już bohater traci pracę oraz dostęp do leków i zaczyna powoli staczać się na dno pojawia się plus tej historii. Wydarzenia przedstawione na ekranie widzimy oczami głównego bohatera. Sugeruje to oczywiście, że wszystko, co miało miejsce w tej części filmu, działo się tylko w głowie Joker. Film pod koniec tłumaczy nam to jak krowie na rowie, ale daje to poczucie ciekawego dysonansu i zachęca do szukania smaczków, które na to wskazywały. 

    Jest plus, ale i minus, czyli rodzina Wayne’ów. Tak, ich też jest pełno. To wątek z jednej strony kompletnie głupi i na siłę wciskający nam tego Batmana do gardła, ale z drugiej wydaje mi się, że to nie problem samego Bruce’a czy Thomasa, ale tego, że komiksowe korzenie są w tym filmie zbędny. Na plakacie mogłoby widnieć inne imię i też by było dobrze. Reklama przyciąga widzów.

    Na sam koniec dostajemy już mordercę, chcącego ukoronować swoje dzieło samobójstwem w programie swojego największego mentora, na tle którego dodatkowo przejawia  daddy issue. Wtedy, jeśli ktoś nie zrozumiał filmu albo sobie przysnął, bohater tłumaczy całe swoje zachowanie, przekazuje mądrość na temat społeczeństwa i pif-paf, koniec przedstawienia. Ja rozumiem, że historia nie mogła być zbyt trudna, ale w pewien sposób Joker staje się bohaterem, który rozprawia się ze złymi i niesie lud na barykady.

    Joker – przykładowy kadr filmu
    Joker – przykładowy kadr filmu

    Nie mogło zabraknąć ewidentnych nawiązań do Mrocznego Rycerza i przejażdżki radiowozem, ale to jeszcze było na swój sposób urocze. Natomiast końcowa furtka przedstawiająca Jokera już bezpośrednio zamkniętego w Arkham, jeszcze bardziej utwierdzająca w przekonaniu, że cała oglądana przez nas historia to wymysł księcia zbrodni. Jeśli będzie sukces, to otwartość zakończenia pozwala zrobić jeszcze ze trzy części. Brakowało tylko sceny po napisach i film superbohaterski jak znalazł. 

    Podsumowując, jest to historia, która ma kupić widza swoją dosłownością i prostotą. Patrząc na wyniki finansowe, misja została wykonana z ogromnym sukcesem. Nawet nie jestem zły z tego powodu, lepiej wziąć ograne motywy, które działają, i zrobić poprawne dzieło podobające się jak największej widowni, niż starać się dotrzeć do tych kilku zakochanych fanów (Snyder </3). Nie otworzy to nikomu oczu, ale może zwróci uwagę na problem osób chorych zrzucanych na margines społeczeństwa.

    Lilavati: Po tylu zachwytach nad Jokerem zaskoczyło mnie to, jak w istocie ten film jest bardzo ograny i korzysta z całego zestawu sztampowych chwytów, odhaczając każdy po kolei. Może i trudno dziś o coś oryginalnego, ale po tak wychwalanej produkcji spodziewałam się jednak więcej. 

    Jurkir: Nie będę ukrywał, że jestem bardzo rozczarowany fabułą. Jest to dla mnie najsłabszy element całego filmu, który bez ratunku ze strony głównego aktora, kamerzysty czy innych członków ekipy utopiłby cały projekt. Scenariusz jest pretekstowy, dążący do tego, by pokazać po raz kolejny genezę Batmana, oparty na sztampowych elementach, które w słaby sposób próbują szokować. Brak tutaj wyczucia, taktu. Sceny, które mówią same za siebie, tłumaczone są nędzną ekspozycją, a te, które zostawiają niedopowiedzenia, nie mają w sobie żadnego sensu ani morału, który widz mógłby wyciągnąć. Reżyser znany dotychczas z komedii odcinając się od swoich korzeni, sprawia, że zatracamy potencjalnie najmocniejszy element filmu. W końcu najlepszą sceną jest ta z karłem. Idealnie moim zdaniem oddaje ona ducha postaci oraz wpisuje się w całą konwencję świata przedstawionego bazującego na przerysowaniach. Szkoda tylko, że jest to jedyny taki moment w całej produkcji. Wspominając o fabule, nie jestem w stanie pominąć także samej końcówki. Moment „wzniesienia” Jokera to idealna scena, po której powinny zacząć się napisy. Nadawałoby się zresztą do tego kilka innych, ale już o nich nie wspominajmy. Hipnotyczny taniec najsławniejszego złoczyńcy popkultury wieńczący jego genezę – byłby to piękny koniec, ale nie, twórcy musieli wcisnąć dodatkowe, niepotrzebne, nic niewnoszące, psujące odbiór filmu, sceny. 

    Justin: Byłem pierwszy w naszej redakcji do zachwytów i miałem nadzieję (zwłaszcza w perspektywie niniejszej wymiany uwag) obejrzeć film ponownie przed  rozpoczęciem dyskusji. Nie udało się, ale zdania nie zmieniam – w końcu pierwsze wrażenie jest kluczowe dla poczucia „bycia kupionym”. A ja zostałem kupiony bez reszty i drobnych na bilet tramwajowy. Na salę wchodziłem zupełnie niepokalany researchem na temat okoliczności i cóż, może to mój długi rozbrat z kinową postacią superhero i zniechęcenie akordową produkcją tegoż zdecydowały, że wszystkie te fabularne chwyty towarzyszące retellingowi, przy całej ich rozpoznawalności, złożyły się dla mnie w spójną całość. Jasne, tak prześledzone tropy muszą budzić ambiwalentne odczucia, ale ja opowiadam się za ich akceptacją jako dowodem przemyślanych i trafnych wyborów reżyserskich. Owa wspomniana przez Nabokiego furtka, od momentu, gdy zdajemy sobie sprawę, że faktycznie znajduje się takowa w tym okalającym całość wydarzeń płocie, wprowadza Jokera w sąsiedztwo takich filmów jak Brasil czy Drabina Jakubowa. W żadnej ze scen (dobrze, poza końcowym podmalowaniem uśmiechu własną krwią) nie miałem odczucia wykalkulowanego przez twórcę szoku czy płytkiego efekciarstwa.

    Joker – przykładowy kadr filmu
    Joker – przykładowy kadr filmu

    Tomxyz: Wybrałem się na film z lekko sceptycznym nastawieniem. Po pierwsze, dobre opinie krytyków paradoksalnie lekko mnie zdystansowały. Nie ukrywam, że wobec tego typu produkcji mam nieco inne oczekiwania niż oskarowych kandydatów. Oczywiście nie lubię, gdy z widza robi się idiotę, próbując wcisnąć mu byle jaki produkt z dziurawym scenariuszem, napakowany tandetnymi efektami i drewnianą grą aktorską. Z drugiej strony chciałbym na takim filmie choć trochę się rozerwać. Obawiałem się przegadanego i przekombinowanego morału ociekającego patosem. Czegoś, co przypominało dwa ostatnie nolanowskie Batmany, które kompletnie odarły mnie z radochy obcowania z Gackiem na wielkim ekranie. Ponadto zastanawiałem się, czy Joker w ogóle będzie w jakiś sensowny sposób osadzony w uniwersum DC. Na szczęście żadna z obaw się nie sprawdziła. I choć w głowie nadal kłębi mi się wiele pytań, to przynajmniej mam pewność, że nadal jesteśmy w DCEU. Ciekawie jest się przyglądać, w jakim kierunku ewoluuje ten eksperyment, bo o ile Marvel konsekwentnie rozwija jedną linię czasową w MCU, o tyle DC już takie konsekwentne nie jest. Pomimo początkowych prób ślepego podążania śladem Domu Pomysłów i konstruowania odpowiednika Avengersów wokół Batmana i Supermana wydawnictwo postawiło na inną drogę – mniej lub bardziej niezależnego budowania swoich kolejnych marek. I wydaje się, że coraz lepiej się w niej odnajdują.

    Martinez: Chciałbym zauważyć, że wskazujecie niedociągnięcia i przerysowanie w filmie wyrosłym z komiksu. Rzadko kiedy po kinie superbohaterskim oczekujemy trącania tak głębokich strun – moralnych, emocjonalnych, społecznych czy politycznych. I chwała Warner Bros. za to, że spróbowali. Wcześniej udało się to tylko Foxowi z Loganem.

    PODSUMOWANIE

    Ocena Nabokiego: 7.0
    Ocena Lilavati: 7.8
    Ocena Justina:
    Ocena Tomxyz: 8.5
    Ocena Martineza: 8.0
    Ocena Jurkira: 6.7

    Dodaj komentarz

    avatar
    Szymon
    Szymon "Naboki" Junde
    Z wielką mocą łączy się wielka odpowiedzialność. Moją jest akurat tworzenie gier. Poza tym uwielbiam o nich pisać, czytać i zbierać wszystkie znajdźki. Stały bywalec łódzkich game jamów i portów gier. Jak kończy się prąd w ścianie, to wyciągam planszówki. Gdybym nie studiował informatyki to pewnie poświęciłbym się miłości do filmów. Zapytany o ulubiony serial, odpowiadam, że obejrzałbym jeszcze raz wszystkie sezony Bojack Horsman. Do zainteresowań dopisuję czasem gotowanie i niezobowiązujący wypad na żagle. Moim duchowym zwierzęciem jest dostojna świnka.