
Stoję i nie dowierzam temu, co widzę. Co to za raban? Wybory już były, chyba że przegapiłem jakiś pucz. Rząd anulował całe dofinansowanie na Czyste Powietrze? Złotówka przebiła kurs euro? Wprowadzono niehandlowe piątki? Krzysztof Ibisz rozdaje nowalijki? No nic, co by to nie było, trzeba się przepchać przez ten tłum, co to mi stanął na drodze między brakiem pomysłu na obiad a warzywniakiem. Ale nie, nie da się; gorzej – nagle wszyscy zwracają się ku mnie, jakby całym tym harmidrem i gestykulacją wyniesioną z zajęć otwartych tańca nowoczesnego tylko wypełniali sobie czas w oczekiwaniu na moje przybycie. Sekunda gromowładnej ciszy i srrru! Słowa walą jak z pękniętego szlaucha asenizacyjnego.
– To jest skandal! Świństwo! Chamstwo! Profanacja! Wstyd!…
… i dalej na tę modłę, wyraz skumulowanej obrazy wszelkich społecznie uwspólnionych uczuć – religijnych, zawodowych, narodowościowych, męskich, żeńskich i nijakich, coś o rynsztoku, bluźnierstwie, hańbie, prowokacji, ach, doprawdy, aż budzi się we mnie nadzieja, że ktoś ten kopiec oburzenia obleje jeszcze lukrem żydo-komuno-jezuito-masonerii i udekoruje wisienką rui i poróbstwa! Tylko wciąż nie wiem, przeciwko komu/czemu się go tak zgodnie usypuje? I oto – frrru! Wylatuje coś z tłumu w moją stronę, odskakuję instynktownie, bo kształtem i kolorem przypomina cegłę, spada tuż przede mną, patrzę, no cegła, ale nie dosłownie, bo księga, okładka czerwona i czarna, tylko nie Stendhal, a Rudo Daniela Majlinga, czyli księga obrazkowa, a widać i obrazoburcza… No masz. Spełnia się. Dzięki, Gogola!
Powyższa sytuacja rozegrała się tylko w mojej wyobraźni, pobudzonej zadziorną przedmową Weroniki Gogoli, tłumaczki Ruda. Do takich aktów publicznego protestu przeciwko komiksowi Majlinga raczej nie dojdzie, a to głównie z tej przyczyny, że komiks jako medium zarówno w Polsce, jak i w ojczystej dla autora Słowacji, nie ma siły wymaganej do wywołania gwałtownych wstrząsów skorupy opinii publicznej. Nawet tak bezceremonialnie cyniczny i wyrafinowanie wulgarny jak Rudo. Ale może niektórym moja fantazja dostarczy dodatkowego bodźca do lektury?

Dawno przestałem śledzić kondycję współczesnej sceny kabaretowej, stand-upem się nie interesuję, pozostaję też świadom swoich rozciągłych zaległości na polu satyryczno-obyczajowych seriali, szczególnie tych animowanych. Może dlatego Rudo podbił mnie bez oporu i koneserskiego dystansu rodem z Trans-Atlantyku, gdzie w odpowiedzi na rozpaczliwie ostateczne „gówno” (w oryginale jeszcze skromniejsze, bo wykropkowane) pada: „Owóż to wcale niezła Myśl i z grzybkami dobra, tylko ją nieco przysmażyć i śmietanką podlać, ale cóż, kiedy już przez Cambronne’a powiedziana…” (widzicie, Gogola, i ja Gombrem, jak bimbrem, do Was i do Majlinga przepijam!).
W Rudzie podobny ładunek krańcowej bezradności wyraża kosmopolityczny wykrzyknik „Fuck!”. Staje się on przy tym sygnałem emitowanym z Ziemi w kosmiczną przestrzeń – to obrazek regularnie wieńczący kolejne epizody komiksu. Niezmiennie wzruszająca perspektywa ludzkiej znikomości, jakże bliska w ujęciu graficznym i egzystencjalnym Grubej księżniczce Petronii. Za jej zakres odpowiedzialni są głównie następujący przedstawiciele sfrustrowanej ludzkości–Rudo, Lamma, Soetkin. Zostali do tego bezlitośnie uwarunkowani.
Rudo – socjopata, mizantrop, cynik, debil i nihilista, cytując za tłumaczką. Absolutna zgoda, wyjąwszy debila i to nie z uwagi na poprawność, która wykluczyła to słowo z terminologii medycznej. Niewątpliwa inteligencja Ruda wybrzmiewa dzięki poetyce bezpośredniości oraz krasomówczej sztuce obelg, ripost i komentarzy. Swoje imię zawdzięcza legendarnemu i tragicznemu Rudolfowi Slobodzie, słowackiemu pisarzowi, którego książki wciąż czekają na polskie tłumaczenie (Weronika Gogola?). Lamma – godny partner w zgryźliwych dysputach, ojciec dzieciom własnym i bożym jako pastor, co nie czyni wszak zeń wzoru cnót chrześcijańskich. Soetkin – Żyd, tanatofob i… tak, tutaj bardziej pasuje „debil”. I jeszcze Nel, jedyna kobieta trzymająca z tym triem nieudaczników siłą przyjacielskiej lojalności sięgającej czasów licealnych. Bowiem pomimo wszelkich uraz, nerwowych wyładowań i szczodrze dawkowanych złośliwości w każdym narożniku tego ringu można wyczuć przyjaźń. Nawet jeśli sceptycyzm każe w niej dostrzec kolejny dowód na życiowy bezwład, w który nieco ponurej pociechy wnosi poczucie cudzej/współdzielonej porażki. Jak mówi sam Rudo: „Kocham was i słowo honoru, że kiedyś nauczę się mówić to bez ironii”.

Majling na co dzień jest dramaturgiem w Teatrze Narodowym w Bratysławie. Swojego komiksu nie uznaje jednak za atrakcyjny materiał sceniczny. Wierzę fachowcowi, ale sam mam na ten temat inne zdanie. Dialogi soczyste jak jabłkowe spady, wywody i sytuacje poprzerastane absurdem, a przy tym tak konsekwentne, gra na społecznych nastrojach i relacjach radosna i nieskrępowana żadnym tabu. Trochę tak, jakby przy grze w Karty Przeciwko Ludzkości rozwijać fabularnie co lepsze hasła. Chciałbym to zobaczyć i usłyszeć na żywo, bo Rudo pobudza do śmiechu w ekstremalnym wydaniu, domagającym się publiki, gdyż wciąż jest to śmiech, który domyka zasłużone w historii teatru pytanie: „Z czego się śmiejecie?” (i Gogolem do Was, Gogola, przepijam, a co tam, Rudo stawia – nie tylko to pytanie).
Tak, śmiejąc się, nie przeszło mi przez myśl, by się na Majlinga oburzać. Porównywalne doznania pod tym względem zapewniają mi Wilq, Monty Python, Miasteczko South Park, Kurt Vonnegut i Karel Čapek. Potwierdzenia „genealogii” humoru i śmiałej wyobraźni Majlinga dostarcza zbiorek jego opowiadań zatytułowany Ruska klasyka (tekst Z życiem za pan brat powinien być analizowany w liceach jako niezbędny przypis do egzystencjalizmu). Ten śmiech to wyzwolony żywioł, który podważając wszystko, czym ludzkość próbuje obłaskawiać swoją bezradność wobec poczucia bezsensu istnienia (religia, nauka, sztuka, miłość), może zabezpieczać przed zesztywnieniem postaw i definicji. Może też zostać uznany za gwałcący i wścibski. No tak, niby nic nowego, jak świat światem, ale…
Czy interesuje was perspektywa wyprawy biskupa, rabina i imama w przeszłość celem stwierdzenia historycznej autentyczności Chrystusa? A możliwe konsekwencje epidemii świętości? A powody kryzysu związku pewnego dentysty i rekordzistki w seksie grupowym? Zakres obowiązków i niesubordynacja Johna Lennona w strukturach administracyjnych Niebios? Wielka Prawda Skromnej Opowieści doktora Sluki, psychoterapeuty? Wyznania członków grupy Anonimowych Tanatofobów? Dowód na ewolucyjną wyższość małego siusiaka nad dużym? Agitacja prowadzona przez męskie sutki pośród innych części ciała celem wymuszenia na właścicielu/nosicielu zmiany płci?

Cokolwiek rozwija się wam w głowach w odpowiedzi na powyższe pytania, nie utraficie za kierunkami, które nadał im Majling. A najlepsze jest to, że ich absurdalne rozwinięcia skutecznie pobudzają do filozoficznie dowartościowanego wątpienia. W co? No, tego, w powagę sytuacji? Jakiej? O rany, na pewno coś sobie znajdziecie albo i w sobie. Na wyliczanie przykładów towarzyszącego temu humoru, obejmującego poza starą dobrą skatologią szowinizm, seksizm, rasizm, antyklerykalizm i wiele innych niepoprawnych (bądź zdeprawowanych) politycznie „-izmów”, nie ma tu miejsca. Każdy epizod jest nimi bajecznie upstrzony. Duża w tym zasługa „udomowionego” tłumaczenia, dzięki któremu dowcip swoim autorytetem wspierają m.in. Tolibowski, Rodowicz, Maleńczuk, Tischner i Dehnel (brawo Gogola! Również za autorskie cameo). Zasilają tym samym międzynarodowe towarzystwo Juliana Assange, Sigmunda Freuda (ten obecny w postaci pacynki, jak Mr. Hat z South Parku), Salmana Rushdiego czy Masayi Nakamury. Tak, to najczęściej jednorazowy kontekst, ale jakże pojemny i błyskotliwy!
Rudo nie oszczędza nikogo, również siebie – wycofanego smutasa, niespełnionego pisarza, uczuciowego masochisty, który nijak nie umie, nie chce, nie potrzebuje (nie podejmę się zadania „niewłaściwe skreślić”) zastosować się do złotej rady Lammy: „Musisz uchwycić tę właściwą proporcję pomiędzy wrażliwością a ekstremum”. Bo Rudo to wrażliwy facet, który racjonalnie i jawnie dyskredytuje tę cechę, godząc się przy tym, że idealizm, nadzieja, „ulepszające” działanie wyobraźni mogą czynić życie znośniejszym. Chyba że zobaczyło się w tym tylko kolejne narzędzie samooszukaństwa i ułudy. I tego już nie da się odwidzieć.
No bardzo polubiłem tego faceta. Spójrzcie sami na jego mordkę. Na pytanie o fizyczne podobieństwo między samym sobą a Rudem Daniel Majling odpowiedział, że nie było ono planowane, chciał po prostu narysować sympatyczną osobę. Na polu graficznym udało mu się zresztą znacznie więcej, bo cała ta estetyka grubej krechy, dynamika zastoju, karykaturalna wyrazistość dają treści idealne tło. Całość powstała bez wyszukanych metod pracy w komputerze, przy czym bardzo mnie ujął ów „odręczny” charakter garbatych i podrapanych linii oraz swoboda w różnicowaniu twarzy. Są o wiele bardziej nasączone/zakwaszone życiem niż samopodobne gładkie buźki u niejednego przedstawiciela komiksowego „realizmu”. I chociaż nie da się ukryć, że to tekst gra wiodącą rolę, to Majling świetnie czuje rytm kadrowych ujęć (pewno inscenizacyjny instynkt).

W ramach podsumowania podzielę się z wami jeszcze przesłaniem, z jakim zostawia Ruda i resztę Ziemian wysoce rozwinięta rasa humanoidów naczyniówkowych: „Tak, przewyższamy was cywilizacyjnie, ale w praktyce oznacza to jedynie, że dzięki swoim fenomenalnym umysłom odkryliśmy więcej nierozwiązywalnych problemów niż wy”. I nie dajcie się zdyskryminować tym, którzy twierdzą, że „Prawo do ironii powinni mieć tylko ludzie, którzy podnoszą PKB”. A inne użyteczne cytaty wyszukajcie sobie w Rudzie sami.
Wydawnictwu Centrala serdecznie dziękujemy za możliwość nawiązania znajomości z Rudem. Recenzent zaś dodatkowo liczy na wyrozumiałość tłumaczki względem nazbyt poufałych zwrotów, do których nie uprawomocnia go bezpośrednia znajomość, a na użycie których zdecydował się (tak to sobie przynajmniej tłumaczy) celem zachowania spójności stylu samej recenzji (wiem, Rudo by to olał).
SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Rudo
Wydawnictwo: Centrala
Scenariusz i rysunki: Daniel Majling
Tłumaczenie: Weronika Gogola
Typ: komiks
Gatunek: czarny humor/satyra
Data premiery: 06.10.2025
Liczba stron: 424
ISBN: 9788366852129













