
Moja znajomość mangi jest mocno ograniczona. Szczęśliwie wobec tytułu otwierającego mangowy imprint Mandioki, czyli Mangiokę (swoją drogą udatny metagram!), nie czuję się całkiem bezbronny. Wprawdzie swoją niepełną znajomość klasycznych serii Samotny wilk i szczenię oraz Poranek ściętych głów uczciwie traktuję jako co najwyżej wprowadzenie do gatunku jidaigeki, ale równie uczciwie wyznaję, że oba te tytuły trafiły w mój gust z siłą i szybkością cięcia samurajską kataną. Zaprezentowały mi też kawał historii i kultury feudalnej Japonii w formie o wiele surowszej od tej, z którą oswoiłem się jako zaprzysięgły fan Usagiego Yojimbo. Podobnie uczyniła mi już na starcie Legenda o wiernych wasalach Satsumy.
Hiroshi Hirata swoją serię samurajskiej mangi zainicjował w 1977 roku, niedługo po tym, jak Kazuo Koike i Gōseki Kojima zakończyli publikację zarówno Samotnego wilka…, jak i Poranku…. Naprzeciw obu tych tytułów Legenda… nie jawi się jednak jako coś wtórnego. Składowe są wspólne – Japonia pod siogunatem, sytuacja społeczna zdeklasowanego samuraja, kodeks honorowy i dramatyczny wymiar jego konsekwencji. Przy tym indywidualny charakter dzieła, autorska perspektywa – niewątpliwe i wyraziste.

Legenda… zaimponowała mi sprawnością włączenia tła historyczno-społecznego w fabułę, a na samym otwarciu zaskoczyła brutalnym impetem, z jakim na kilkudziesięciu stronach oddany został przebieg hiemontori, samurajskiego ćwiczenia, w którym dwa oddziały rywalizują o wątrobę uciekającego skazańca. Pierwszy rozdział (tom mieści ich sześć) to w połowie relacja z przykładowej „rozgrywki”, w połowie wprowadzenie głównego bohatera, Sakona Shiby, w całości zaś genialnie zaprezentowany komentarz względem godności i dumy, z jakimi to cechami zwykliśmy kojarzyć postać samuraja.
Sakon to jeden ze skazańców. Szczegółowe powody jego uwięzienia ujawniają dalsze, retrospektywne rozdziały. Ogólny natomiast ujawnia się w szczerej, odważnej mowie Sakona do ścigających go samurajów. Stojąc na palach ogrodzenia, mężczyzna piętnuje zwyczaj hiemontori jako niegodny prawdziwego wojownika, haniebny surogat bitwy, który tylko podkreśla nędzną pozycję społeczną samuraja w czasach pokoju. Pozycję im wspólną, bo przecież zarówno jōkashi, bogatsi z nich, jak i gōshi, ubodzy, do których zalicza się Sakon, tworzą przecież jedną klasę samurajów. Nie można jednak powiedzieć, by tą oracją bohater skutecznie odwrócił uwagę słuchaczy od swojej wątroby…

Cały komiks jest pełen równie podniośle ponurych scen. Nabierają one autentyzmu dzięki precyzyjnie dobranemu i rozrastającemu się równolegle do wydarzeń kontekstowi historycznemu. Pierwszy z nich zawiera się w samym tytule i ma niebagatelne znaczenie w świetle epoki Edo. Prowincja Satsuma była po stronie przegranych w bitwie pod Sekigaharą, która dała początek dominacji Tokugawów. Podział na zwycięską wschodnią i przegraną zachodnią część kraju nie zatarł się w świadomości narodu. Poczucie niesprawiedliwości i wyzysku rosło m.in. za sprawą zarządzeń, takich jak wykorzystane w fabule zlecenie sfinansowania przez prowincję regulacji rzek celem zapobieżenia pustoszącym region powodziom. System wasalstwa i kwestia honoru zasadniczo zamykają drogę rozsądkowi, jątrząc dumę płynącą z identyfikacji z założycielskim dla Satsumy rodem Shimazu.
Oczywiście te kryteria obejmują całe społeczeństwo, rozwijając w najlepsze konfliktowe układy wynikłe z niechęci, pogardy, hipokryzji i zawiści. W Legendzie…świetnie wyeksponowano przy tym elementy, które podkreślają specyfikę prowincji w skali kraju – słynne bataty, wulkany– i butne charaktery jej mieszkańców – agresywny styl walki mieczem jigen-ryū oraz system zasad obejmujących etos wojownika, znany jako „nauki nise”. Nie oznacza to jednak hołdowniczej postawy względem przeszłości. Są rzeczowo zinterpretowane realia epoki, a bohaterowie zapewniają przekonujący materiał krytyczny. Obok Sakona w największej mierze dostarcza go Tōzaburō Gondō, młody, zbuntowany przeciwko naukom nise (tu pojawia się nawet akcent humorystyczny) i rodzinie samuraj z wyżej sytuowanego rodu, którego ojca Sakon zabija w pojedynku. Sposób, w jaki Hirata zaznaczył niezależność charakteru tych postaci, wspólną im poniekąd ścieżkę przy jednoczesnym wyznaczeniu nieuchronnego konfliktu, ma w sobie wszystko, czego trzeba, by wyczekiwać ich dalszych losów, żadnemu nie dając przewagi sympatii.

Tak jak w zrębach fabularnych, tak i w rysunku pracy Hiraty blisko do poprzedzających Legendę… słynnych serii. I tak samo tutaj też nie da się podważyć jej indywidualnego charakteru. Czasem ujawnia się on w większej precyzji rysunku, gęstszym cieniowaniu, dopracowaniu kompozycji, dynamice (wspomniana scena hiemontori), zachowując to, co charakterystyczne dla gatunku – napięcie płynące z konfrontacji wzrokowej, wymowność pozycji ciała, naturalizm walk, dbałość o realizm epoki (wspaniałe odwzorowanie czynności rzemieślniczych w osobnych sekwencjach). Esencja, której znaczenie zapewne jeszcze szerzej objawia się mangowym maniakom. Dla mnie to kolejna ważna część tradycji obecnej w przygodach długouchego ronina. I nie tylko dlatego zasługująca na uznanie.
Na koniec nawet nie przysłowiowa łyżka, a łyżeczka dziegciu związana ze stylem przekładu. Pomysł na stylizację językową z czasów historycznie równoległych, czyli polszczyznę doby sarmatyzmu? Doceniam, ale oceniam jako ryzykowny. Zbyt często prowadzi do niepożądanego komizmu. Najbardziej zaważyli na tym „waszmościowie”, formy skrótowe i zbitki typu „wielcem” czy „dajcież” oraz niektóre zabiegi składniowe. No nijak nie mogłem wyprzeć obrazu Andrzeja Kmicica i spółki dubbingujących japońską szlachtę pod dyktando Sienkiewicza. Nie mam pojęcia o poziomie stylizacji w oryginale, podobnie jak o regułach gramatycznych języka japońskiego, nie mówiąc o ich historycznych przekształceniach, ale zostawiło mnie to z życzliwym pytaniem do tłumaczki – skąd ta droga?

Rzetelna lekcja historii Japonii, odromantycznione podłoże i konsekwencje samurajskiego kodeksu, no i ta surowość formy oraz dramatyzm jidaigeki sprzed pół wieku. Niesłabnąco wzorowa realizacja.
Wydawnictwu Mandioca / imprintowi Mangioka serdecznie dziękujemy za udostępnienie egzemplarza do recenzji.
SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Legenda o wiernych wasalach Satsumy t. 1
Wydawnictwo: Mangioka
Scenariusz i rysunki: Hiroshi Hirata
Tłumaczenie: Dominika Krupczak
Typ: manga
Gatunek: samurajska/historyczna
Data premiery: marzec 2026
Liczba stron: 264
ISBN: 9788368423099













