SIEĆ NERDHEIM:

Uczciwy grzesznik. Recenzja komiksu Alack Sinner 2.Wiek rozczarowań

Ej, Sinner, co masz taką minę?
Ej, Sinner, co masz taką minę?

Takie było ryzyko. Utwierdziłem się w tym podczas czytania tomu domykającego opowieść o Alacku Sinnerze. Właśnie takie było ryzyko – że duża partia tego, co już napisałem w recenzji pierwszej części zbiorczego wydania komiksu Sampayo i Muñoza, będzie określać i zawartość drugiej. Główne intencje autorów pozostały niezmienione, jak i główne cechy osobowościowe Alacka. Nihil novi sub sole – bohaterowi przybywa tylko lat i argumentów na to, by przytakiwać słowom Koheleta. Ale i to fatalistyczne przesłanie mieści w sobie promyk nadziei na życiowe wytchnienie; promyk pozwalający na styczność z odległym już „wiekiem niewinności”.

Ów promyk najpierw jednak będzie musiał długo przebijać się przez nowe-nienowe warstwy konfliktów o wymiarze geopolitycznym i osobistym. W pierwszym dominuje krytyczna ocena USA jako strażnika demokratycznych wartości, w drugim rola Alacka jako ojca i człowieka złączonego z życiorysami różnych kobiet. Nieuchronnie ujawniają się też długofalowe skutki innych powiązań, które bohater zawdzięcza swojej detektywistycznej przeszłości i wynikłej z niej opinii na swój temat. Choć właściwsza będzie liczba mnoga – wynikłych z niej opinii.

Tak, powyższy akapit domaga się doprecyzowania treści, ale najpierw kluczowa dlań kwestia – Sampayo i Muñoz domknęli dostępny życiorys Alacka tak, jak zasługuje na to ktoś naprawdę bliski. Z poszanowaniem, ocaleniem pozostałej prywatności, ze świadomością, że wszystko, co zostało w jej ramach ujawnione, to nie sensacyjna pożywka czy wyłącznie wymogi sytuacji fabularnej. Autonomiczna ludzka wiarygodność Alacka jest wielkim sukcesem jego twórców i nie chcę jej ujmować w technicznych kategoriach „kreacji bohatera”. Wiadomo, że to pożądany efekt pracy każdego pisarza, scenarzysty etc., ale kto namierzy i wyodrębni parametry, które zapewnią mu niezawodność i trwałość? Alack je ma. Zebrał. Zgromadził. Zakumulował.

"Juesej i Nikaragua"? A, to jednak nie "Romeo i Julia"...
„Juesej i Nikaragua”? A, to jednak nie „Romeo i Julia”…

Idzie to wszakże w parze z otwartą deklaracją fikcji, która pobudza do gry rozmywającej granice dopuszczalnego „serio”. Autorzy rozpoczęli ją w pierwszym tomie (Życie to nie komiks, baby) i w takim też duchu domykają swój cykl rozdziałem À propos Alacka oraz dwuplanszówką Alack Sinne-e-eer. W pierwszym przypadku to zbiór wypowiedzi dotyczących głównego bohatera, przypisanych postaciom w różnym stopniu obecnym w jego życiu – od najbliższych po totalnie epizodyczne i bezimienne, jak „pucybut” czy „lepszy cwaniak” – oraz jemu samemu. Coś jak wywiad środowiskowy, protokół z przesłuchania lub spowiedź zbiorowa. Notkom towarzyszą całostronicowe ilustracje, z których duża część to powiększone wyimki kadrów. We fragmentarycznych, zróżnicowanych opiniach zawiera się podsumowanie bytu, jakim stał się/staje się Alack (jest pośród nich i refleksja adresowana do zasłużonych wspomagaczy nastroju, alkoholu i papierosów, oraz słowo od autorskiego duetu). To nie tylko trafiona w ramach noirowej konwencji, ale i najuczciwsza, uniwersalna metoda, gdy pomyśleć o tym, w jakich niepozornościach i niewysłowieniach, w jakich świadectwach i przypadkach mieści się, paradoksalnie nie mogąc się w nich pomieścić, nasze życie.

Drugi z przywołanych dowodów to konkluzja w wykonaniu samego Alacka: „Od czasu do czasu nie jest źle wniknąć w czyjeś spojrzenie”, która odnosi się wprost do możliwej relacji między autorami, bohaterem i czytelnikami. Jej siła jest niezmiennie żywotna, bo czerpie właśnie z pomnożonych spojrzeń, choć trzeba przyznać, że większość z nich jest oskarżycielsko, bezpardonowo skierowana w stronę wyzysku, dyskryminacji, politycznej gorączki… Stop, o tym już pisałem w recenzji pierwszego tomu. Ale wiecie – Nihil novi sub sole

Laif is brutal end fulof zasadzkas, Syner.
Laif is brutal end fulof zasadzkas, Syner.

Nihil novi od nowa i od nowa. Od zimnowojennych przepychanek w państewkach Ameryki Środkowej (zobrazowanych wprost za pomocą teatrzyku kukiełkowego w Nikaragui), przez emanacje makkartyzmu, „American pride” w republikańskim wydaniu (Jankesi, Zakładnicy), „American success” w imigranckim wydaniu (Koniec podróży), do 11 września 2001 roku (Sprawa USA) – wszystko zasila sarkastyczny, ponury, przytłaczający obraz świata złożonego z zazębiających się stref interesów i wszechobecnych, udoskonalanych narzędzi kontroli. Tak, to realizująca się z wisielczym humorem wizja życia na permanentnym podsłuchu, gdzie człowiek, przepraszam, obywatel, chcąc nie chcąc, staje się źródłem „przydasiowych” informacji (Sprawa USA). Przed tym nie ma ucieczki – „… where you gonna run to?”.

Jedno pokolenie buntowników składa broń (Sophie Milasewicz), drugie za nią chwyta (Cheryl, córka Alacka). Przypadkowo zasłyszana w dalekobieżnym autobusie rozmowa o zakładnikach więzionych przez Saddama Husajna prowokuje do analogii z amerykańskimi obozami dla internowanych Amerykanów pochodzenia japońskiego podczas II wojny światowej. Rozsiane w nieoczywistych miejscach kadrów mikrokomentarze wywołują cierpki uśmiech (naszywka „Full moral jacquet”) na równi z uświęconymi konwencją ripostami („– Cierpisz? – Nie, piję.”). A nacjonalistyczne nastroje kwitną również w europejskich kosmopolitycznych metropoliach, jak przekonuje się Alack podczas pobytu w Paryżu (Prywatne historie).

Prawodawstwo Południa wciąż w mocy.
Prawodawstwo Południa wciąż w mocy.

I to jest pewne novum względem pierwszego tomu. W Wieku rozczarowania Alack opuszcza Wielkie Jabłko częściej i na dłużej. Podróż na południe (liniami Greyhound, oczywiście) obejmuje w sumie cztery krótsze historie. Jedna z nich (Za rysunki) jest głosem w kwestii praw autorskich dotyczących twórców komiksowych, który kąśliwie włącza się w ogólną opinię o zawłaszczeniowej polityce USA. Sampayo jak zwykle bezbłędnie wykorzystuje nadarzające się okoliczności – tutaj długiej, nużącej podróży w niezbyt komfortowych warunkach – by w migawkowych ujęciach przemycić społeczne napięcia i zesłać na Alacka wymowne senne majaki. Pobyt u Sophie to tchnąca prawdą miniatura na temat spotkania po latach z małomiasteczkowym tłem i wstęp do najbardziej powikłanej emocjonalnie oraz detektywistycznie historii. W niej główną postacią staje się studiująca już Cheryl, zatrzymana w związku z podejrzeniem o zabójstwo i mimo to partnerująca ojcu w poszukiwaniu zaginionej ciotki we wspomnianym Paryżu. Tak, też zdążyłem o tym zapomnieć – Alack ma siostrę.

Dobra, może do tej pory już wam się zarysowały powody, dla których piszę o Wieku rozczarowania w oparciu o biblijną maksymę. Bo to nie do końca tak, że „nic nowego”, owszem, są nowe okoliczności, przede wszystkim osobiste, świat pędzi, społeczna inwigilacja wdziera się na nowy poziom, ale sam Alack, jak szeregowy everyman, przechodzi nieuchronny proces wyczerpania sił do walki z tym wszystkim, co już tyle razy go powaliło i tylko powraca w nowych szatach kolejnych cesarzy. Nic nowego, nic nowego i w tym wszystkim może być i coś odkrywczo nowego na własny użytek, jeśli dojdzie się do tej skromnej mądrości, co Alackowi się powiodło, a ja przyjąłem to z pokrzepiającą nadzieją. Jest odpowiedź na owo powracające „… where you gonna run to?”.

No, "-oni". Masoni, mormoni, farmazoni...
No, „-oni”. Masoni, mormoni, farmazoni…

Może nie każdego przekonają te siedmiomilowe skoki naprzód w czasie, jakie nastąpiły w Wieku rozczarowania, dla mnie jednak nie mają one nic wspólnego z niedbałością koncepcji. Alack Sinner to całość, w której linia podziału między etapami życia, grubą kreską zaznaczona w podtytułach obu tomów, wytyczona została przekonująco, naturalnie i konsekwentnie względem charakteru bohatera, tego uczciwego grzesznika posłusznego „staromodnym i chałupniczym” metodom pracy i życia.

Aha, jeśli chodzi o jakość oprawy graficznej, to wiecie, nihil novi… Muñoz robi swoje i robi to świetnie. Może momentami z mniejszą gwałtownością, mniej zamaszystą dynamiką, za to już bez tak widocznych stadiów ewolucji stylu, ale to niczego nie zmienia w wymowie całości. A jak bardzo jest ona złożona, najlepiej przekonać się w bezpośrednim kontakcie. Złożona i jednocześnie prosta, jak pytanie umieszczone na koszulce dziewczyny obecnej na jednej z ilustracji rozdziału À propos Alacka – „Are we all sinners?”. Jak tu nie przytaknąć?

Wydawnictwu Mandioca serdecznie dziękujemy za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Alack Sinner 2.Wiek rozczarowań
Wydawnictwo: Mandioca
Scenariusz: Carlos Sampayo
Rysunki: Jose Muñoz
Tłumaczenie: Katarzyna Skórska
Typ: komiks
Gatunek: noir
Data premiery: 03.10.2025
Liczba stron: 384
ISBN: 9788368423037

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Łukasz "Justin" Łęcki
Łukasz "Justin" Łęcki
Dzieciństwo spędziłem przy komiksach TM-Semic, konsoli Pegasus i arcade’owych bijatykach. Od kilkudziesięciu lat sukcesywnie podnoszę stopień czytelniczego wtajemniczenia, nie obierając przy tym szczególnej specjalizacji. Fascynują mnie mity, folklor, omen, symbole – wszystko, co tworzy panoptyczny rdzeń ludzkiej wyobraźni. Estetycznie i duchowo czuję się związany z modernizmem, ale dzięki dzieciom i znajomym udaje mi się utrzymywać niezbędny poziom cywilizacyjnej ogłady. Nałogowo wizytuję antykwariaty książkowe i sklepowe działy słodyczy. Piszę też dla wortalu i czasopisma Ryms.
spot_img
Takie było ryzyko. Utwierdziłem się w tym podczas czytania tomu domykającego opowieść o Alacku Sinnerze. Właśnie takie było ryzyko – że duża partia tego, co już napisałem w recenzji pierwszej części zbiorczego wydania komiksu Sampayo i Muñoza, będzie określać i zawartość drugiej. Główne intencje...Uczciwy grzesznik. Recenzja komiksu Alack Sinner 2.Wiek rozczarowań
Włącz powiadomienia OK Nie, dzięki