SIEĆ NERDHEIM:

Już nie Pinokio, a pabitel. Recenzja książki Pajacyk, Pestka, Śliwka, Polano i znów Pajacyk

Ejże, Pajacyku, czy ty nam aby nie mydlisz oczu?
Ejże, Pajacyku, czy ty nam aby nie mydlisz oczu?

Pamiętacie, jak dokładnie kończą się książkowe przygody Pinokia? Ten moment przemiany pajaca w chłopca, w którym nie tyle jego drewniane ciało zostaje wyposażone w każdy z niezbędnych żyjącym organizmom układów anatomicznych, co sama świadomość zyskuje nową siedzibę, by skwitować kształt dotychczasowej słowami „Śmieszny byłem jako pajac!”? Bezwładna pałuba zwisa z krzesła, a Pinokio z euforią przyjmuje fakt stania się „porządnym chłopcem”. Dydaktyczny stempel normatywności i… hmm, koniec przygód? Czas dorastać, hę? Lekkomyślnej i krnąbrnej lalce już podziękujemy? Chwileczkę! Jeszcze jej nie zwąchały korniki!

W pozornie obumarłej kukle wciąż aktywnego awanturniczego pierwiastka doszukali się Vojtěch Mašek i Chrudoš Valoušek. Książką Pajacyk, Pestka, Śliwka, Polano i znów Pajacyk duet ten przypomniał światu, że Czechy to kraj o bogatej tradycji lalkarstwa oraz awangardowej grafiki i animacji, potwierdzając przy okazji bardziej powszechną opinię na temat unikalnego poczucia humoru swojej nacji. Temu pośrednictwu zawdzięczamy fantastyczny rodowód nie tyle samego Pinokia, co pozbawionego już imienia Pajacyka. Czy jest możliwe, że to właśnie TA marionetka z warsztatu Dżepetta, czy może jednak zupełnie inna? Tak czy siak, poprzez nią właśnie przemawia znów owa niespełniająca kryteriów „porządności” część osobowości Pinokia, zwracając przy tym uwagę na zaniedbane przez Collodiego etapy rozwoju.

Bo też Pajacyk Maška i Valouška wybija się na niezależność wolną od idei człowieczeństwa jako tęsknej ambicji materii. Pajacyk był, jest i ma zamiar być wyłącznie Pajacykiem, gdyż dojście do tego odnawialnego kształtu to znacznie bardziej frapujące misterium – wybór, który przybliża do granic nieśmiertelności! Droga doń musi zawierać w sobie pytanie, co było najpierw: pestka czy śliwka?

Ów zaadaptowany na botaniczny grunt kurzy dylemat objawi się nam już w pierwszym rozdziale książki, a sprowokuje go Piotruś, chłopiec, który – ha ha! – wymawia się od szkoły symulowaną chorobą. Gdy schodzi połasuchować do spiżarni, potyka się o kawałek drewna, który okazuje się być bardziej unerwiony niż stopa chłopca, bo wydaje okrzyk bólu. Wrażliwe polano radzi sobie też bez problemów z łączeniem dźwięków w bardziej zaawansowany sposób, a potoczystością wypowiedzi przewyższa swojego rozmówcę, nie wspominając o poziomie godności i dumy osobistej. Uparcie tytułuje się bowiem Pajacykiem, choć zdrowy rozsądek każe w nim widzieć Piotrusiowi co najwyżej początkowy surowiec. Moment, gadające polano i zdrowy rozsądek? Chyba już na to za późno. Zresztą Pajacyk nie pozwoli ot tak podważać logiki swojej genealogii i objaśniającej jej opowieści.

Ale żeby tak kłoda pod nogi sama?
Ale żeby tak kłoda pod nogi sama?

Ta zaś nie pozwala się uprościć do popisowej, ale wciąż jednak blagi, co mogłoby sugerować charakterologiczne dziedzictwo Pinokia. Jak kwituje jedną ze swych wypowiedzi Pajacyk: „Może mówiłem i może to prawda”, o co tak naprawdę mniejsza, bo jest w tym bajdurzeniu mnóstwo samoupajającej się radości ze splatania faktów i możliwości, prowadzącej nas wprost w pluszczący nurt narracyjnej metody, której niestrudzonym apostołem był rodak autorów, Bohumil Hrabal. To w jego definicji „pabitelstwa” mieszczą się krasomówcze talenty Pajacyka. Zgodnie z nią nasz drewniany bohater „Kiedy nie toczy rozmowy z innymi, (…) wiedzie ją sam ze sobą, przekazuje informacje o sprawach, których znaczenie wyolbrzymia, zmienia i przekręca, gdyż pabitel filtruje rzeczywistość przez diamentowe oczko inspiracji. (…) Umie utrzymać w napięciu temperaturę i temperament tekstu, którego czuje się bohaterem.”.

Włączam Pajacyka w pabitelskie grono nie tylko z uwagi na narodowość jego ojców. Jak pisałem, pełna przygód historia nie pozwala się wygodnie zdystansować do siebie poczuciem przyjętej z rozbawieniem blagi. Perspektywa przeżyć kawałka drewna przestaje być absurdalna i zyskuje dowcipnie filozofujący wymiar, gdy opowiada o niestałej tożsamości, o tym, kim jest albo nie jest bohater dla kolejnych napotkanych osób i zwierząt (rozmowa z chrząszczem Wacławem Robertem Michałem Kołatkiem Wrężykiem mogłaby równie dobrze przytrafić się Pędrkowi Wyrzutkowi z powieści… nie, nie Hrabala ani w ogóle Czecha, bo Stefana Themersona). Nie brak też sytuacji, gdy Pajacyk jest traktowany jak, nomen omen, zabawka czy marionetka (ląduje również pomiędzy innymi lalkami, świadomymi zresztą swojej funkcji). Oczywisty kontekst gładko przechodzi w ironiczny komentarz, w który równie gładko wślizguje się wisielczy humor i makabryczny nastrój. Przykład: Rada Ministrów widzi w Pajacyku wymarzonego kandydata na prezydenta, co szybko doprowadza do jego porwania celem wymuszenia okupu i wdrożenia przez porywaczy standardowego trybu szantażu, czyli wysyłania listów z kolejnymi amputowanymi porwanemu częściami ciała.

Strony książki wypełniają jednak głównie nie litery (swoją drogą – użyte fonty zostały również zaprojektowane przez Valouška), a linorytowe ilustracje. I jeżeli już sama historia nie szczędzi zaskoczeń i może szokować dziecięcego czytelnika/słuchacza, to oprawa graficzna gwarantuje spotęgowanie tych doznań. Widać jak na dłoni cechy ekspresjonistycznej techniki: ostry kontur, geometryzacja, dysproporcje, deformacje, dynamika kantów i łuków. Do tego skrajnie jaskrawe kolory oraz mocne plecionkowe i przecierane faktury, dające efekt przestrzeni – w wypadkach nakładających się barw niemal trójwymiarowy. A mniej formalnie: Valoušek popracował jak uciekinier ze średniowiecznego warsztatu drzeworytniczego, który nagle znalazł się w rozświetlonej neonami dzielnicy i oszołomiony wpadł do kina, gdzie właśnie trwał przegląd animacji Jana Švankmajera (no cóż – kolejny Czech).

Fajrant od aportowania!
Fajrant od aportowania!

Linoryty rozpinają się na całe strony (a książka ma 34,5 x 25,5 cm), układają się w komiksowe sekwencje, ornamentują tekst i utrwalają sygnalizowane w nim nastroje w surrealistycznych, bogatych w szczegóły kompozycjach. Oczywiście, jest barwnie i atrakcyjnie zagadkowo dla oka, ale uwaga: z uśmiechami sąsiadują wszędobylskie zębiska i przerażone oczy, na ulicy widać rozjechane zwierzęta (dla sprawiedliwości – ludzi też), a obrazy, w których Pajacyk trafia pod ostrze siekiery czy noża są upiorne (dla mnie szczególnie to wrażenie utrwalają czarne krople i kałuże niewiadomych wybroczyn).

Pozostaje to w zgodzie z programowym ekspresjonistycznym przekazem, jednak każe mi się zastanowić nad reakcjami dzieci, do których przecież adresowany jest Pajacyk. Nie mogę tego sprawdzić na własnych (bo to już nastolatki), dlatego powiem uczciwie: nie zaryzykowałbym sprezentowania egzemplarza Pajacyka dziecku kogoś ze znajomych bez pewności, że ta estetyka jest im bliska. I nie wydaje mi się, żeby mogła to zmienić rekomendacja w postaci głównej nagrody na Międzynarodowych Targach Książki dla Dzieci w Bolonii w 2019 roku. Nie podważam werdyktu, przeciwnie, pochwalam i cieszę się, że mamy tę publikację w Polsce, bo i wydanie jest po prostu cackiem – tłoczone elementy okładki, format, papier – ale, jak to się mówi, gorąco polecam, lojalnie ostrzegam.

Ech, znają się Czesi i na obróbce drewna, na tej snycerce, stolarce, ciesielce, rzeźbie… I to z wykorzystaniem niematerialnych narzędzi wyobraźni. A jak wam trzeba jeszcze na to jakiegoś dodatkowego argumentu poza omawianym tutaj Pajacykiem, to obejrzyjcie sobie film Otesánek (Mały Otik) wymienionego już przeze mnie reżysera. I nie mylcie kłamstwa z pabitelstwem.

Wydawnictwu Centrala serdecznie dziękujemy za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Pajacyk, Pestka, Śliwka, Polano i znów Pajacyk
Wydawnictwo: Centrala
Autor: Vojtěch Mašek
Ilustracje: Chrudoš Valoušek
Tłumaczenie: Katarzyna Dudzic-Grabińska
Typ: książka dla dzieci (i dorosłych)
Gatunek: fikcja/humor
Data premiery: 08.04.2021
Liczba stron: 94
ISBN: 9788363892753

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Łukasz "Justin" Łęcki
Dzieciństwo spędziłem przy komiksach TM-Semic, konsoli Pegasus i arcade’owych bijatykach. Od kilkudziesięciu lat sukcesywnie podnoszę stopień czytelniczego wtajemniczenia, nie obierając przy tym szczególnej specjalizacji. Fascynują mnie mity, folklor, omen, symbole – wszystko, co tworzy panoptyczny rdzeń ludzkiej wyobraźni. Estetycznie i duchowo czuję się związany z modernizmem, ale dzięki dzieciom i znajomym udaje mi się utrzymywać niezbędny poziom cywilizacyjnej ogłady. Nałogowo wizytuję antykwariaty książkowe i sklepowe działy słodyczy. Piszę też dla wortalu i czasopisma Ryms.