SIEĆ NERDHEIM:

No koniec świata! Recenzja serialu Dobry omen

Dobry omen – plakat serialu
Dobry omen – plakat serialu

Rzadko jakiekolwiek nowości serialowe na platformach streamingowych wzbudzają u mnie poważniejsze zainteresowanie, że już o ekscytacji nie wspomnę. Po prostu świeżych tytułów jest za dużo, a w dodatku miewam poważne wątpliwości, czy ilość przekłada się tutaj na jakość. Jednak od każdej reguły musi chociaż raz na jakiś czas występować odstępstwo. W tym konkretnym wypadku wywołał je zwiastun serialu Dobry omen, współprodukowanego przez Amazon Studios oraz BBC Studios. Dużo słyszałam o stanowiącej pierwowzór książce Neila Gaimana i Terry’ego Pratchetta, równie starej jak ja, oraz o trwających od lat próbach zrealizowania ekranizacji. W pierwszej chwili pomyślałam sobie: „O, wreszcie się udało”. W drugiej: „O, zapowiada się bardzo ciekawie!”. W trzeciej zaś: „O JEZU, DAVID TENNANT!”.

Do oglądania zasiadłam wraz z przyjaciółką i choć z różnych przyczyn dokończenie zaledwie sześcioodcinkowego serialu zajęło nam dużo więcej czasu niż jedno popołudnie, to obie po zapoznaniu się z pierwszym z epizodów miałyśmy parcie na ogarnięcie całego Dobrego omenu za wszelką cenę. Patrząc na to wszystko teraz, to wcale się nam nie dziwię.

Tysiące lat temu wąż skusił Ewę, doprowadzając tym samym do wygnania jej i Adama z raju. Niecnym gadem był tak naprawdę demon Crowley, zaś wschodniej bramy Edenu strzegł wówczas anioł Azirafal. Nic nie wskazuje na to, żeby ci dwaj mogli się zakumplować, prawda? A jednak spotykają się notorycznie przez kolejne epoki, choć trzeba przyznać, że to trochę wyboista relacja. Wiadomo, jak bardzo sprzeczna ze wszystkim (włącznie z interesami ich przełożonych) jest znajomość anioła i demona. Mimo to jako uroczo (nie)dobrana para docierają do czasów współczesnych. Azirafal – chociaż jako istota nadprzyrodzona wcale jeść nie musi – z czasem rozsmakowuje się w ziemskiej kuchni, a ponadto z umiłowaniem prowadzi antykwariat pełen książek. Z kolei Crowley nosi się niczym ekstrawagancki muzyk rockowy, wężowe oczy ukrywa za modnymi ciemnymi okularami, a po ulicach śmiga przedwojennym modelem Bentleya.

I zapewne obaj by sobie tak spokojnie żyli, gdyby nie Antychryst. A właściwie to misja dostarczenia go na Ziemię oraz wszystkie tego konsekwencje. Crowley wprawdzie przywozi diabelskiego bobasa do Sióstr Trajkotek od świętej Berylii, by te podrzuciły go amerykańskiemu ambasadorowi i jego żonie w miejsce ich własnego syna, ale na skutek niefartownego zbiegu okoliczności dochodzi do kolejnej, już całkiem nieplanowanej zamiany dzieci. O której w dodatku nasi protagoniści dowiadują się dopiero po ponad dekadzie, na kilka dni przed Apokalipsą, którą ze względu na swoje umiłowanie ziemskiego życia pragną za wszelką cenę zatrzymać…

Dobry omen – kadr z serialu
Dobry omen – kadr z serialu

Jeżeli w ostatnich latach brakowało wam brytyjskich seriali, które by wręcz ociekały typowym dla ich uznanych poprzedników dystansem, humorem oraz kreatywnością, a najnowsze odcinki Doktora Who budzą w was rozpacz i tęsknotę za erą Russella T. Daviesa, to jesteście w domu, a Dobry omen trafi w wasze gusta. Starczy spojrzeć chociażby na garnitur postaci, których perypetie przyjdzie nam śledzić. Jakby trzymający ze sobą sztamę aniołek-łakomczuszek i diabełek-artycha wam nie wystarczyli, to mamy tu jeszcze między innymi okultystkę twardo podążającą za przepowiedniami z księgi spisanej przez jej praprzodkinię, córę Koryntu dorabiającą jako medium, nieudolnie próbującego swoich sił w informatyce łowcę czarownic z dziada pradziada albo ogara piekielnego, który tak w zasadzie jest terrierem o imieniu Pies. Równie barwne są pomysły, na których oparto świat przedstawiony. Niebo i Piekło są podobnie koszmarnie zbiurokratyzowane, anioł oddaje swój ognisty miecz Adamowi i Ewie (przecież inaczej biedactwa zmarzną poza Rajem), a wśród czterech jeźdźców apokalipsy brakuje Zarazy, bo po wynalezieniu antybiotyków musiała przejść na emeryturę. Kto mógłby powymyślać coś takiego, jeśli nie Brytyjczycy?

O Dobrym omenie również pod kątem realizacji można wypowiadać się niemal w samych superlatywach. Efekty specjalne na poziomie, do jakiego przyzwyczaiły nas inne anglosaskie seriale fantastyczne, kapitalne zdjęcia, bardzo dobra ścieżka dźwiękowa (z wykorzystaniem totalnie brytyjskich hiciorów zespołu Queen), gwiazdorska obsada aż po drobne rólki gościnne włącznie… Ale sądzę, że tym, co przede wszystkim buduje sukces tej produkcji, są główni bohaterowie oraz aktorzy w nich się wcielający. Czyli Michael Sheen (nie z tych Sheenów) jako Azirafal i wspomniany już na wstępie David Tennant jako Crowley.

Powiem tak – trudno jest mi analizować protagonistów Dobrego omenu w oderwaniu od odtwórców ich ról, tak doskonale panowie weszli w buty naszej głównej parki. Azirafal Sheena to słodziak do potęgi n-tej, miłujący każde żyjące stworzenie i nie zawsze do końca ogarniający, jak działa ziemskie życie, co da się odczuć niemal na każdym kroku. Crowley Tennanta przypomina zbuntowanego małolata, który na złość mami… to znaczy piekłu odmrozi sobie uszy, wszystko musi zrobić po swojemu, lecz w gruncie rzeczy wcale nie jest taki zły (tylko nie mówcie mu, że jest miły – serio, po prostu nie mówcie). I niby Azirafal długo się opiera, że och, ach, w sumie to przecież nie możemy się przyjaźnić, bo jak to tak, żeby anioł z demonem, ale od początku jest jasne: ci dwaj są sobie pisani i długo wytrzymać osobno nie mogą. Chemia pomiędzy Sheenem a Tennantem jest po prostu obłędna, jak mało która wśród serialowych protagów. Śmiem twierdzić, że podobnej relacji nie widzieliśmy w odcinkowcach od lat. Dalekiej od topornych oczywistości oraz pełnej zabawnych i realistycznych niuansów, które sprawiają, że – jakże paradoksalnie w wypadku istot nadprzyrodzonych – Azirafal i Crowley stają się postaciami z krwi i kości, których trudno nie pokochać od pierwszego wejrzenia.

Dobry omen – kadr z serialu
Dobry omen – kadr z serialu

Ze wszystkich wyżej opisanych powodów Dobry omen stał się sporym hitem (choć niestety niekoniecznie w Polsce, z powodu braku dystrybucji poza Amazon Prime i rynkiem płyt DVD), co w naturalny sposób zaowocowało zapowiedzią powstania drugiej serii, do której zdjęcia właśnie się rozpoczynają. Z jednej strony po obejrzeniu całości budzi się dramatyczne pytanie, z czego oni chcą ukręcić ten sequel, bo nie oszukujmy się, te sześć odcinków tworzy idealnie domkniętą historię. Szczęśliwie wiele obaw rozwiał fakt, że autorzy powieści już w czasie jej tworzenia mieli masę pomysłów na kontynuację, która wprawdzie nigdy nie powstała, ale jak widać notatki zostały. W dodatku część z tych niewykorzystanych książkowych konceptów pojawiła się już w pierwszej serii, rozwijając chociażby kilka postaci drugoplanowych.

Cóż, pozostaje mi tylko szepnąć teatralnie: „Panie i panowie, nie zepsujcie tego”. Bo nic nie zabolałoby bardziej, niż zmarnowanie potencjału tak wspaniałej produkcji, jak serialowy Dobry omen. Może się mylę, ale od dawna nie widziałam ekranizacji książki, którą tak zgodnie lubiliby zarówno ci, którzy oryginału nie czytali, jak i miłośnicy literackiego pierwowzoru. Żałuję tylko, że z dostępnością tego tytułu w Polsce jest taki problem, bo na tym serialu dobrze mogliby się bawić w zasadzie wszyscy. No cóż, to nie pierwszy raz, kiedy polskie stacje telewizyjne z naszą wersją BBC na czele kompletnie nie ogarniają, jakie pozycje naprawdę warto kupić… Oby do czasu premiery drugiej serii coś się w tej kwestii zmieniło, czego sobie i wam życzę. Bo Dobry omen to tak cudny serial, że w sumie powinien nazywać się Bardzo dobry omen.

SZCZEGÓŁY
Tytuł polski: Dobry omen
Tytuł oryginalny: Good Omens
Wydawca: Amazon Prime Video
Producent: Narrativia, Amazon Studios, BBC Studios, The Blank Corporation
Reżyser: Douglas Mackinnon
Scenarzysta: Neil Gaiman (na podstawie powieści własnej oraz Terry’ego Pratchetta)
Platforma: Amazon Prime
Gatunek/Typ: serial, komedia, fantasy
Data premiery: 31 maja 2019 (świat)
Obsada: Michael Sheen, David Tennant, Daniel Mays, Sian Brooke, Ned Dennehy, Ariyon Bakare, Nick Offerman, Anna Maxwell Martin i inni.

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Dagmara „Daguchna” Niemiec
Absolwentka filologii polskiej na UWr, co tłumaczy, dlaczego z czystej przekory mówi bardzo potocznie i klnie jak szewc. Niedawno skończyła Akademię Filmu i Telewizji i została reżyserem. Miłośniczka filmu, animacji, dobrej książki, muzyki lat 80. i dubbingu. Niegdyś harda fanka polskiego kabaretu, co skończyło się stustronicową pracą magisterską. Bywalczyni teatrów ze stołecznym Narodowym na czele. Autorka bloga Ostatnia z zielonych.