Więcej

    Tyler dociera do cywilizacji. Recenzja komiksu Tyler Cross. Miami

    KorektaLilavati
    Tyler Cross. Miami. Okładka
    Tyler Cross. Miami – okładka komiksu

    Po błądzeniu pustyniami południa Stanów i brodzeniu w bagnach Luizjany Tyler wreszcie dociera do miasta. I to od razu do słonecznego Miami. Piękne kobiety, drapacze chmur, cwani biznesmeni. Jak może pamiętacie, ci ostatni nie są w typie bohatera Nury’ego i Brüna.

    „Morze, seks I słońce na powierzchni. Beton, szantaż i forsa głębiej” (Sea, sex and sun en surface. Béton, chantage et pognon en profondeur). Taką Florydę napisał Fabien Nury: pełną dużych pieniędzy, które podobno muszą krążyć, żeby nie zgnić w gorącym klimacie. Gdzie indziej gangster miałby znaleźć brakujące środki?

    Tyler ma okazję przekonać się, dokąd płyną podziemne rzeki forsy i znajomości. Znacie go, chłopak ma serce po lewej stronie. Nie jest mu łatwo. Tym razem stara się być nieco bardziej cywilizowany, w końcu nikt nie wyskakuje na niego od razu z gnatem… Ale są i takie sytuacje, kiedy się już „nie negocjuje, tylko eliminuje” (to także cytat z wywiadu z Nurym).

    Miami jest dużo bardziej fabularną historią niż poprzednie tomy Crossa. Więcej w nim dialogów, Tyler chodzi na spotkania i słucha o „inwestycjach” i „możliwościach”. W handlu nieruchomościami zawsze jest tego dużo. Podobnie jak nieuczciwych deweloperów i łapówek. Znowu pojawi się kobieta, szara myszka, która bardzo szybko się uczy. Poza tym będzie rozbój, porwania i betonowe buty. Opowiadana tu historia nie jest już inspirowana westernem, a jeśli noir, to bliższym sensacji. Powraca wspomniane już na początku serii Umarłem tysiąc razy z 1955 roku, Tony Rome z 1967, nadciąga Brudny Harry. Główny bohater ciągle jest samotnym wilkiem, ale otoczonym stadami podobnych drapieżników dobrze znających swój teren.

    Ostatni (jak dotąd) tom Tylera Crossa to symfonia koloru. Laurence Croix wypełnia kadry Brüna wszelkimi odcieniami żółci i pomarańczu. Pod tym względem czytelnik i bohater czują się, jakby wrócili na Dziki Zachód – przynajmniej dopóki nie wejdą w ciężki cień wieżowca. I tylko Tyler będzie mroczny i zdecydowany jak dotąd, pozostanie najczarniejszą plamą w rysunkach łączących ekspresjonizm z minimalizmem i realizmem.

    Tyler Cross. Miami. Strona ze środka
    Jedna z pierwszych stron komiksu Tyler Cross. Miami

    Na razie na mieście nic się nie mówi o kolejnym tomie serii, chociaż według francuskiego wydawcy (który wie najwięcej) to jeszcze nie koniec. Nury i Brüno nie lubią pracować na akord, dopieszczają kadry i układy stron, dyskutują. Pracują jak najbardziej razem, negocjując pomysły na postaci czy choreografię kolejnych kroków Tylera. Miami wyszło w 2018 roku, Angola w 2015… co znaczy, że możemy zacząć pytać dopiero za rok. Na razie takie tempo służyło komiksowi, autorzy mogą spokojnie poszukać inspiracji w starych filmach i dzięki nim pokazać nam bohatera jednocześnie milczącego, twardego, romantycznego i trochę zbyt nerwowego w towarzystwie cwaniaków wykorzystujących bliźnich.

    Słowobraz i Gildia mają jeszcze egzemplarze wszystkich trzech tomów Crossa, ale nie czekajcie, nakład nigdy nie jest nieograniczony. Te trzy smukłe tomiki są warte swojego miejsca na półce. Okładki nadają się na plakat (w końcu są wzorowane na filmowych posterach), a do treści dobrze się wraca. Za pierwszym razem po prostu podążacie za fabułą, za drugim i kolejnym będziecie mieć więcej czasu i uwagi dla kreski, koloru i kompozycji kadrów: od palącego słońca po więzienne deszcze. I na humor obecny nie tylko w pamiętnej scenie z Mordeńką.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Tyler Cross 3 – Miami
    Data premiery: marzec 2019 (Polska), 2018 (Francja)
    Scenariusz: Fabien Nury
    Rysunki: Brüno
    Typ: komiks
    Gatunek: noir, sensacja

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + połączenie noir i westernowej moralności
    + piękne, ekspresyjne, minimalistyczne, intensywne kadry
    + świetnie skonstruowani bohaterowie

    Minusy:
    - może nudzić osoby przyzwyczajone do szybkiej akcji

    Dodaj komentarz

    avatar
    Agnieszka „Fushikoma” Czoska
    Agnieszka „Fushikoma” Czoska
    Mól książkowy, wielbicielka wilków i wilczurów. Interesuje się europejskim komiksem i mangą. Jej ulubione pozycje to na przykład Ghost in the Shell Masamune Shirow, Watchmen (Strażnicy) Alana Moora czy Fun Home Alison Bechdel, jest też fanem Inio Asano. Poza komiksami poleca wszystkim Depeche Mode Serhija Żadana z jego absurdalnymi dialogami i garowaniem nad koniakiem. Czasem chodzi do kina na smutne filmy, kiedy indziej spod koca ogląda Star Treka (w tym ma ogromne zaległości). Pisze także dla Arytmii (arytmia.eu).