Więcej

    Jak łzy w deszczu. Recenzja komiksu Angola (Tyler Cross 2)

    KorektaLilavati

    Tyler Cross nie pojechał do Afryki, żeby wzorem Kapuścińskiego pomagać w wyzwalaniu postkolonialnych krajów. A mógłby, prawda? O ile ktoś by mu za to dobrze zapłacił. Przynajmniej taka byłaby oficjalna odpowiedź, ten zły chłopak ma przecież skłonność do robienia od czasu do czasu czegoś bezsensownie szlachetnego.

    Jak pamiętacie, Tyler miał się kiedyś doczekać. Nie jest do końca pewne, kiedy, ile i u kogo sobie nagrabił, ale po pierwszym tomie tego farnkofona wiedzieliśmy: na pewno dosyć. Facet rozwalił małe miasteczko na Dzikim Zachodzie tylko dlatego, że go tam wkurzyli (wersja oficjalna) lub usiłowali złamać życie jednej pannie (ta interpretacja, do której Tyler się nie przyznaje). Tymczasem gangster się doczekał i stąd Angola – amerykańskie więzienie o zaostrzonym rygorze.

    Nastrój komiksu został w tym tomie zupełnie zmieniony. Nie ma ostrego światła i pustyni, wciąż pada deszcz, a jak nie leje – i tak jest szaro lub czarno, ściany osaczają bohaterów, nie pali się najmniejsza lampka. Kolory Laurence Croix robią swoje, będzie wam zimno od ciężkiego błota zalegającego dziedzińce. Skończyły się szerokie horyzonty i drogi w nieznane, Tyler ciąga za sobą kulę, a rozbija jedynie kamienie, żeby odpracować swoje mieszkanie na koszt USA. Myślicie, że pudło go złamie?

    Jak na komiksy o samotnym wilku seria Tyler Cross poświęca bardzo dużo czasu relacjom międzyludzkim i wszystkim osobom otaczającym głównego bohatera. To paradoks znany literaturze, wystarczy pomyśleć o Wiedźminie czy Batmanie. Nie inaczej będzie w Angoli. Więzienie ma swoją hierarchię (która Tylera nie cieszy, więc możecie sobie wyobrazić, jak reaguje). Na samym spodzie tej kolejności dziobania jest młody Billy, na którego gdzieś czeka kochająca kobieta, gdy w międzyczasie inna wykorzystuje go seksualnie. Poza tym ta instytucja jest świetnie zarządzanym przedsiębiorstwem do czerpania nielegalnych zysków z pracy przymusowej. A nasz bohater może jest z Ameryki (prawdopodobnie), ale w sercu jak nic gra mu Marsylianka i trzy kolory (co widać jeszcze bardziej w kolejnym tomie serii). Tyler po prostu nie umie znieść nierówności i ograniczeń. Taki z niego Robin Hood.

    Angola pod pewnymi względami jest klasyczną opowieścią o pobycie w więzieniu. Jak Papillon, Skazani na Shawshank… Czy też może wcale nie jest, bo osobiście strasznie nie lubię tego typu filmów czy książek, poziom brutalności trochę mnie w nich przerasta, a fabuła… nudzi. Tymczasem Tylera przeczytałam i pooglądałam kilka razy. Fabien Nury napisał scenariusz nie tyle więzienny, ile opowiadający o kilku osobach z konieczności skazanych na siebie i mających świadomość, że wszystko pójdzie źle. Także o oprawcach, a to jest typ człowieka, nie zawód. Umieścił Angolę w Luizjanie, dzięki czemu Brüno mógł narysować suche place apelowe, deszcz, błoto, bagna, drzewa obrośnięte najsłynniejszym na świecie mchem. W świecie Crossa nie ma duchów ani demonów, za to potwory i piekielne psy się zdarzają. A wokół nich sporo plam czerni, w których można się schronić lub zginąć.

    „Jeśli Tylerowi kiedykolwiek uda się stąd wyjść, to z pewnością nie za dobre sprawowanie…” To jeden z lepszych blurbów, jakie widziałam na okładce komiksu czy książki. Idealnie podsumowuje bohatera Nury’ego i Brüna. Nie przygotuje was może na smutniejsze wątki Angoli, więc ostrzegam: to wbrew pozorom wzruszająca opowieść. Jak noir i klasyczny western, w końcu do tych gatunków współczesnej baśni o wilkach odwołują się twórcy.

    Bardzo dziękuję OMG! Wytwórnia Słowobrazu, a zwłaszcza Katarzynie Kamieniarz, za egzemplarz komiksu do recenzji.

    SZCZEGÓŁY:

    Tytuł: Tyler Cross 1 – Angola
    Data premiery: marzec 2018 (Polska), 2015 (Francja)
    Scenariusz: Fabien Nury
    Rysunki: Brüno
    Typ: komiks
    Gatunek: noir, thriller

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + gruba kreska Brüno
    + pełen relacji międzyludzkich scenariusz Nury’ego
    + prawie odczuwalne temperatury i faktury

    Minusy:
    - jeśli już poznaliście Tylera, możecie się domyślić pewnych zwrotów akcji

    Dodaj komentarz

    avatar
    Agnieszka „Fushikoma” Czoska
    Agnieszka „Fushikoma” Czoska
    Mól książkowy, wielbicielka wilków i wilczurów. Interesuje się europejskim komiksem i mangą. Jej ulubione pozycje to na przykład Ghost in the Shell Masamune Shirow, Watchmen (Strażnicy) Alana Moora czy Fun Home Alison Bechdel, jest też fanem Inio Asano. Poza komiksami poleca wszystkim Depeche Mode Serhija Żadana z jego absurdalnymi dialogami i garowaniem nad koniakiem. Czasem chodzi do kina na smutne filmy, kiedy indziej spod koca ogląda Star Treka (w tym ma ogromne zaległości). Pisze także dla Arytmii (arytmia.eu).