SIEĆ NERDHEIM:

Alert RCB: będzie SNAFU — recenzja komiksu The Weatherman, tom 2

Broń i potwory — codzienność Nathana

To komiks na wskroś przesiąknięty charakterem głównego bohatera. Czyli jest chaotycznie, powierzchownie, a przy tym bardzo kolorowo i niezdrowo optymistycznie. A do tego brutalnie, choć to zwykle wpływ innych postaci. Najważniejsze, że nikt nie ma planu.

Pierwszy tom The Weatherman nie zrobił na mnie większego wrażenia — ot, standardowa feeria zabawnej przemocy i wybuchów bez konsekwencji i refleksji. Bardzo kolorowa, ze świetnymi, energicznymi rysunkami. Kolejna odsłona komiksu nie zmienia tego w znaczący sposób. Jednak tym razem (może to kwestia przyzwyczajenia) czytało mi się go lepiej, byłam nawet skłonna wczuć się w problemy postaci. Troszkę, ale wystarczająco, żeby poczuć jakieś emocje.

Ustalmy fakty. Najsłynniejszy marsjański pogodynek zostaje porwany przez agentkę specjalną, bo wszystko wskazuje na to, że nasz bohater jest zresetowanym najpaskudniejszym terrorystą Układu Słonecznego. Człowiekiem, który najpierw zabił Ziemię, a potem wyczyścił sobie mózg ze wspomnień. Teraz, razem z grupką kosmicznych kowbojów, poszukuje zapisu tego, co zostało usunięte z Iana Blacka, żeby w jego ciele pozostał jedynie Nathan Bright. W międzyczasie ekipa robi wokół siebie niewąski bajzel, w którym giną przypadkowi cywile oraz różni złole. A świat dowiaduje się o prawdziwej (a przynajmniej bardzo prawdopodobnej) naturze tak wcześniej kochanego celebryty.

Widok na Ziemię

Teraz ekipę marzeń czeka wywinięcie numeru godnego Black Jacka z Zaginionej floty Campbella. W poszukiwaniu archiwum umysłu udają się na Ziemię, będącą strefą ścisłej kwarantanny. Żyją tam niedobitki ludzkości, którym udaje się jakoś unikać kontaktu z zabójczym wirusem. Założenie jest takie, że znajdują dane i spadają do siebie — a plan powstanie w trakcie. Bo teoretycznie nic nie ma prawa odlecieć z Ziemi. Co więcej, nikt nie wie, czego się spodziewać, oprócz położonej na wygwizdowie stacji badawczej z mniej czy bardziej szalonymi naukowcami na pokładzie.

The Weatherman nie pretendował nigdy do realizmu, ale w pierwszym tomie trzymał się jednak gatunku science fiction z silnym zacięciem technologicznym. Widzieliśmy nowe media ze starymi torturami, szybkie, latające samochody, zwrotne samoloty — jeden z tych ptaszków przeniesie bohaterów w kolejne szalone przygody. Tym razem, co widać już na okładce, pojawią się elementy horroru, czyli zaliczymy wycieczkę gdzieś w rejony Expanse czy fantastycznonaukowych opowiadań grozy Martina. I muszę powiedzieć, że akurat ten wątek da się obronić i ma sens w tym specyficznym uniwersum.

Bardzo podoba mi się przekład Marcelego Szpaka (dziwnym nie jest, bo to świetny i doświadczony tłumacz). Nie znajdziecie tu przejść czasowych okraszonych standardowym „później”. Szkoda, że onomatopeje są na tyle mocno wpisane w obraz, że nie da się ich przepisać po polsku. Język postaci jest bardzo cool (zwłaszcza Nathana), tekst wręcz wibruje od energii. Niestety, czasem nie wiadomo, dlaczego ktoś coś mówi — nawet mimo prostego układu dymków. Obawiam się, że tego nie da się zwalić na polski, po prostu chaos rzondzi. W takich momentach można odnieść wrażenie, że cały ten scenariusz LeHeupa służy wyłącznie temu, żeby Fox popisał się kreską i przedynamicznym układem kadru, a Dinisio kolorami.

Kolorowe szaleństwo The Weatherman nieco spuściło z brutalności, podkręciło dialogi (a przynajmniej tak to słychać po naszemu) i sporo dzięki temu zyskało. To nie jest głęboki komiks o polityce i przyszłości naszego gatunku, nawet jeśli czasami kusi nas takimi wątkami. Dostajemy barwną, sensacyjną rozrywkę, trochę energetycznego kopa, nieraz motywowanego przerażeniem głupotą głównego bohatera. Jeśli macie ochotę właśnie na taki komiks, drugi tom ucieszy was bardziej niż początek tej serii.

Sprawy się pokomplikowały (kadr z oryginalnego wydania Image Comics)
SZCZEGÓŁY:
Tytuł: The Weatherman, tom 2
Wydawnictwo: NonStopComics
Scenariusz: Jody LeHeup
Rysunki: Nathan Fox
Tłumaczenie: Marceli Szpak
Typ: Komiks
Gatunek: science fiction, akcja
Data premiery: wrzesień 2021 r.

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Agnieszka „Fushikoma” Czoska
Mól książkowy, wielbicielka wilków i wilczurów. Interesuje się europejskim komiksem i mangą. Jej ulubione pozycje to na przykład Ghost in the Shell Masamune Shirow, Watchmen (Strażnicy) Alana Moora czy Fun Home Alison Bechdel, jest też fanem Inio Asano. Poza komiksami poleca wszystkim Depeche Mode Serhija Żadana z jego absurdalnymi dialogami i garowaniem nad koniakiem. Czasem chodzi do kina na smutne filmy, kiedy indziej spod koca ogląda Star Treka (w tym ma ogromne zaległości). Pisze także dla Arytmii (arytmia.eu).