SIEĆ NERDHEIM:

Wszystkie kolory szaleństwa. Recenzja komiksu The Weatherman

Kolorowe szaleństwo okładki pierwszego tomu

„Nadmiar kolorów, brak idei/ zawsze się kończą wstydem”… jak pisał Gałczyński w epitafium dla motyla. Możliwe, że Weatherman powinien wziąć sobie to przesłanie do serca. Ten komiks to czysta rozrywka, chociaż podparta ciekawą wizją polityki w Układzie Słonecznym opanowanym przez Ziemian.

Na różowo-żółtej okładce widzicie chłopaka wciągającego ramen. To główny bohater, lekkoduch i bawidamek, najsłynniejszy pogodynek Marsa. Makaron będzie mniej ważny, to w zasadzie zabawa w lokowanie produktu. Nathan (ten od pogody) nagle okazuje się być kimś zupełnie innym – najbardziej poszukiwanym terrorystą okolicznych planet. O tym, że to właśnie ten gościu, przekonane są służby specjalne i kilku przestępców-showmanów, sam zainteresowany nieprzesadnie.

Całość akcji toczy się na Marsie, w wielkiej, przeludnionej metropolii. Nie widzimy bebechów science fiction, żadnych kopuł ochronnych, śluz czy osób w kombinezonach – to duże miasto żywcem przeniesione z naszej teraźniejszości. Intryga bazuje na pogoniach i zdradach, bohaterowie czasem sobie pomagają, kiedy indziej wręcz przeciwnie, czasami znamy ich motywacje, ale zdarza się, że działają w sposób niezrozumiały dla odbiorcy. O jaki atak terrorystyczny chodzi? Tu robi się ciut ciekawiej – taki, który zmiótł ludzi z powierzchni Ziemi.

Obchody rocznicy największego zamachu w dziejach świata

Ten krótki zarys fabuły pozwala wam mniej więcej zrozumieć, że będzie chodziło o jakąś grę pomyłek, ucieczek i nieporozumień. Albo mistrzowską zbrodnię idealną, po której zostały zwłoki, ale nie morderca. Dodajcie do tego kolory – i tak, witajcie w parku niezdrowej rozrywki sponsorowanej przez telewizję i hipsterskie żarcie. Tytułowy Weatherman zostanie przeciągnięty przez wszystkie dostępne w nim atrakcje, w tym rollercoaster dowiadywania się, w jakie świństwo wdepnął i dom strachu – bo wielu marzy o wymierzeniu mu sprawiedliwej kary.

Wszystko to brzmi bardzo ciekawie. Akcja, ale traktowana z lekkością, technikolor, żarciki głównego bohatera. Międzyplanetarna intryga. Spisek przeciwko ludzkości. Tylko że… ostatecznie komiks nie zachwyca i szybko wypada z pamięci. Na razie najlepiej pamiętam psa Nathana i ramen.

The Weatherman to komiks, sądząc po pierwszym tomie, na raz. Pojawiające się w nim postacie są wyraziste, chociaż nie zapałałam do nich większą sympatią. Nie będę powtarzać ich powiedzonek. Nie do końca ogarniam ich motywacje. I zgadzam się, że twórcom nie chodziło o głęboki komiks psychologiczny, ale o kolorowy chaos, przemoc na ekranie, gołe baby (ale tylko w przerwach na reklamę)… i to by było na tyle. Otwierająca się intryga obiecuje więcej, ale dopiero po drugim tomie powiem wam, czy udało się ją rozwinąć. Na pozór dostajemy typowy produkt Image Comics, kolorową przemoc, brakuje w nim jednak jakiejkolwiek refleksji. Jest tylko głośno i szybko. Co gorsza, nie jest zbyt oryginalnie.

Pierwszy tom The Weatherman pokazuje, że to komiks rozrywkowy, odwołujący się trochę do kina akcji, trochę space opery, może różnych Szybkich i wściekłych. Mamy tu mieszankę rzeczy, które znamy i lubimy. Stanowczo brakuje oryginalności. Nadzieję na powiedzenie czegoś nowego dają być może prawdziwi terroryści, trochę niepasujący do intensywnych kolorów całości. Liczę też na rozwój głównego bohatera, który dostał w kość, a teraz powinien postarać się zrozumieć dlaczego. Obiecująca jest też sama konstrukcja świata zbudowanego na traumie wielkiego zamachu, w którym zginęło tyle osób. Na dzisiaj, po pierwszych 160 stronach, cały ten smutek brzmi jednak jak pretekst do ścigania się z bronią po wielkiej metropolii.

Eskalacja kolorów, celebracja przemocy – okładka zeszytowego wydania czwartego rozdziału
SZCZEGÓŁY:
Tytuł: The Weatherman, tom 1
Wydawnictwo: NonStopComics
Scenariusz: Jody LeHeup
Rysunki: Nathan Fox
Tłumaczenie: Marceli Szpak
Typ: Komiks
Gatunek: science fiction, akcja
Data premiery: luty 2021 r.

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Agnieszka „Fushikoma” Czoska
Mól książkowy, wielbicielka wilków i wilczurów. Interesuje się europejskim komiksem i mangą. Jej ulubione pozycje to na przykład Ghost in the Shell Masamune Shirow, Watchmen (Strażnicy) Alana Moora czy Fun Home Alison Bechdel, jest też fanem Inio Asano. Poza komiksami poleca wszystkim Depeche Mode Serhija Żadana z jego absurdalnymi dialogami i garowaniem nad koniakiem. Czasem chodzi do kina na smutne filmy, kiedy indziej spod koca ogląda Star Treka (w tym ma ogromne zaległości). Pisze także dla Arytmii (arytmia.eu).