SIEĆ NERDHEIM:

Rodzinne sekreciki. Recenzja komiksu Posiadłość Tom 1

KorektaJustin
Okładka omawianej pozycji

Motyw nawiedzonych domostw to temat niezwykle oklepany. Wtórny do tego stopnia, że mając w ręku pozycje książkowe, komiksowe czy oglądając film, gdzie główni bohaterowie eksplorują stare dworki czy domy, wprowadzone zabiegi, mające w zamysłach twórców wywołać u mnie dreszcz, powodują co najwyżej wzruszenie ramionami. Czy warto zatem zagłębiać się w kolejne dzieła, skoro nic nas już nie zaskoczy?

Tym razem na mój warsztat trafiła Posiadłość. A dokładniej rzecz biorąc tom pierwszy serii pod tym tytułem, którego zrecenzowanie stanowiło pewnego rodzaju wyzwanie. Ciężko jest bowiem ocenić dzieło wprowadzające czytelnika w historię, gdy wszelkie wyjaśnienia tudzież rozwiązania pojawią się dopiero w drugiej, wieńczącej całość części.

No dobra, skupię się na tym, co oferuje wnętrze. Akcja Posiadłości rozgrywa się w 1974 roku. Już na samym początku poznajemy państwo Blaine – Charlesa i jego uroczą żonę. Gdy zaczynamy śledzić rozmowy małżonków i z zaciekawieniem wertujemy kolejne kartki, otrzymujemy pierwszego liścia. Znikąd pojawia się humanoidalny, przypominający Potwora z bagien stwór, który pozbawia życia małżeństwo. Kolejne kadry to już dobrze znany schemat. Najpierw standardowy pogrzeb. Dzieci zamordowanych trafiają pod opiekę najbliższego pełnoletniego członka rodziny, w tym wypadku Chase’a – brata Charlesa. Wszyscy przenoszą się do starej rodzinnej rezydencji, a tam, jak nietrudno się domyślić, zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Kadry z nadprzyrodzonymi zjawiskami przeplatają się z wątkami obyczajowymi i tak pokrótce można streścić zawartość tomu.

Ktoś się zbyt mocno wciągnął.

Pierwszym strzałem w kolano, jakiego mogli uniknąć twórcy Posiadłości, była prezentacja potwornej postaci na początkowych planszach komiksu. Zamiast stopniowo serwować grozę, już na wstępie otrzymujemy wizję zła, który będzie nam towarzyszyć przez resztę historii. Kolejnym błędem autorów był brak ukazania zmian w psychologii głównych bohaterów. Mając pewne upiorne wizje czy doznając paranormalnych zjawisk nietrudno utracić punkty poczytalności, że tak sobie pozwolę na wykorzystanie terminologii i mechaniki z Zewu Cthulhu. Po każdej dziwnej akcji protagoniści zamiast uciekać czy popadać w obłęd wracają do swojego normalnego życia, jakby przeżycia z dnia poprzedniego były tylko efektem mocnych dragów lub stanowiły powszedniość/były czymś powszechnym. Nieumiejętnie kopiowany jest lovecraftowski nastrój, który zamiast wypełniać niepokojem każdą kolejną stronę, fundując czytelnikowi istny zjazd, tworzy momentami nieco karykaturalny obraz gotyckiego horroru.  Było o minusach, przyszedł czas na pozytywne aspekty. Jednym z nich jest bez wątpienia szata graficzna. Dominacja zieleni w jej najbardziej obrzydliwym odcieniu wpływa pozytywnie na budowanie klimatu. Momentami czuć istny smród zgnilizny a włosy skręcają się od nadmiaru wilgoci. Choć wspomniałem wcześniej o braku aury tajemniczości, to w głównej mierze miałem na myśli samą istotę zła pojawiającą się na kartach komiksu. W przypadku fabuły Tim Daniel pozwolił sobie na stopniowe ukazywanie rodzinnych sekretów Blainów. Są one szczątkowe, lecz doświadczony czytelnik czy fan horrorów będzie w stanie przewidzieć finał. Chyba że twórcy przyszykowali prawdziwą bombę w tomie finałowym Posiadłości.

Pomysł na parę wieczorów.

Jeśli mam podsumować… Wizja Tima Daniela i Michaela Moreciego jakoś specjalnie do mnie nie przemówiła. Zbyt schematyczne prowadzenie fabuły, postaci, do których czytelnik nie może się przywiązać czy też brak logiki w zachowaniu protagonistów nieco mnie zraziły. Liczę, że kolejny tom zaserwuje mi prawdziwy mindfuck, więc potraktuję tę pozycję jako… pierwszy kęs słodkiego pączka. A jakie nadzienie na mnie czeka, tego dowiem się w odpowiednim czasie.

Serdecznie dziękujemy wydawnictwu Lost in Time za egzemplarz recenzencki.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Posiadłość tom 1
Wydawnictwo: Lost in Time
Scenariusz: Tim Daniels, Michael Moreci
Rysunki: Joshua Hixson
Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Gatunek: horror, obyczajowy
Liczba stron: 136
Data premiery: 2 września 2020

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec
Rocznik ’88. Fan komiksu, dobrej książki i filmu. Lubi posłuchać ostrzejszych brzmień. Swój gust muzyczny przyprawia klasyką oraz muzyką elektroniczną. Nie znosi owijania w bawełnę i jak ognia unika „niepracującej szlachty” czy „absolwentów szkół robienia hałasu”. W wolnych chwilach poluje na prawdziwe pokemony, włócząc się z wędką wzdłuż brzegów Królowej Rzek, zdradzając ją chwilami z innymi ciekami i bajorami. Nieuleczalny fanatyk włoskiego futbolu (wierny kibic Interu Mediolan). Wielbiciel dobrego piwa i whisky. Czasem popełnia recenzje, by innym razem nabazgrolić coś z zupełnie innej beczki. Podczas ostatniego remontu w jego domu, jeden z majstrów stwierdził, że ma nierówno pod sufitem.