SIEĆ NERDHEIM:

Moje wielkie drzewo z papieru płonie. Recenzja Wielkiej Księgi Pop-up World of Warcraft

World of Warcraft: Wielka Księga Pop-up to porządna cegła

Wydawnictwo Insignis jest dobrze znane każdemu fanowi World of Warcraft. Do kolekcji wydanych przez nie tytułów związanych z uniwersum Wojennego Rzemiosła dołączyła swego czasu Wielka Księga Pop-up World of Warcraft, którą tworzyli Matthew Reinhart oraz Vladimir Kafanov. Ten pierwszy jest amerykańskim pisarzem książek dla dzieci oraz ilustratorem pop-upów. Kofanov jest natomiast ilustratorem i projektantem concept artów, często współpracującym z Blizzardem. Z jego twórczością mogliście się spotkać m.in. w komputerowej grze karcianej Hearthstone. Takie nazwiska podpowiadają dwie rzeczy: może być ładnie i dziecięco. W rzeczywistości tak właśnie jest.

Zanim przejdziemy do przysłowiowego „mięska”, najpierw pochylmy się nad tym, czym w ogóle są książki pop-up. Jako że nie cieszą się w Polsce dużą popularnością, warto poświęcić chwilę na wyjaśnienie, co stoi za tą tajemniczą nazwą. Gdybyśmy chcieli przełożyć tę nazwę na język polski, najwierniejszym tłumaczeniem byłoby zapewne „rozkładanki”. Cała ich magia tkwi w tym, że są bogate w przesuwane klapki, otwierane okienka czy rozkładające się obiekty 3D z papieru. Dorosły może się przy nich dobrze bawić, ale najwięcej frajdy mają przy nich dzieciaki, zwłaszcza na etapie rozwoju sensorycznego.

Coś dla fanów Sylvanas: pociągając za koronę drzewa zobaczymy jak Teldrassil staje w płomieniach

Skoro mamy za sobą teorię, pora przejść do właściwej recenzji. Jak już wspomniałem wcześniej, pop-upy są najczęściej projektowane z myślą o dzieciach, a jeden z autorów Wielkiej Księgi jest znany z tworzenia książek dla maluchów. Niestety, czuć to od początku do końca. Papierowe modele są bardzo uproszczone i bardzo bezpieczne wizualnie. Miejscami można nawet odczuć, że troszkę trącą tandetą.

Z pozycji nie dowiemy się niczego nowego. Każdy, kto chwilę obcował z grami Zamieci, wie o wiele więcej na temat świata przedstawionego niż to, co serwują nam autorzy. Tekstu nie ma dużo, więc nie nastawiajcie się na długą lekturę. Zamieszczone przez Reinharta i Kofanova proste krótkie opisy miały być dodatkiem do wizualnych wodotrysków, a nie daniem głównym. Jednak w takim przypadku danie główne powinno być naprawę dobrze przygotowane. Jak wyszło? Nierówno. Niektóre rozkładane elementy są bardzo atrakcyjne i świetnie wykonane. Inne za to są najzwyczajniej w świecie nudne. Zupełnie jakby część miejsc zaprezentowanych w Wielkiej Księdze Pop-up miała na siebie pomysł od początku, a część nie miała go w ogóle i została zrobiona, bo żadnego ważnego miejsca nie można pominąć. Nie mogę jednak powiedzieć, żeby któraś strona została wykonana źle. Nawet te „bez pomysłu” są wykonane prawidłowo. Po prostu bardzo odstają na tle innych. Stolica krasnoludów nie umywa się nawet do takich perełek jak Teldrassil czy Zandalar.

Zandalar to mój ulubiony rozdział

W internetowych opiniach wiele osób zwraca uwagę, że rozkładanki są wykonane z dużą starannością, ponieważ nie zdarzało im się, żeby coś się zablokowało lub zahaczało podczas oglądania. Być może trafiłem na gorszy egzemplarz albo rozkładałem go częściej niż inni użytkownicy, bo wielokrotnie przytrafiały mi się drobne problemy techniczne. To Magni nie chciał się złożyć z powrotem, kiedy próbowałem zamknąć jego zakładkę, to miecz Variana nakładał się z innym papierowym elementem i trzeba było pomóc wrócić mu na miejsce. Jedną z cech Wielkiej Księgi Pop-up, na którą początkowo byłem nakręcony, jest możliwość rozłożenia całej księgi naraz. Wiecie, zamiast pojedynczych stron rozkładamy całość i otrzymujemy ogromną papierową makietę. Żeby ułatwić czytelnikom cały proces, dołączono instrukcję, jak to zrobić. Nawet z nią było to dla mnie dość problematyczny. Do tego stopnia, że zrobiłem to jeden raz i zapewne już tego nie powtórzę. Kosztowało mnie to więcej zachodu, niż było tego warte.

Myślałem, że pokażę Nathanosa z jego lepszego profilu, ale pop-up nie chciał dobrze „popnąć”

Kiedy kupowałem Wielką Księgę Pop-up World of Warcraft, byłem podekscytowany. Nigdy nie miałem do czynienia z czymś podobnym, a tutaj dochodził wielki atut w postaci ukochanego uniwersum. Po pierwszym otwarciu cały hype uleciał w dziesięć minut. Wszystko wyglądało bardzo ładnie i nic więcej. Jako dziecko czerpałbym z czytania Wielkiej Księgi więcej przyjemności. Z tego powodu nasuwa się jedno pytanie: kto jest grupą docelową? Rozkładanka jest świetna dla dzieci, ale zdecydowana większość fanów uniwersum mieści się w innych kategoriach wiekowych. Być może dla rodziców, którzy chcą mieć gadżet związany z czymś, co lubią i jednocześnie będą mogli podzielić się w jakimś stopniu swoim hobby z dziećmi?

Oj, ktoś pominął przemianę Jainy z orędowniczki pokoju na czarodziejkę łaknącą hordziej krwi

Dla mnie Wielka Księga Pop-up World of Warcraft to bajer, który dobrze wygląda na półce i jest sygnowany logo ulubionej serii gier. Jest dość duża, więc rzuca się w oczy i zawsze można pochwalić się nią jako ciekawostką. Jednak nie wiem, czy jeszcze kiedyś ją otworzę sam z siebie. Nie ma po co.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: World of Warcraft: Wielka księga pop-up
Autorzy: Matthew Reinhart, Vladimir Kafanov
Tłumaczenie: Piotr Budak, Tomasz Brzozowski, Julia Diduch
Wydawnictwo: Insignis
Premiera: 04.12.2019

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

spot_img

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Janusz "Kocilla" Walaszek
Miłośnik psów, koni i sportów walki, który uwielbia leniwe wieczory przy grach planszowych lub z padem w dłoni. Otwarty na każdą książkę, jednak otwarcie faworyzuje polską literaturę fantastyczną. Oddany fan Blizzard Entertainment oraz uniwersum Warcraft. Gdyby mógł wybrać najlepsze miejsce na planecie, zdecydowanie byłyby to rodzime góry. Do dziś nie przyjmuje do wiadomości, że nie może pogłaskać każdego zwierzaka w zasięgu wzroku.