SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Jazda po dystopijnej powierzchni. Recenzja komiksu Tokyo Ghost

    Okładka w sumie streszcza cały komiks.

    Nie wiem, czy słyszeliście, ale pewne małe polskie studio wypuściło taką niszową gierkę o nazwie Cyberpunk 2077. Zachwycony nią, jak zwykle bezkrytyczny internet od razu wymyślił sobie nowy podgatunek science-fiction i ochrzcił go na wzór produkcji. Potem już poszło z górki, mało znani twórcy, porwani nowym mini-trendem, zaczęli tworzyć dzieła podobnie oparte na kompletnie nierealnym motywie dystopijnego świata przyszłości, w którym korporacje sterują życiem maluczkich zaślepionych hedonizmem, technologią i eksperymentalnymi narkotykami. Co za stek bzdur!

    Do tej kury znoszącej złote cyber-embriony podłączył się też kompletnie nieznany autor imieniem Rick Rampage Remender. Jego Tokyo Ghost to epicka, głęboka opowieść o transhumanizmie i miłości w erze technologicznego zniewolenia. Głównymi bohaterami są stroniąca od technologicznych usprawnień Debbie Decay i jej naszprycowany korposzmirą facet, Teddy „Led Dent” Dennis. W pogoni za marzeniem o wolności wykonują zlecenia dla megalomana stojącego na czele jednego z najpotężniejszych konglomeratów. Ostatnia robota niespodziewanie rzuci ich w sam środek głównego obiektu swoich marzeń. To niestety dopiero początek wędrówki, której dalsze etapy nie przyniosą łatwych rozwiązań.

    Kulturka na pełnej.

    Dobra, starczy oczywistych (mam nadzieję) żartów i udawanego patosu. Tokyo Ghost nie jest komiksem głębokim, choć czasem bardzo mocno chce sprawiać takie wrażenie. Rozprawmy się najpierw z wadami opasłego tomiska, a właściwie jednym, dużym i złożonym mankamentem – Remender wyraźnie nie do końca mógł się zdecydować, w jaką stronę chce iść ze scenariuszem. Niby jest to typowy cyberpunk, ze względu na relację bohaterów bardziej Masamune Shirow niż Katsuhiro Ōtomo, ale wszelkie krytyczne komentarze na temat potencjalnych zagrożeń płynących z konsumpcjonizmu, rozwoju technologicznego i hedonistycznej strony futuryzmu są tu potraktowane skrajnie powierzchownie. W historii nie czuć udziału przytłaczającej metropolii, a refleksje opierają się na obscenicznej przesadzie.

    No i bardzo dobrze! Naprawdę nie mam więcej zarzutów. To przede wszystkim kompletna, podzielona na akty opowieść o dwójce bardzo charakternych postaci i ich pogoni za nieosiągalnym szczęściem. To opowieść, na dodatek, będąca właściwie jedynie pretekstem do soczystej rozwałki w klimacie starych komiksów z Lobo. Rozwałek, w których zacierała się granica między czarnym humorem i niepokojącym szaleństwem, wypełnionych pięściami przebijającymi brzydali na wylot i terrorystami z ciastami zamiast głowy. Jak na ten nurt przystało, czuć tu też inspiracje sceptycznym kinem sci-fi z lat 90. i dystopijnymi mangami. Dla niektórych problemem może być jedynie to, że w tym przypadku za wzór posłużyły brutalne, krawędziowe seineny, a nie łzawe obyczajówki. Remender mógł po prostu skupić się na wdzięcznym rozbestwieniu i darować sobie przeciąganie bardziej emocjonalnych usprawiedliwień dla miodnego chaosu. Najwyraźniej zabrakło mu trochę bezczelności.

    Czytajcie poniżej. Jest przepięknie.

    Doskonale za to ogarnął temat Sean Murphy. Rysownik, polskiemu czytelnikowi znany doskonale z takich tytułów jak Batman: Biały Rycerz i Chrononauci, bezbłędnie dopasował swój styl do specyfiki mrocznego miasta sunącego ku milionom osobistych kataklizmów. Mam wrażenie, że jego zwykle już ostra kreska jest tym razem nawet bardziej poszarpana, co niesamowicie wspomaga dynamikę akcji. Album wypełniają świetne, plakatowe wręcz ilustracje, szczegółowość (zwłaszcza na splashach) powala, ale płynność narracji nic na tym nie traci. Bardzo drobiazgową robotę kolorystyczną odwalił też Matt Hollingsworth, ale przy bardziej malowniczych scenach żałowałem troszkę ogólnie przyjętej, nieco wyblakłej palety barw.

    Zdążyłem już zauważyć, że Tokyo Ghost zbiera nieco zasłużonej krytyki za potknięcia, które w sumie i ja wypunktowałem. Osobiście jednak odbieram tę pozycję jako po prostu cudnie wydaną (ten format!), spektakularną kaskadę destrukcji i galerię wspomnień z brutalnego oldskulu. Autorowi nie udało się wyciągnąć z fabuły wniosków faktycznie mogących posłużyć za temat do poważnej debaty na seminarium cybersceptyków, ale ten zgrzyt minimalnie tylko stłamsił rozrywkową wartość komiksu. Dzięki porywającej stronie wizualnej prawie tego szarpania na trasie nie odczułem. Polecam więc zrobić to, przed czym przestrzegają zwykle dzieła z tego nurtu – oddać się bezmyślnym uciechom. Czasem po prostu warto sobie życia nie komplikować.

    Uch, przemoc? Fujka.
    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Tokyo Ghost
    Wydawnictwo: Non Stop Comics
    Scenariusz: Rick Remender
    Rysunki: Sean Murphy, Matt Hollingsworth
    Tłumaczenie: Paweł Bulski
    Typ: Komiks
    Gatunek: akcja, science-fiction
    Data premiery: 23.11.2020
    Liczba stron: 288

    Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + akcja, rozwałka
    + nostalgiczna brutalność
    + świetne ilustracje
    + format wydania

    Minusy:
    – zbędne i nieskuteczne ambicje
    – miejscami przeciągnięte

    komentarze

    guest
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Rafał "yaiez" Piernikowski
    Rafał "yaiez" Piernikowski
    Aktywny hobbistycznie i towarzysko człowiek renesansu. Zainteresowany w jakimś stopniu prawie wszystkim, co nie wymaga ekstremalnych ilości wysiłku fizycznego. Lingwista z wykształcenia, robol w przemyśle ciężkim z zamiłowania. Charakteryzuje mnie zamiłowanie do filmów, seriali i komiksów, które podobają się wszystkim i do muzyki, która nie podoba się nikomu. Jako entuzjastyczny grafoman prowadzę również hałaśliwy, muzyczny fanpage (https://www.facebook.com/niereteha/).