SIEĆ NERDHEIM:

Lektura z lekkim niesmakiem. Recenzja komiksu Hellblazer (Warren Ellis).

KorektaJustin
Czyżby kolejny kac?

Zanim przystąpię do analizy lektury, słów kilka na wstępie. W trakcie kwerendy dotyczącej pana Ellisa natrafiłem na bardzo nieprzyjemny artykuł poświęcony owej osobistości. Jak się okazuje, pan E. jest zamieszany w przestępstwa na tle seksualnym. W momencie pisania niniejszej recenzji, na liście potencjalnych ofiar znajduje się blisko 60 kobiet. Jest to proceder na skalę światową, a świat komiksu doczekał się paskudnie czarnej karty w swojej historii.

Zostawię teraz kontrowersje dotyczące Ellisa i skupię się na jego twórczości oraz analizie tej części Hellblazera, za jaką jest odpowiedzialny. Najsłynniejszym dziełem pana E. jest bez wątpienia Transmetropolitan, postcyberpunkowa seria, w której główny bohater, Spider Jerusalem, z zawodu dziennikarz, opisuje otaczającą go rzeczywistość. Kolejne zeszyty szybko zdobyły uznanie krytyków i czytelników, a sam tytuł stał się najbardziej rozpoznawalną pozycją w dorobku Ellisa.

Nie inaczej jest w przypadku Hellblazera. Wydanie zbiorcze, które niedawno pojawiło się na polskim rynku komiksowym, również stanowi ważne dzieło w twórczości pana E. No to jeszcze parę słów o Johnie Constantinie. Ta enigmatyczna postać została przedstawiona przez brytyjskiego autora w nieco inny sposób, niż miało to miejsce w zbiorach podpisywanych przez Briana Azzarello. Wizja amerykańskiego scenarzysty przedstawia Johna w sposób jednoznaczny. Constantine jest w niej bowiem arogancki, chytry i przede wszystkim bardzo egoistyczny w swoich działaniach. Nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć cel, nawet kosztem bliskich mu osób. Z kolei mag w historii opisanej przez Ellisa potrafi współczuć, różnice między dobrem a złem są dla niego bardzo widoczne i przede wszystkim jest niezwykle sentymentalny (nawet bardziej niż w scenariuszach Gartha Ennisa).

Nie pokazuj języka, bo ci Szatan nasika.

Tom otwiera sześcioczęściowe opowiadanie zatytułowane Nawiedzony. Jedna z byłych miłostek Johna zostaje brutalnie zamordowana. Constantine we współpracy z zaprzyjaźnionym gliniarzem rozpoczyna prywatne śledztwo, które prowadzi go w głąb środowiska angielskich magów. Nie zdaje sobie sprawy, z jak potężnym przeciwnikiem przyjdzie mu się zmierzyć. Na szczęście nie jest sam, a wśród jego kompanów jest między innymi bezdomny mistyk, którego specjalizacja dotyczy szeroko pojętych środków zakazanych oraz potężny czarownik, trudniący się pracami w tunelach londyńskiego metra. 

Kolejna historia, nosząca intrygujący tytuł Pod kluczem, to ponowne spotkanie Johna z zaprzyjaźnionym policjantem. Tym razem to funkcjonariusz prosi maga o pomoc w aresztowaniu szaleńca, w którego mieszkaniu/domu pod podłogą znajduje się wiele zmasakrowanych ciał. Constantine z opowiadań funkcjonariusza jest w stanie wywnioskować, że owy psychopata ma w sobie coś, co nie należy do tego świata.

Jak już wspomniałem wcześniej, Constantine Ellisa jest niezwykle sentymentalny. Poza historią otwierającą, w której mag wspomina swoją zamordowaną ex, mamy opowiadanie Jeszcze jedna pieśń o miłości. Opisuje ona spacer Johna po londyńskich ulicach. W jego trakcie co chwilę pojawiają się duchy poprzednich miłostek detektywa. Gdy zjawy się ukazują, protagonista przedstawia je czytelnikowi z imienia i w skrócie przedstawia historię ich poznania, pierwszego razu czy przyczyn śmierci. Jest to dla mnie najsmutniejsza historia z wszystkich dotychczas poznanych w serii Hellblazer.

Poza opisanymi wyżej w zbiorczym wydaniu jest jeszcze kilka historii i każda z nich ma w sobie to coś. Ellis ukazał ludzkie oblicze Constantine’a, pełne bólu, wyrzutów sumienia oraz chęci odkupienia. Momentami wydawać by się mogło, że mag Ennisa czy Azzarello to zupełnie inna osoba, lecz jeśli zbierzemy wszystkie dotychczasowe historie i połączymy je w całość, otrzymamy obraz niezwykle złożonego bohatera, którego decyzje nie zawsze są zrozumiałe dla nas czytelników.

John i Jack – dobre połączenie.

Przy tworzeniu Hellblazera spore pole do popisu miała garstka rysowników, prezentujących zupełnie odmienne style. Każda z historii ma przypisanego do siebie artystę. Plansze są mroczne, pełne ekspresji i bogate w detale. Przyznam też, że makabra zaprezentowana w opisywanym tomie zaszokowała nawet mnie. Przeważnie autorzy decydują się na kwieciste opisy obrazujące potworne motywy, jednak w tym wypadku postawiono na obraz.

Szósty z kolei tom Hellblazera to pozycja obowiązkowa dla fanów Johna. Historie niejednoznaczne, tajemnicze i przede wszystkim brutalne to znak rozpoznawczy Warrena Ellisa. Lekturę pochłonąłem w jeden wieczór, a panująca obecnie na zewnątrz aura dodatkowo wprowadziła mnie w deszczową i mglistą scenerię magicznej Anglii.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Hellblazer tom 6 (Warren Ellis)
Wydawnictwo: Egmont
Scenariusz: Warren Ellis
Rysunki: John Higgins, Javier Pulido, Phil Jimenez, Marcelo Frusin, Frank Teran, Timothy Bradstreet, James Romberger
Tłumaczenie: Marek Starosta
Data premiery: 02.12.2020
Liczba stron: 272

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Fido
Fido
9 miesięcy temu

Zamieszany w przestepstwa? Skąd taki wymysł? Czy wyłacznie dla podbicia klikalności?

Kobiety z którymi pisał, romasował i umawiał się na schadzki były „oburzone” kiedy po wszystkim kontakt z twórcą się urywał, albo kiedy dowiadywały się że nie były jedynymi obiektami jego atencji… Takie to „przestepstwo” Ellisa – że regularnie wyrywał kobiety na sławę z znanego pisarza. Faktycznie paskudan czarna karta … Metoo do kwadratu…..

cyt za Guardianem:
„These women do not accuse Ellis of illegal behaviour. But they describe their shock at the sheer magnitude of his pursuits, feeling heartbroken when he stopped talking to them, or angry after discovering he was sending many of them identical messages.”

Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec
Rocznik ’88. Fan komiksu, dobrej książki i filmu. Lubi posłuchać ostrzejszych brzmień. Swój gust muzyczny przyprawia klasyką oraz muzyką elektroniczną. Nie znosi owijania w bawełnę i jak ognia unika „niepracującej szlachty” czy „absolwentów szkół robienia hałasu”. W wolnych chwilach poluje na prawdziwe pokemony, włócząc się z wędką wzdłuż brzegów Królowej Rzek, zdradzając ją chwilami z innymi ciekami i bajorami. Nieuleczalny fanatyk włoskiego futbolu (wierny kibic Interu Mediolan). Wielbiciel dobrego piwa i whisky. Czasem popełnia recenzje, by innym razem nabazgrolić coś z zupełnie innej beczki. Podczas ostatniego remontu w jego domu, jeden z majstrów stwierdził, że ma nierówno pod sufitem.