SIEĆ NERDHEIM:

Promem Starka w piękny rejs. Recenzja komiksu Doktor Strange tom 1 (Marvel Fresh)

KorektaJustin
A cóż to za złowrogi cień na drugim planie?

Postać Stevena Strange’a od najmłodszych lat wzbudzała we mnie sympatię. Moja pierwsza styczność z Mistycznym Obrońcą Ziemi nastąpiła za sprawą popołudniowych seansów ze Spider-Man: The Animated Series, którą nachalnie oglądałem w latach 90. Od tamtej pory poszukiwałem kolejnych kanałów, aby powiększyć swą wiedzę odnośnie tego specyficznego bohatera. Kulminacja mojej fascynacji nastąpiła za sprawą filmu Doctor Strange (2016), w którym swoje aktorskie popisy w tytułowej roli zaprezentował Benedict Cumberbatch.

Była animacja, był film, ale w końcu to wizja Stana Lee i Steve’a Ditko przelana na papier zainicjowała istnieje Maga. Strange zadebiutował w komiksowie już w latach 60. i z każdą kolejną odsłoną jego rola stawała się coraz bardziej kluczowa. A jak wygląda to dzisiaj?

Najnowsza pozycja na polskim rynku zatytułowana po prostu Doktor Strange z nowej linii Marvel Fresh, to kontynuacja zdarzeń z Marvel 2.0. Po zmaganiach z Lokim przyszła pora na wprowadzenie świeżości w postaci nowych sojuszników i antagonistów. Oczywiście, jak to bywa w komiksach, nie może zabraknąć przeciwników z przeszłości.

Dla Stevena po ciężkiej batalii z jednym ze starożytnych bóstw przyszedł czas na odpoczynek. Jednak zostaje on zakłócony przez… powolną utratę wzroku. Na szczęście Doktorowi nie grozi całkowita ślepota, a postępujący defekt dotyczy tylko widzenia astralnego. Dobrze użyłem tego słowa? Chodzi o to, że nasz bohater nie potrafi już patrzeć na świat przez pryzmat nauk Wielkiego Mistrza. Nie zauważa mistycznych istot, nie potrafi odczytywać tajemnych ksiąg, a potężne artefakty w jego dłoniach wydają się być kiepską atrapą rodem z filmowego planu. Strange traci moc i popada w depresję. Konsultacje z innymi czarnoksiężnikami nie przynoszą efektu, lecz uzyskuje pomoc (a raczej wskazówkę) od kogoś, kto z magią chce mieć tyle wspólnego, co wigilijny karp z tasakiem. Mowa o Tonym Starku. Wynalazca-krezus sugeruje magowi, że skoro nie uzyskał pomocy na Ziemi, może pora wybrać się w przestrzeń kosmiczną, odwiedzić inne planety, bo to niemożliwe, aby magia dotyczyła tylko jednej z nich. Strange przyjmuje wyzwanie i wyrusza w gwiezdną odyseję w poszukiwaniu magii. Już początek podróży okazuje się pechowy i w wyniku awarii swojego statku Mag musi awaryjne lądować na przypadkowej planecie. Zamieszkuje ją zaawansowana technologicznie cywilizacja, która pomimo wielkiego zamiłowania do nauki wcale nie kwapi się do poznawania przestrzeni poza własną planetą. Niestety przybycie Strange’a, który z miejsca staje się obiektem dość drastycznych badań, sprawia, że tubylcy nabierają ochoty do poznania nowych form życia, niekoniecznie z rejonów rodzimej galaktyki. Mag bez swoich zdolności nie jest w stanie wydostać się z więzienia, jednak ciekawy zbieg okoliczności zmienia jego sytuację o 180 stopni.

Czyżby nowa przyjaciółka Doktora?

Choć do omawianej pozycji podchodziłem bardzo sceptycznie i rzeczywiście jej początkowe strony rażą naiwnością, to w miarę wertowania kartek jest coraz lepiej. Sama przygoda wciąga czytelnika, a poznawanie nowych lokacji i potężnych postaci zachęca do dalszej lektury. Fabularnie tragedii nie ma, to samo mogę powiedzieć o szacie graficznej.

Poza głównym wątkiem w tomie zaaplikowano jeszcze kilka niepowiązanych ze sobą opowiadań. Przyznaję, że bardzo przypadły mi do gustu i ukazują nieco bardziej empatyczną naturę narcystycznego czarnoksiężnika. Dorzucono również kilka wersji alternatywnych okładek, które miłośników tego typu bonusów z całą pewnością usatysfakcjonują. Gorąco polecam nie tylko fanom Strange’a, ale i całego multiwersum Marvela.  

Serdecznie dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Doktor Strange
Wydawnictwo: Egmont
Scenariusz: Mark Waid
Rysunki: Javier Pina, Jesus Saiz
Tłumaczenie: Weronika Sztorc
Data premiery: 25.08.2021
Liczba stron: 264

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec
Rocznik ’88. Fan komiksu, dobrej książki i filmu. Lubi posłuchać ostrzejszych brzmień. Swój gust muzyczny przyprawia klasyką oraz muzyką elektroniczną. Nie znosi owijania w bawełnę i jak ognia unika „niepracującej szlachty” czy „absolwentów szkół robienia hałasu”. W wolnych chwilach poluje na prawdziwe pokemony, włócząc się z wędką wzdłuż brzegów Królowej Rzek, zdradzając ją chwilami z innymi ciekami i bajorami. Nieuleczalny fanatyk włoskiego futbolu (wierny kibic Interu Mediolan). Wielbiciel dobrego piwa i whisky. Czasem popełnia recenzje, by innym razem nabazgrolić coś z zupełnie innej beczki. Podczas ostatniego remontu w jego domu, jeden z majstrów stwierdził, że ma nierówno pod sufitem.