
Kilka miesięcy przerwy od pisania. Czemu? Nie interesujcie się, nie macie może naczyń do pomycia albo psa do nakarmienia? Dorosłość, tyle. Nie do końca wiedziałem, kiedy wrócę do wciskania ludziom swoich opinii, ale z pewnością nie spodziewałem się, że okazja do powrotu będzie jednocześnie przełamaniem jednej z najdłuższych pass w wesołej historii mojego uderzania palcami w klawiaturę. Komiksy duetu Brubaker i Phillips opisuję od samego początku swojej przygody z wiarą w wartość mojego pismactwa i bez wyjątku były to do tej pory opisy pochwalne. Zarzekałem się jednocześnie, że nie omieszkam poinformować was o spadku formy, jeżeli taki nastąpi. No to w Gorączce nocy nastąpił.
Jonathan Webb ma żyćko. Jest ojcem, mężem, ma chawirkę na przedmieściach i stabilną robotę. Żyćko to jednak nie życie, przynajmniej jego zdaniem, więc chłop (jak to chłopy mają w zwyczaju podobnież) pragnie czegoś więcej. Co zwykle się wtedy dzieje? Szajba w podróży służbowej mu odbija, ale zamiast ograniczyć się do romansu (hatfu), gość nocami daje nura w Europejski półświatek i pod przewodnictwem niejakiego Rainera raczy się życiem kryminalisty, luksusem oraz pogawędkami z kosmitami. A na dodatek bohater książki, którą przyjechał oryginalnie promować, najwyraźniej ukradł mu pewien konkretny sen.

Dziwnie? No dziwnie, bardziej w stronę Fatale niż Criminal lub Reckless. Bardziej Antonioni lub Bergman niż Chandler też z drugiej strony, a przynajmniej chyba tak miało być. Brubaker w Gorączce nocy snuje jawnie oniryczną opowieść o człowieku w kryzysie egzystencjalnym, o desperacji, pogoni za odczuwalnym pulsem w zimnie przeciętności. Opisując jednak turystę w Europie, autor sam trochę staje się takim wycieczkowiczem w motywach raczej mu obcych, a jednocześnie stara się zachować charakterystykę neo-noir, w której przecież czuje się jak ekscentryczna ryba w wodzie. To mu wychodzi doskonale, jak zwykle zresztą.
Tak też trochę na ten komiks można na szczęście patrzeć, jak na kolejny przykład Brubakera rozbierającego dobrze znaną konstrukcję z cegieł, by następnie zbudować z nich (ponownie)… właściwie dokładnie to samo. O ile jednak to działało w przypadku wspomnianych wcześniej, kultowych już serii o targanych rozterkami przestępcach z chronicznym moralniakiem, w Gorączce nocy pomysł rozbija się na etapie realizacji, na samiutkim początku i poza warstwą tej gołej, dusznej akcji niewiele się nam w narracji styka.

Oto mamy bowiem niemalże oczywiste wyjaśnienie wszelkich dziwności, które spotykają Jonathana. Wyjaśnienie zresztą sygnalizowane od pierwszych stron historii, od jego lotu w stronę tej mrocznej i tajemniczej Europy, od wewnętrznego monologu podczas pierwszej bezsennej nocy w Hotelu Terminus (też mało subtelne). Ed Brubaker, słowami bohatera, wytłuszcza nam właściwie wszystko czarno na białym, calutki kryzys pierwotnej, męskiej natury oraz plany na jego dalsze zobrazowanie. Jasne, okolicach noir skonfliktowani nieszczęśnicy zawsze, prowadząc narrację, wykładają wszystkie swoje emocjonalne karty na stół. Zwykle jednak działa to paralelnie do trzonu fabularnego, a tu co stronę dostajemy niemalże bezczelne fragmenty znaczącej ekspozycji. Bez nich też by było całkiem klarownie, więc wygląda to, jakby scenarzysta nie do końca ufał w sprawność naszych mózgów i na każdym kroku musiał upewniać się, czy dostrzegliśmy jego genialny pomysł na rżnięcie z Fight Clubu czy Oczu szeroko zamkniętych po obkrojeniu resztek napięcia epistemologicznego i pozostawieniu jedynie smacznego, ale wielce niepożywnego sosidła.
Załóżmy jednak, że moja umyślnie niewytłuszczona tu interpretacja nie jest prawdziwa, wtedy fabułę można odbierać bardziej dosłownie. Pozostaje nam gęsta, demonizująca Stary Świat (klasycznie dla Amerykanów) opowieść kryminalna o facecie sięgającym dna w ramach szybko eskalującego cyklu wydarzeń. To również byłoby dla Brubakera typowe zagranie, ale tu niewiele z niego wynika. Intrygi jako takiej nie ma wcale, introspekcja jest łopatologicznie wyłożona a tempo narracji nieco zbyt szybkie. Porządne czytadło, bez gracji gatunkowego kunsztu i moralnej szarości daleko mu jednak do standardów, którymi rozpieszczali nas od lat autorzy Criminal. Co najgorsze, akceptacja takiego podejścia oznaczałaby, że wszystkie te jawne wskazówki były bezczelnie podsuniętymi nam czerwonymi śledziami. Wciskanie ich w takim natężeniu byłoby zaś absurdalne.

No i straszliwie mnie irytuje moje własne narzekanie na fabułę Gorączki nocy, bo ilustracje Seana Phillipsa pasują do komiksu w tym klimacie niemalże perfekcyjnie. Znaczy się, ja zawsze gościa chwaliłem, ten jego przyziemny realizm przepuszczony przez filtr mocno tuszowanego klimatu zawsze (prawie) był przykładem skrajnego profesjonalizmu. Setki plam i pozornie niedbałych linii układających się w technicznie doskonałe kompozycje, które to z kolei kwitły na stronach wypełnionych sekwencjami kadrów idealnie odnajdujących swoje miejsce między tradycyjnym układem i artystycznym poszukiwaniem wyrazu. Tutaj jednak, przy tym nieco onirycznym klimacie, to wszystko odsłoniło drugie dno. Warstwa wyrażająca kreatywność idealnie wyrażała niedosłowność snu. Phillips powinien Brubakera trzepnąć za zmarnowanie takiego potencjału.
Kolejny raz obiecująca pozycja okazała się być raczej spacerem po mokrej trawie w niedopasowanych skarpetkach. Wbrew pozorom to bardzo przemyślana i dopasowana do tego komiksu krytyka, bo każdy z tych elementów osobno jest spoko (spacer, mokra trawa, niedopasowane skarpetki). Gorączka nocy nie jest tragiczna, jest po prostu tym jednym albumem, w którym połowa mistrzowskiego duetu potknęła się o własne ambicje i zaryła w miękką, ale wciąż ziemistą glebę. Da się to czytać, momentami nawet z przyjemnością, zwłaszcza dzięki rysunkom Phillipsa i kolorom – jak zwykle ostatnio – nałożonym przez jego syna, Jacoba. Poleciłbym więc ten tytuł głównie komplecistom, których półki i tak płaczą od ciężaru tomów z twórczością dwójki tuzów komiksowego noir. Reszta może spokojnie oszczędzić miejsce i portfel na ich lepsze dzieła, jest ich od cholery.
SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Gorączka nocy
Wydawnictwo: Mucha Comics
Autorzy: Ed Brubaker, Sean Phillips, Jacob Phillips
Gatunek: Kryminał
Tłumaczenie: Maria Lengren
Data premiery: 05.09.2024
Liczba stron: 120
ISBN: 978-83-67571-38-8













