SIEĆ NERDHEIM:

Intelektualna napinka. Recenzja książki Antykruchość Nassima Nicholasa Taleba

Na początku lektura Antykruchości była dla mnie – oględnie mówiąc – trudna; z czasem jednak udało mi się zrozumieć clue całej koncepcji podatności na sytuacje kryzysowe. Bez wątpienia to pozycja pouczająca i poszerzająca horyzonty. Autor wydaje się zadufanym w sobie bufonem, z czasem jednak jego styl budzi nawet sympatię.

“Ufff…co za ulga!” – chciałbym zakrzyknąć po zakończeniu lektury książki Antykruchość. Jak żyć w świecie, którego nie rozumiemy autorstwa Nassima Nicholasa Taleba. To nie pigułka, a piguła wiedzy wszelakiej – ekonomicznej, filozoficznej, medycznej, technicznej, teoretycznonaukowej wreszcie. Autor jest osobą wszechstronnie (samo)wykształconą – nie omieszkał o tym przypomnieć co kilkadziesiąt (jeśli nie kilkanaście) stron tego tomiszcza. Taleb zauważa, że większość recenzentów i krytyków nie czyta książek, o których rozmawia. Ja zatem przeczytałem całość (może poza dodatkami) i przyznam, że z każdym rozdziałem lektura przychodziła mi coraz łatwiej – rozumiałem coraz więcej z wywodów tego teoretyka… wszystkiego. 

Początkowo Taleb popisuje się erudycją i sugeruje, jakoby był nieomylny i wszechwiedzący. Żongluje terminami pokroju jatrogenii, hormezy czy teleologii. Stworzył imponującą tabelę, w elegancki sposób obrazującą cały kulturowo-techniczny dorobek ludzkości w podziale na rzeczy “wytrzymałe”, “kruche” oraz “antykruche”. Z początku drażniła mnie ta intelektualna napinka, potem przyzwyczaiłem się do specyficznego sposobu argumentowania. Zacząłem wczytywać się w samą treść i koncepcje, które – nie powiem – są intrygujące. Przyznam, że z czasem polubiłem autora jako takiego. Nie ukrywa się za naukową anonimowością i nie usiłuje za wszelką cenę przypodobać się czytelnikowi – ma własne, wyraziste poglądy.

Czym jest antykruchość? W skrócie rzecz ujmując, tytułowy koncept opiera się na założeniu, że na świecie istnieją rzeczy z trzech kategorii:

  • kruche, na które sytuacja nieprzewidziana (kryzys) działa destrukcyjnie (np. przemysł),
  • takie, które na kryzys są wytrzymałe – nie odczuwają jego skutków (małe firmy),
  • i te, które w zmiennym środowisku wręcz rozkwitają (rzemieślnicy), czyli są antykruche.

Jest to w miarę uniwersalna metoda, którą można dopasować do wielu przejawów ludzkiej (i nie tylko ludzkiej) działalności.

Obecna sytuacja wywołana pandemią COVID-19 to poligon, codziennie weryfikujący koncepcje Taleba. Nie mnie oceniać jej adekwatność – w końcu ekonomistą nie jestem, w odróżnieniu od autora książki. Łączy mnie z nim jednak niechęć do teoretyków rynku, tworzących coraz to nowe modele ekonomiczne, publikujących przewidywania i prawdy objawione, a momentach pojawienia się czarnego łabędzia nie ponoszących żadnej odpowiedzialności. Czym jest czarny łabędź – kolejny z konceptów Taleba z książki pod tym samym tytułem? Jest to zdarzenie o bardzo niskim prawdopodobieństwie wystąpienia. Co za tym idzie – nikt się na nie przygotowuje. Zatem krótko- i długofalowe skutki takich kryzysów (tego z 1929, 2008 czy obecnego) są iście destrukcyjne dla kultury, gospodarki czy społeczeństw. 

Nie powiem, prezentowane w Antykruchości koncepcje są atrakcyjne, można by powiedzieć – sexy. Ładnie wyjaśnia się świat taką parasolową teorią wszystkiego. Wywód okraszają liczne anegdoty z życia samego autora – np. o tym, jak ćwicząc w określony pozbył się aparycji jajogłowego, a nabył postury ochroniarza. Do tego otrzymujemy przypowieści budowane wokół losów fikcyjnych bohaterów, ukazujące teorię Taleba w działaniu. Na kolejnym poziomie mamy wtręty z historii filozofii, w innym miejscu – ekonomię, jeszcze gdzie indziej stykamy się z teorią nauki, a potem – biologią i medycyną.

Wszystko to pięknie ilustrowane wykresami, tabelami oraz przypisami. Autor zastrzega się, że podczas pisania nie korzysta z biblioteki w celu weryfikacji swojej wiedzy – używa własnej pamięci. Tylko pozazdrościć takich zdolności mentalnych. Książka jest opasła i wydaje mi się, że lektura całości za jednym posiedzeniem jest męcząca. Lepiej chyba traktować ją fragmentarycznie i czytać jak zbiór opowiadań, poszczególne księgi wybierając w zależności od potrzeb i nastroju. 

Razi mnie wychwalanie Steve’a Jobsa jako geniusza przedsiębiorczości, podczas gdy wielkie korporacje budują swój sukces na wyzysku ekonomicznym jednostek i społeczeństw. Oburza mnie lekceważący i drwiący stosunek Taleba do depresji i zaburzeń psychicznych. Nie do końca też ufam przykładom z zakresu medycyny i biologii, ale w tych dziedzinach również nie jestem specjalistą, więc się nie wypowiadam. 

Podoba mi się zaufanie do tradycji kulturowej, nawiązania do mitologii i antyku. Popieram postulat brania odpowiedzialności za wygłaszane teorie przez sprawdzanie ich na własnej skórze. Bliski jest mi pogląd, iż szkolno-uniwersytecka w dużej mierze przydatna jest tylko w systemie edukacyjnym i nigdzie indziej.

Mimo że miejscami autor wkurzał mnie niezmiernie swoją intelektualną napinką, to ta książka jest jakaś – nie jest letnim, akademickim wykładem, skłania do intensywnego myślenia, wyciągania własnych wniosków i poszukiwania obiektów antykruchych w otaczającym nas świecie. Myślę, że nie wrócę już do ponadsiedemsetstronicowej lektury całości, jednak niektóre fragmenty na pewno przydadzą mi się nie raz. Jest to rzecz stymulująca ćwiczenie “mózgulatury”, i choćby z tej racji warta polecenia. Na pewno pomóc może w interpretowaniu rzeczywistości VUCA, w której żyjemy (akronim oznaczający volatile, uncertain, complex, ambiguous).

SZCZEGÓŁY:
Tytuł:
Antykruchość. Jak żyć w świecie, którego nie rozumiemy
Tytuł oryginalny:
Antifragile: Things That Gain from Disorder
Wydawnictwo:
Zysk i S-ka
Autor: Nassim Nicholas Taleb
Tłumaczenie:
Olga Siara
Typ:
książka
Gatunek:
filozofia, ekonomia
Data premiery: 26 maja 2020
Liczba stron:
700
ISBN: 978-83-820-2015-1

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Marcin „Martinez” Turkot
Jestem geekiem trzydziestego któregoś poziomu, a także niepoprawnym fanboyem Supermana. W magisterce pisałem o związkach komiksu superbohaterskiego z mitami. W życiu zajmowałem się redagowaniem czasopisma o grach fabularnych i planszowych, tłumaczeniami gier, moderowaniem forów, pisaniem tekstów dla największego polskiego portalu internetowego oraz do "Tygodnika Powszechnego". Obecnie pracuję w reklamie. Uwielbiam komiks, w szczególności frankofoński, oraz animacje wszelakiego rodzaju (może poza anime, na którym się nie znam). Od ponad 20 lat gram w erpegi. Na gry komputerowe nie starcza mi już czasu...