SIEĆ NERDHEIM:

Wiedźmin bez mieczy. Recenzja komiksu Brom 2

Złota rybko, daj trzeci tom Broma.
Złota rybko, daj trzeci tom Broma.

Jest! Oto Naczelna Wiedźma Pomorza ujawnia oficjalnie przebieg dalszego studiowania linii losów bohaterów, których przedstawiła nam dwa i pół roku temu, wywołując przy tym nieco wrzenia w kociołku rodzimej komiksowej społeczności. Odya jednak nie bez powodu rozgłasza swoje wiedźmowe aspiracje i daje skuteczny odpór próbom wskrzeszenia tradycji polowania na czarownice, którego obiektem chciano ją uczynić po debiutanckim sukcesie. Cytując słowa dramatu wieszcza (również z sytuacji kociołkowej), „Mimo czary [malkontentów], wyszedł jakiś człowiek godny [Brom]”. Wyszedł i ruszył dalej, roztaczając aurę młodzieńczej nieprzystępności tudzież surowy urok outsidera.

W dalszej drodze towarzyszą mu… I już tutaj Odya przyszykowała niespodziankę. Po pierwszym rozdziale, domykającym wydarzenia z finału pierwszego tomu, dokonujemy gwałtownego skoku w czasie, by spotkać Broma i innych po upływie czterech lat. „Innych” nie znaczy „wszystkich”. I odpowiada to znanym kolejom obumierających, zarzucanych, słowem zmiennych relacji, jakich tyle zawiązuje się, będąc w wieku naszego bohatera. A że Brom to chłopak skryty, ale wielce uczuciowy, to zostawienie go w odosobnieniu na te kilka lat było słusznym posunięciem ze strony autorki. Bo gdy nieco podrósł…

Kiedy Brom był Bronkiem, a Aleks Erykiem.
Kiedy Brom był Bronkiem, a Aleks Erykiem.

Dobrze, nie tyle podrósł, co zrobił się, jak to sam określa, szerszy. A czy wydoroślał? Jeżeli rozumiemy przez to wzrost poziomu bieżących życiowych rozczarowań (szczególnie uczuciowych) oraz niebezpieczeństw związanych z oceną stopnia spróchnienia naszego drzewa genealogicznego, to jak najbardziej. Obie płaszczyzny doświadczeń stykają się uparcie z dziedziną nadprzyrodzoną, a ten odbywający się z różnym naciskiem, ale właściwie stały kontakt nie pozostawia chłopakowi wątpliwości: wiedźmactwo/wiedźmiństwo/wiedźmienie ma we krwi czy jakiej tam innej genetycznej ektoplazmie od dziecka (traktuje o tym zresztą jedna z retrospekcji przybliżających familijne powikłania rodziny Broma).

Z tym determinizmem Brom oswaja się jednak bardziej racjonalnie niż z własnymi uczuciami. Wyjazdy z matką i kuzynką na ceremonię kultystów Dagona i na sabat, wyjście z kuzynem-strzygoniem do baru dla odmieńców, a i pierwsza płatna fucha godna B.B.P.O. czy – by pozostać bliżej rodzimych komórek operacyjnych – Wydziału 7-go na wiosce pod Elblągiem dowodzą: da się przeżyć (również w dosłownym znaczeniu). Za to nieśmiały flirt z nastoletnią wodnicą, znajomość z (dla odmiany) wiekową wampirzycą, echo pierwszej miłości wzmagają w chłopaku egzystencjalne rozterki: da się żyć? Odpowiedzi nie ułatwiają nagłe spotkanie z nieznanymi dotąd babcią i ciocią oraz ujawnienie tożsamości ojca.

Na bezrybiu i biskup ryba.
Na bezrybiu i biskup ryba.

Odya zawiodła swojego bohatera w wymienione sytuacje i miejsca w sposób, który z kolei nie zawodzi oczekiwań sympatyzującego z Bromem czytelnika – a na takiej pozycji znajduje się i piszący te słowa recenzent (w dowód stałości poglądów przedstawiam recenzję pierwszego tomu:https://nerdheim.pl/post/recenzja-komiksu-brom/). Inkwizytorzy i tak pewno dla fasonu wzniosą przechowywane od dwóch lat pochodnie; ja nie widzę powodów, dla których miałoby się autorce odmawiać narracyjnej i rysunkowej sprawności, dowcipu (już firmowo gryzącego) i pomysłowo realizowanej formuły łączącej wątki obyczajowe z szacownym dziedzictwem popkulturowej grozy i wcześniejszą od niej demonologi(k)ą.

Wymienione składowe mieszają się w różnych proporcjach, tworząc opowieści nastrojowo nawet bardziej zróżnicowane niż te z pierwszego tomu, gdyż wyostrzone procesem dotkliwie młodzieńczego „starzenia się”. W osobowości Broma uwydatniają się coraz wyraźniej cechy noirowskiego bohatera, a towarzyszący temu samoobronny dystans tylko wzmaga poczucie „powszedniości” życia, z wszystkimi jego tęsknotami i absurdami. Odya świetnie przenosi zwłaszcza te ostatnie na plan „nadprzyrodzony”, gdy przy okazji wspomnianego sabatu pokpiwa sobie z prokultowej, komercyjnej otoczki związanej nie tylko z okultyzmem, ale z wszelkiego typu nerdozą. Z tęsknotami zaś nie rozlicza się ostatecznie (i słusznie, Brom ma przed sobą jeszcze parę zapowiedzianych tomów życia), choć znaczy nimi wręcz dosłownie lico bohatera (i też słusznie, bo jak wiedźmin nie ma mieczy, to niech ma choć bliznę).

Zamorskie, eee, podmorskie towary.
Zamorskie, eee, podmorskie towary.

A serio – przy całej dawce humoru (rozłożyła mnie m.in. rebusowa wykładnia tarota dla mentalnych krótkowidzów), metacytatach (oczywistych, jak te z HPL’a, oraz subtelniejszych –szukajcie śladów po Donniem Darko czy B.B.P.O.) i prywatnych odniesieniach (uhonorowanie wydawnictwa, a i autoportret się znalazł) autorka zachowuje ów zmysł ostrzegający ją przed zbliżaniem się do granicy fabularnych i dialogowych toporności. Wiedźmińska wiedza i folklorystyczne podania nie służą tylko podkręceniu akcji – same w sobie stanowią komentarz do obecnych od początku w Bromie wewnątrzrodzinnych rozliczeń. Nie bez powodu Odya w słowiańskim bestiariuszu wyraźnie upodobała sobie strzygonia i nie bez powodu ostatni rozdział tomu nosi tytuł Rodzina. Zresztą to pojęcie sygnalizowane jest na różny sposób w każdej z wcześniejszych historii na równi z rozmaitymi obliczami miłości. Powtórzę: niemożliwe do odparcia uroki życia powszedniego. Odya nie musi rzucać dodatkowych – one po prostu są i nie potrzebują zaklęć wzmacniających.

Podobnie rzecz się ma ze stroną graficzną. Potwierdza ona sobą wszystko to, co prezentował pierwszy tom – piorunująca okładka, śmiałe, szeroko kładzione tuszowe smugi i plamy w wieloodcieniowej szarości, mangowe inspiracje, autorskie prezentacje poszczególnych istot demonicznych (wspaniały barometz!) – i dowodzi plastycznego rozwoju autorki. Brom 2 precyzyjniej oddaje kontury sylwetek i twarzy, architekturę, tła, ma też świetnie stylizowane strony otwierające poszczególne rozdziały (rycina, fotografia), a i kompozycja kadrów stała się bardziej urozmaicona. Jest bogaciej, ale i tutaj nie ma czarów są efekty pracy.

Czy baranek zjada także kwiaty?
Czy baranek zjada także kwiaty?

Tę zaś Odya niezmiennie wykonuje z odczuwalną pasją na każdym poziomie swojej serii. Dobór źródeł (uch, ten Morski Biskup to niby oczywistość, a jednak), lokalny patriotyzm w zdrowym wydaniu, sygnalizowane zaangażowanie w feministyczne i genderowe kwestie, horrorowe sympatie – wiedźma nie kryje się z niczym. No, może tylko tymczasowo z dalszymi losami Broma, Marii, Eryka i… kogo jeszcze? I gdzie? I, najważniejsze, kiedy?

Wydawnictwu 23 oraz Naczelnej Wiedźmie Pomorza dziękujemy za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Brom 2
Wydawnictwo: 23
Scenariusz i rysunki: Unka Odya
Typ: komiks
Gatunek: obyczajowy/fantastyka/horror
Data premiery: 02.10.2021
Liczba stron: 232
ISBN: 9788396210500

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Łukasz "Justin" Łęcki
Dzieciństwo spędziłem przy komiksach TM-Semic, konsoli Pegasus i arcade’owych bijatykach. Od kilkudziesięciu lat sukcesywnie podnoszę stopień czytelniczego wtajemniczenia, nie obierając przy tym szczególnej specjalizacji. Fascynują mnie mity, folklor, omen, symbole – wszystko, co tworzy panoptyczny rdzeń ludzkiej wyobraźni. Estetycznie i duchowo czuję się związany z modernizmem, ale dzięki dzieciom i znajomym udaje mi się utrzymywać niezbędny poziom cywilizacyjnej ogłady. Nałogowo wizytuję antykwariaty książkowe i sklepowe działy słodyczy. Piszę też dla wortalu i czasopisma Ryms.