SIEĆ NERDHEIM:

Dzwonił rok 2000, chce ten tytuł z powrotem. Recenzja gry Zniw Adventure

KorektaJustin

Szukałem w głowie pomysłu na godne rozpoczęcie tego tekstu. Czegoś, co od pierwszej chwili wzbudzi ciekawość i zachęci do dalszej lektury. Po krótkim namyśle odpuściłem sobie jakiekolwiek starania. Wszystkie osoby, które mogą być zainteresowane tą grą i są na tyle dorosłe, by szukać opinii na jej temat w Internecie, prawdopodobnie przecierają w tej chwili szkła korekcyjne z nadzieją na chwilową poprawę widzenia w starczych już oczach. Ta gra to łabędzi śpiew przygodówek z przełomu tysiącleci.

Lata, o których wspominam, darzę szczególnym sentymentem. Wtedy to jako mały dzieciak upychałem na dysku o monstrualnej pojemności 4 gigabajtów wszelkie wersje demonstracyjne gier, dołączane do czasopism obecnych w tamtym czasie na rynku. Momentami też zdarzało się, że w moje ręce wpadały pełnoprawne produkcje, w tym też wiele przygodówek, do których wracam od czasu do czasu pamięcią. Niektórzy z Was mogą pamiętać takie klasyki jak Książę i Tchórz, Hokus Pokus Różowa Pantera, Ace Ventura czy Adaś i Pirat Barnaba. Czasy jednak uległy zmianie, a razem z nimi i gry. Zniw Adventure pozwala jednak wrócić na chwilę do tego okresu, przypominając, za co kochaliśmy te produkcje, a za co je nienawidziliśmy.

W propozycji od pary twórców ze studia Azure Mountain, Karoliny Twardosz i Łukasza Mikołajczyka, wcielamy się w postać dinozaurzycy Zniw. Z okazji urodzin swojej mamy postanawia ona podarować jej jedyny w swoim rodzaju prezent. W tym celu decyduje się sporządzić naszyjnik z lśniących kamyczków. Pech jest jednak nieodłącznym towarzyszem naszej bohaterki. Proste z pozoru zadanie wyrzuca ją na nieznane tereny z dala od domu. Naszym zadaniem staje się powrót do rodzinnej Wajapulki. W międzyczasie natrafimy na całą masę trudności i staniemy się uczestnikiem kryminalnej intrygi, której rozwiązanie doprowadzi nas do wielkiego finału.

Grafika dostarczona przez producenta gry

Zniw Adventure jest przedstawicielem tradycyjnych przygodówek typu point-and-click. W trakcie trwającej około 5 godzin rozgrywki przemierzymy różne lokacje, zbierając przedmioty przydatne do rozwiązania różnych zagadek i popchnięcia fabuły dalej. Do eksploracji wymagana jest jedynie mysz, którą wskazujemy naszej postaci miejsce, gdzie ma się przemieścić, a także umożliwiająca wchodzenie w interakcję z innymi obiektami przy użyciu menu kontekstowego. Jest to standard dla gier tego typu, więc entuzjaści gatunku powinni szybko poczuć się jak u siebie.

Pierwszym, co rzuca się w oczy po uruchomieniu produkcji Azure Mountain, jest grafika. Zamiast trójwymiaru postawiono na klasyczne, ręcznie malowane ilustracje. Pomysł ten okazał się strzałem w dziesiątkę, ponieważ zarówno postacie, jak i różnorodne lokacje obecne w Zniw Adventure prezentują się bardzo dobrze, a całości nie można odmówić klimatu dawnych lat.  Czasem jednak ilość elementów widocznych na ekranie potrafi wpłynąć negatywnie na rozgrywkę. Przygodówki point-and-click często wymagają od gracza przeszukiwania mapy w celu znalezienia potrzebnych przedmiotów. Jednak w niektórych miejscach wszechobecny gąszcz liści zasłaniał drogę do nowej lokacji lub leżący na ziemi obiekt. W efekcie konieczne było ślepe przemierzanie kursorem każdego zakamarka w nadziei na udane łowy. Mam świadomość, że kiedyś mierzyłem się z podobnymi problemami, lecz od tego czasu zdążyłem przyzwyczaić się do produkcji prowadzących gracza za rękę i takie utrudnienia dziś potrafią szybko wywołać irytację.

Grafika dostarczona przez producenta gry

Podobną nostalgię, w negatywnym tego słowa znaczeniu, odczułem również w trakcie rozwiązywania licznych zagadek. Czasem rozwiązanie problemu nie jest tak oczywiste, jak się wydaje i wymaga nieszablonowego myślenia. Ma to swój urok i przypomina czasy, gdy szukałem solucji pozwalającej na przejście dalej. Przypomnę, że w okolicach roku 2000 nie mieliśmy dostępu do masy porad obecnych w Internecie, a wybawieniem były magazyny publikujące na swoich łamach opisy przejścia. Ciężej jednak przyszło mi przyjęcie faktu, że czasem stan lokacji zmieniał się w wyniku samej eksploracji i to, że raz zwiedziliśmy jedno miejsce, nie oznacza, że po ponownym przybyciu nie spotkamy nowej postaci, z którą rozmowa jest konieczna do ukończenia gry. Niestety, silny w dawnych czasach dar cierpliwości i wyrozumiałości uległ bezpowrotnie osłabieniu.

Warstwa audio to aspekt, w którym najsilniej da się odczuć budżetowość produkcji. Zniw Adventure to dzieło dwóch osób, więc ciężko oczekiwać pod tym kątem cudów. Postacie nie wypowiadają do siebie ani słowa, głosy zostały zastąpione różnymi dźwiękami oraz statycznymi planszami z dialogami w formie pisanej. Również muzyka, przygrywająca w trakcie przemierzania lokacji, to proste melodyjki mające wyłącznie za zadanie wypełnienie ciszy. Szybko jednak przyzwyczaiłem się do takiego podejścia, a nawet zdążyłem je w międzyczasie polubić. Z pewnością pełne udźwiękowienie mogłoby uatrakcyjnić grę, lecz jego brak w niczym nie przeszkadza.

Zniw Adventure to produkcja przeznaczona dla odbiorców z każdej grupy wiekowej. Wydarzenia widoczne na ekranie oraz dialogi zostały dostosowane także do młodszego odbiorcy. Dodatkowo w grze zastosowano aspekt edukacyjny, gdyż w każdej chwili mamy dostęp do encyklopedii, gdzie możemy dowiedzieć się wielu ciekawych faktów na temat elementów zwiedzanego świata. Przeczytać możemy informacje nie tylko o odwiedzanych lokacjach, ale także o obecnych tam florze i faunie, gdyż każda poznana postać jest przedstawicielem prawdziwego gatunku zamieszkującego naszą planetę wiele milionów lat temu.

Grafika dostarczona przez producenta gry

Świetnym dodatkiem są również znajdźki w formie kamyków potrzebnych do zrobienia naszyjnika. Zdobycie ich jest często dużym wyzwaniem, wymagającym zbierania przedmiotów i wykonywania akcji niezwiązanych z realizacją zadań składających się na linię fabularną. Za odpowiednią liczbę zebranych kamieni odblokowujemy dostęp do różnych dodatków. Znaleźć możemy w nich między innymi grafiki koncepcyjne, filmy, a także proste minigierki graficznie przypominające produkcje ze stareńkiego Commodore 64.

Zniw Adventure to swoisty skok w przeszłość i forma przypomnienia, za co kochaliśmy i nienawidziliśmy przygodówki sprzed dwóch dekad. Z jednej strony otrzymujemy piękną, ręcznie stworzoną grafikę i wymagające zaangażowania zagadki. Z drugiej – dostajemy elementy, od których zdążyliśmy się już odzwyczaić i ponowne zmierzenie się z nimi powoduje jedynie pełne irytacji westchnięcie. Jednak jak na produkcję stworzoną przez zaledwie dwie osoby, wyszło bardziej niż przyzwoicie.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Zniw Adventure
Wydawca: Azure Mountain, Kurki.games
Producent:
Azure Mountaint
Data premiery:
06.11.2020
Platformy:
PC
Gatunek: Przygodówka, Point-and-click
Recenzowany egzemplarz:
PC

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Tomasz „Snah” Rosłon
W skrócie na mój temat: zmęczony student, zawzięty rzeźbiarz tekstów, entuzjasta dobrej książki, oddany gracz. Urodziłem się w 1995 roku i jestem rówieśnikiem takich filmów jak Desperado i Batman Forever. Wolny czas spędzam przy dobrym kryminale lub innej wciągającej produkcji. Swoją karierę recenzencką prowadzę nieprzerwanie od 2013 roku tworząc mniej lub bardziej udane oceny wszelkiej maści tytułów. Do ekipy NTG trafiłem przypadkiem i zostałem na dłużej. W chwili, gdy to czytasz jestem dumnym redaktorem bloga i troskliwym członkiem ekipy.