SIEĆ NERDHEIM:

Erwin Rommel byłby dumny z tego zagrania. Recenzja gry Hearts of Iron IV

Powoli zbliżamy się do końca naszej wycieczki po najpopularniejszych tytułach wydawanych przez Paradox Interactive. Odwiedziliśmy świat antyku w Imperator: Rome, władaliśmy państwami feudalnymi w Crusader Kings 3 oraz podbijaliśmy galaktykę w Stellaris. Naturalnie, nie mogło zabraknąć jednego z najpopularniejszych okresów gier komputerowych: II wojny światowej. W czasy schyłku dwudziestolecia międzywojennego zabierze nas właśnie Hearts of Iron IV.

Barbarossa spóźniona jeszcze bardziej, niż w rzeczywistości.


Najnowszy HoI jest spełnieniem marzeń każdego zapalonego gracza-historyka. Może on wcielić się w dowolne państwo na świecie i pokierować nim przez burzliwe czasy po roku 1934. Jesteś przekonany, że Rydz-Śmigły dał ciała podczas wojny obronnej? Możesz przygotować lepszy plan defensywy. Albo przystąpić II Rzeczpospolitą do Osi. Marzy ci się ZSRR, w którym Trocki ma coś do powiedzenia? Nie ma problemu! Kolejna wojna secesyjna w USA także jest na wyciągnięcie ręki. Ta gra to ogromna drugowojenna piaskownica, w której mamy ogrom możliwości.
Istotną rolę w tym, jak potoczy się rozwój naszego państwa, pełnią cele narodowe, które będziemy odkrywać wraz z upływem czasu w grze. Niektóre z nich wzajemnie się wykluczają, więc ich wybór ma znaczenie. Dzięki nim można także przyśpieszyć rozwój gospodarki czy badań nad technologią wojskową. Niestety, nie każde państwo posiada swoje unikalne drzewko. Tutaj na scenę wchodzi polityka wydawnicza Paradoxu oparta na wypuszczaniu dużych ilości DLC. Wśród nich znajdują się te, które rozwijają cele narodowe m.in. Polski, Węgier, Turcji czy Grecji. Dzięki takim dodatkom gra jest naprawdę różnorodna, ale trzeba liczyć się z tym, że zakupienie wszystkich będzie odczuwalne dla portfela. Bez nich da się grać wygodnie, ale jeżeli będziemy omijać największe potęgi tych czasów, bardzo szybko dopadnie nas monotonia. Do tej pory nie wierzę, że Finlandia od premiery nie dostała czegoś swojego. Trochę miłości dla wojny zimowej.

Jakie umiejętności taki D-Day.


Hearts of Iron IV to przy tym bodajże najbardziej przystępna i przyjazna dla nowicjuszy gra ze wszystkich z gatunku PI omawianych do tej pory. Próg wejścia jest bardzo niski, nawet pomimo nie najlepszego samouczka, a interface tak bardzo intuicyjny, jak to tylko możliwe. Duży wpływ na to ma na pewno fakt, że mocno ograniczono aspekty rozwoju ekonomicznego. Nie musimy przeklikiwać się z kalkulatorem w ręce przez dziesiątki tabel, wystarczy raz użyć myszki, żeby mieć wystarczającą ilość surowców i statków zdolnych do ich transportowania. Budowanie infrastruktury także uproszczono do minimum. Mamy fabryki cywilne, które odpowiadają za towary i obiekty militarne oraz fabryki wojskowe, które przeznaczamy do produkcji sprzętu wojennego.

Ta wojna domowa ciągnęła się dobre trzy lata.


Zbrojeniówka jest bowiem w centrum zainteresowania tego tytułu. To jedyny aspekt, na którym trzeba skupić się w stu procentach. Nasze państwo musi zawsze mieć zdolność przerobową do wyprodukowania odpowiedniej ilości karabinów, czołgów czy samochodów. W innym wypadku nie powstaną nowe oddziały albo nie będziemy mieli jak uzupełnić już istniejących. Żaden generał nie chciałby, żeby jego ofensywa zatrzymała się przez brak amunicji w magazynach albo problemy z zasobami ludzkimi na froncie. W ręce gracza oddano narzędzie do tworzenia szablonu oddziałów. Dzięki niemu można ustalić, czy nasze oddziały piechoty będą zaopatrzone w artylerię przeciwpancerną, czy nie.

Zamykanie wrogich jednostek w kotłach daje ogromną satysfakcję.


Prowadzenie działań wojennych może przez to nie wydawać się tak proste, jak wspomniałem wcześniej, jednak nic bardziej mylnego. Tworzenie frontów i planów operacyjnych to bułka z masłem. Każdej armii możemy wyznaczyć zadania i ręcznie wybrać jej kierunek, w jakim ma przesuwać front oraz do jakiego miejsca. Potem wystarczy jedno kliknięcie i cała maszyna w teatrze działań idzie w ruch. Na początek to całkowicie wystarczy. Z czasem uczymy się interweniować w operacje na froncie, na przykład wykorzystując drobną lukę, która umożliwi stworzenie kotła. Nie ma nic tak satysfakcjonującego, jak wymanewrowanie kilku oddziałów wroga, otoczenie ich w jednej prowincji i wykończenie przez zmasowany atak z każdej strony.

Musiałem ściągnąć sporo samolotów żeby przełamać meksykańsko-brytyjską obronę.

Obok działań lądowych zaimplementowano również zadania bojowe dla okrętów i samolotów –dodatkowo możemy interweniować z morza oraz powietrza. Niestety, są to systemy mniej rozbudowane od tych opisanych wyżej. Sprowadzają się do wyznaczania zadań poszczególnym szwadronom oraz do wyboru rejonu, w którym będą operowały. Mechanika ta, pomimo jej prostoty, jest istotna przy większych starciach. Przewaga powietrzna nie tylko pozwoli wesprzeć nacierającą armię lądową, ale także otworzy możliwość zrzucenia bomby atomowej, jeżeli taką będziemy posiadać. Natomiast przewaga morska umożliwi przeprowadzanie desantów porównywalnych skalą do rozpoczęcia D-Day.

Generał Forrest lubi to!


Polecam zagrać każdemu, kto lubi RTS-y, gatunek grand strategy lub fascynuje się historią lat 30. i 40. ubiegłego wieku. Porządną dawkę rozgrywki można otrzymać zarówno w standardowym trybie dla jednego gracza, jak i wieloosobowym. W momencie, kiedy znudzi nas historyczne odtwarzanie przez AI decyzji poszczególnych państw, wystarczy odhaczyć w menu jeden przycisk i gra staje do góry nogami. Niemcy pogrążają się w wojnie domowej, Polska tworzy sojusz bałtycki, a Japonia zanurza się w komunistycznej rewolucji. Jeżeli szukasz produkcji, w której regrywalność wybija się poza skalę – właśnie znalazłeś.

SZCZEGÓŁY
Tytuł: Hearts of Iron IV
Wydawca: Paradox Interactive
Producent: Paradox Development Studio
Platformy: PC
Gatunek: Strategia
Data Premiery: 06.06.2016
Recenzowany egzemplarz: PC

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Janusz "Kocilla" Walaszek
Miłośnik psów, koni i sportów walki, który uwielbia leniwe wieczory przy grach planszowych lub z padem w dłoni. Otwarty na każdą książkę, jednak otwarcie faworyzuje polską literaturę fantastyczną. Oddany fan Blizzard Entertainment oraz uniwersum Warcraft. Gdyby mógł wybrać najlepsze miejsce na planecie, zdecydowanie byłyby to rodzime góry. Do dziś nie przyjmuje do wiadomości, że nie może pogłaskać każdego zwierzaka w zasięgu wzroku.