SIEĆ NERDHEIM:

Animowana makabreska. Recenzja filmu Rodzina Addamsów

Animowane przygody Rodziny Addamsów z 2019 przeszły zupełnie bez echa. Widziałam co prawda zwiastuny, które zapowiadały niezłą zabawę, ale szybko o nich zapomniałam. Dopiero teraz nadrabiam zaległości i muszę stwierdzić, że… nie jest źle, ale mogłoby być lepiej.

Starszym czytelnikom upiornej familii przedstawiać nie trzeba. Historia rodziny sięga 1938 roku, gdy komiks Charlesa Samuela Addamsa zadebiutował na łamach New York Timesa. Poprzez serial z lat 60., animację z 70., po filmy i kolejny serial w latach 90., Addamsowie straszą i bawią kolejne pokolenia widzów. Co niezwykłe, bohaterowie weszli w rok 2019 we właściwie niezmienionej formie. Niezależnie po które medium sięgniemy, członków rodziny rozpoznamy bezbłędnie – i tak jest też w tym przypadku. Gomez to wciąż stereotypowy Hiszpan z zamiłowaniem do tradycji, szermierki i języka francuskiego, bladolica Morticia jest przykładną gospodynią i matką, Pugsley nie grzeszy bystrością umysłu i tak dalej, i tak dalej. Jedyną, subtelną w sumie zmianą jest osobowe zamiłowanie do eksplozji – oryginalnie naczelnym piromanem był Wujek Fester, a w animacji wybuchowe hobby przejmuje młody Pugsley.

Rąsia i Lurch to duet który się nie nudzi!

Twórcy sięgnęli po bezpieczne, znane już z filmów wątki i ubrali je we współczesne szaty. Twórczy jest zaledwie początek. Film zaczyna się od ślubu Gomeza i Morticii, na który zjechała się cała groteskowa familia. Ceremonię przerywa rozwścieczony tłum z pochodniami, a rodzinka musi salwować się ucieczką. Nowożeńcy lądują w New Jersey (gdzie nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby zamieszkać, hehe), a wśród niedostępnych bagien czeka ich wymarzony dom – nawiedzony szpital psychiatryczny w wiktoriańskim stylu. Ach, po drodze zgarniają jeszcze Lurcha. Krótko i na temat. Może trochę za krótko, ale twórcy najwyraźniej nie chcieli wypływać zbyt daleko na nieznane wody i rozszerzać historii. Pewnie słusznie, chociaż przedstawienie zalotów Gomeza miałoby ogromny potencjał komediowy.

♫ Mam plan niecny i szpetny jak wujek Fester… ♪

Lata lecą, na świat przychodzą dzieciaki, które dorastają w szczęśliwym, odizolowanym domu – wszystko do czasu. Trzynaście lat później okoliczne mokradła zostają osuszone, a na ich miejscu wyrasta wyidealizowane miasteczko Asymilacja – dzieło życia żywcem wyjętej z Extreme Makeover, telewizyjnej dekoratorki Margaux Needler. Wraca tu znany z poprzednich filmów motyw sąsiedzki, z tym że teraz Addamsowie będą musieli stawić czoła całemu miastu. Katalizatorem konfliktu będzie ciekawa świata zewnętrznego Wednesday, która w swoim stylu odnajdzie się w nowej rzeczywistości. Nastoletni bunt w jej wykonaniu jest zresztą źródłem wielu zabawnych sytuacji.
Nieco obok płynie wątek Pugsleya, który, zgodnie z rodzinną tradycją, musi wykonać przed całą familią skomplikowany taniec Szablo-Mazurka, czym ma udowodnić, że jest prawdziwym Addamsem. Ku rozpaczy konserwatywnego ojca, junior nie ma krzty talentu do wyrafinowanej szermierki i bardziej niż treningiem zainteresowany jest tworzeniem śmiercionośnych, wybuchowych wynalazków.

Wednesday w nowym środowisku. To nie mogło skończyć się dobrze… dla środowiska.

Film opowiada o zderzeniu światów i to w kilku wymiarach. Morticia mierzy się z buntem córki, Gomez z odmiennością syna, perfekcyjne społeczeństwo z najazdem całego rodu Addamsów, Addamsowie ze zmieniającym się światem. Przekaz społeczny jest zresztą bardzo aktualny i niezmiennie potrzebny. Gorzej, niestety, wypada wykonanie. Twórcy puszczają oczko do widza, co rusz nawiązują do poprzednich produkcji, jednocześnie starając się opowiedzieć tę samą historię na nowo. I to „nowe” najbardziej w tym wszystkim kuleje. Brakuje mi pazura, konkretnego szaleństwa, czegoś oryginalnego. Addamsowie są zbyt grzeczni, zbyt poukładani, zbyt… współcześni? Dla kogo jest ten film? Jeśli wzorujemy się na oryginale, jeśli na każdym kroku podkreślamy, że pamiętamy o dojrzałym widzu, to czemu historia jest kierowana do dzieci? Przyznam, że nie spodziewałam się, iż twórcom Sausage Party zabraknie odwagi. Moim zdaniem, gdyby podnieść kategorię wiekową i zaszaleć z formą pod dorosłego widza, to film byłby hitem. Rodzina Addamsów od samego początku była parodią horroru, więc wplecenie w stare ramy współczesnych, popularnych filmów grozy byłoby w pewnym sensie powrotem do oryginalnych założeń, a taki zabieg dałby duże pole do popisu. Nadużywam tego określenia w swoich recenzjach, ale niewykorzystany potencjał to największy grzech tego filmu.

Antagonistka jest równie nietypowa, co irytująca…

Odbiór stylu animacji będzie, oczywiście, subiektywny, ale nie mogę powiedzieć, żebym się zachwyciła. Pójście w przesadzoną karykaturę wizerunków może i ma swój urok, ale oryginalne postacie są na tyle charakterystyczne, że nie widzę potrzeby dodatkowego ich udziwniania. Zupełnie nie przemawia do mnie wygląd Gomeza, Lurcha czy Wujka Festera (o co chodzi z tym nosem?). Za to wisielcze warkoczyki Wednesday mnie kupiły. Tego typu makabreska i czarny humor towarzyszą nam oczywiście przez cały seans. Humor, zaraz obok ścieżki dźwiękowej, to zresztą największa siła produkcji. Były momenty, że śmiałam się na głos (wejście Kuzyna Coś to mistrzostwo świata!). Muzycznie jest zróżnicowanie (wystarczy chociażby wymienić Snoop Dogga i R.E.M.) i naprawdę klimatycznie.

Polski dubbing jest po prostu dobry. Miałam tylko problemy z odbiorem głowy rodziny. Z całym szacunkiem dla Jarosława Boberka, ale Gomez przez cały seans mówił zniekształconym głosem Króla Juliana, co mnie niezmiernie frustrowało. Świetnie za to wypada Aleksandra Kowalicka w roli Wednesday. Jej teatralne westchnięcia i sarkastyczne komentarze, wypowiedziane absolutnie pozbawionym emocji, pustym głosem, brzmiały dokładnie tak, jak powinny. Tłumaczenie jest poprawne, ale bardzo dosłowne. Brakowało mi trochę przełożenia niektórych kwestii na rodzimy grunt. Przecież aż się prosi, żeby z Margaux Needler zrobić złą wersję Katarzyny Dowbor!

…żadnych. Przy seansie bawiłam się nieźle, więc poświęconego czasu nie żałuję.

Stara prawda głosi: Jeśli coś jest dla wszystkich, to jest dla nikogo. Tak też jest w przypadku animowanych przygód Addamsów. Niezrozumiałe dla dzieciaków, a zbyt infantylne dla pokolenia, które mroczną rodzinkę znało i lubiło. Film ma swoje momenty i zdarzyło mi się kilka razy szczerze zarechotać, lecz przedstawiona historia się po prostu nie broni.
Co ciekawe, twórcy byli na tyle przekonani o sukcesie swojego dzieła, że natychmiast zapowiedziano kontynuację. Interesuje mnie, w jakim kierunku pójdzie druga część, bo jeśli nic się nie zmieni, to niestety nie wróżę jej wielkiego powodzenia.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Rodzina Addamsów
Reżyseria: Greg Tiernan, Conrad Vernon
Scenarzysta: Matt Lieberman
Obsada: Oscar Isaac, Charlize Theron, Chloë Grace Moretz, Finn Wolfhard, Nick Kroll i inni
Gatunek: animacja, czarna komedia, familijny
Czas trwania: 83 min.
Produkcja: Metro-Goldwyn-Mayer
Premiera: 11.10.19 (Świat), 25.10.19 (Polska)

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
2 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Lupus
7 miesięcy temu

Mam podobne odczucia, jest sympatycznie, ale niewykorzystany potencjał, infantylizm czy kreska psuje efekt. Marzy mi się nowa kinowa aktorska wersja, w której Gomeza zagrałby Sacha Baron Cohen… to byłby sztos 🙂

Katarzyna "Shallaya" Grochulska
Rąbnięta kocia madka, której życie upływa na negowaniu faktu zbliżającej się trzydziestki. Hobbistycznie kolekcjonuje kolejne gry na kupce wstydu, łudząc się, że może na emeryturze nadrobi. Wychodzi z założenia, że nie ma czegoś takiego, jak „zbyt wiele książek”. Fanka Star Warsów, fantastyki i kiczowatego si-fi lat 80. Pisać lubi prawie tak bardzo jak gotować, a gotować niemal tak samo jak dobrze zjeść. Stroni od rywalizacji, ale jeśli się w coś angażuje, to na sto procent.