SIEĆ NERDHEIM:

I gdzie te oblężenia i nawałnice? Recenzja książki Oblężenie i nawałnica

KorektaVivique
Oblężenie i nawałnica - okładka książki
Oblężenie i nawałnica – okładka książki

Drugi tom serii o Alinie Starkov – kolejnej zwykłej dziewczynie posiadającej niezwykłe zdolności – jest niemal całkowitym przeciwieństwem poprzedniej części cyklu. Niestetto akurat ta zła wiadomość. Oblężenie i nawałnica cierpi na skrajny przypadek fabularnego zastoju. Historia zagubiona między początkiem a finałem nie ma pojęcia, co ze sobą począć, więc krąży bez celu po pałacowych korytarzach. Dobra wiadomość jest taka, że bardziej zatrzymać akcji już się raczej nie da. 

Po desperackiej ucieczce przed żądnym władzy psychopatą w czerni, Alina i Mal starają się wtopić w tłum. W zamorskiej krainie zmagają się z nową codziennością oraz próbują zapomnieć o przeżytym koszmarze. Dążenie do asymilacji nie trwa jednak długo. Życie bohaterów ponownie staje na głowie i zaczyna kręcić się jak szalone. Dzieciaki momentalnie wpadają w wir kolejnych przygód… jednak tylko do czasu. Los bowiem szybko wypluwa ich w punkcie startowym pierwszego tomu. Wielkimi krokami zbliża się decydujące starcie z siłami ciemności, a to wymaga przygotowania planów, obmyślenia strategii oraz usadowienia się wygodnie na wysokich szczeblach politycznej drabiny. Jak wiadomo, wszystko to musi odpowiednio długo potrwać. 

Pierwszy tom serii Leigh Bardugo był klasyczną i bardzo schematyczną przygodą spod znaku wielkiej mocy, szkoły magii i ratowania świata. Cień i kość miał kilka dobrych momentów, jednak w pamięć zapadał przede wszystkim fakt, że historia była opowiadana w przesadnie podkręconym tempie… a tak dokładniej, to gnała na złamanie karku, radośnie przeskakując nad wieloma istotnymi elementami. Natomiast po drodze jedynie zbijała szybką piątkę z kilkoma ciekawymi pomysłami. Trzeba jednak przyznać, że w tym szalonym pędzie całkiem dobrze wypadała wizja świata przedstawionego – fantastyczna kraina była w wyraźny sposób inspirowana carską Rosją, co stanowiło intrygujące urozmaicenie. Wysokie tempo narracji sprawiało, że historię mogliśmy pokonać przyjemnym truchtem, nie zwracając szczególnej uwagi na to, że droga usłana była gatunkowymi kliszami. Pośpieszny spacerek, chociaż niegroźny, pozostawiał spory niedosyt oraz wrażenie, że książce czegoś brakowało – jak chociażby lepszej ekspozycji świata czy systemu magicznego. Rozczarowaniem byli także główni bohaterowie wraz z czarnym charakterem. Protagonistka była irytującą, naiwną i pozbawioną chęci działania nastolatką, jej wybranek był przede wszystkim przystojny, a „ten zły” miał bardzo naciągany plan przejęcia władzy nad krajem. Na wszelkie niedociągnięcia i potknięcia można było jednak przymknąć oko. Z jednej strony był to przecież debiut, a z drugiej kilka drobnych elementów wyróżniało serię i miało w sobie potencjał do rozbudowania. No i przecież następna część na pewno będzie lepsza! 

Oblężenie i nawałnica - okładka książki
Oblężenie i nawałnica – okładka książki

Nie była. Sam początek książki ma w sobie jeszcze dynamizm pierwszego tomu. Bohaterowie niedługo po rozpoczęciu historii wpadają w kłopoty: mamy tu pościgi, demony, latające statki, porwanie, poszukiwanie jeszcze jednego fantastycznego zwierzęcia i nawet jedną katastrofę w ruchu powietrznym. Fabuła wraz z kompanią radosnych korsarzy sugerują nam powtórkę z rozrywki, tym razem jednak na nieco większą skalę. Oddech psychopaty na karkach oraz kolejne mitologiczne stworzenie do wytropienia wydają się zaczątkiem wielkiej przygody i podróży przez mapę świata. Nie ma jednak co zacierać sobie rączek, bo odkrywania regionalnych walorów turystycznych nie będzie. W ogóle! Autorka szybko zamyka rozpoczęte wątki (zupełnie nie przejmując się, że naciąganie fabuły w niektórych momentach może być po prostu śmieszne i aż prosi się o kolejną geograficzną anomalię), a następnie dramatycznie zwalnia tempo. Dynamiczną narrację zastępują wewnętrzne przeżycia protagonistki, budowanie dramatycznej atmosfery oraz polityczne intrygi. 

Niestety żaden z tych elementów nie zostaje przedstawiony przekonująco. Główna bohaterka przez większość tomu krąży po pałacowych korytarzach, wzdychając na tyle różnych sposobów, że niewiele brakuje, aby dostała od tego rozedmy płuc. Przez większość Oblężenia i nawałnicy jest to największe, a w zasadzie jedyne zagrożenie czyhające na Alinę. Dziewczyna od początku serii nie należała do specjalnie interesujących postaci – była w dużej mierze irytująca, a jej główne zadanie polegało na byciu szarą myszką posiadającą wielkie moce. W drugim tomie poziom charyzmy niewiele się zmienia. Jej zapętlone rozmyślania o tym, jak jej ciężko, co biedna ma teraz zrobić ze swoją mocą oraz dlaczego tak bardzo się rumieni przy tym przystojnym księciu, są powierzchowne i nie wnoszą niczego konkretnego do fabuły. W międzyczasie na pierwszy plan wybija się emocjonalno-romantyczny trójkąt, który teraz rozrósł się już do wielokąta. Heroina w momencie kryzysu na skalę krajową oraz groźby masowego ludobójstwa zaczyna się odbijać od kolejnych adoratorów.. Ok, krew nie woda, miłość bywa ślepa, a dojrzewanie nie polega przecież na siedzeniu w beczce w piwnicy. Fantastyka młodzieżowa po prostu tak już ma. Niestety zdecydowana większość uczestników tego emocjonalnego przekładańca nie należy do szczególnie ekscytujących. Ba! Nie należy nawet do specjalnie ciekawych. 

Oblężenie i nawałnica - okładka książki
Oblężenie i nawałnica – okładka książki

Alina jest postacią płaską i niewiele wnoszącą do historii poza swoimi wyjątkowymi umiejętnościami. Zapatrzona we własne rozterki, unosi się na fabule niczym drewniana kłoda, nie wykazując się nawet najmniejszą inicjatywą. Pierwszym wybrankiem jej nastoletniego serca jest Mal, do którego określenia w zupełności wystarczą cztery słowa – diabelsko przystojny tropiciel doskonały. Relację łączącą tę dwójkę w najlepszym przypadku można uznać za toksyczną i całkowicie wyzutą z najmniejszych nawet przejawów romantyzmu. Budowanie kreacji czarnego charakteru (będącego kolejnym magnetyzującym wierzchołkiem wspomnianego wielokąta) autorka ponownie zostawia na później. Facet od początku popisuje się niezbyt przemyślanym planem podboju świata. Jest zły i podły, bo tak i już. Na dodatek jego udział w drugim tomie został ograniczony do popchnięcia fabuły oraz wywoływania niepewności w sercu protagonistki. Jedynym ciekawym i obdarzonym charakterem elementem tego geometrycznego pociągania jest postać, która dołączyła jako ostatnia. Nikolaj jest jedynym bohaterem, przy którym autorka rzeczywiście się wykazała. Chłopak wzbudza sympatię i wywołuje uśmiech na ustach. To ten przystojny, charyzmatyczny i obdarzony miękkim wnętrzem typ, mający potrzebę bycia zawsze najbardziej błyskotliwą osobą w pomieszczeniu. I to do niego musi należeć ostatnie słowo odziane zazwyczaj w złośliwą ripostę. Na tle innych postaci wyróżnia go także – nieobecna u pozostałych – zdolność logicznego myślenia. 

Kolejnym minusem Oblężenia i nawałnicy jest fakt, że także inne pozytywne elementy poprzedniego tomu zniknęły lub zostały zaniedbane. O dynamizmie musimy zapomnieć, bo akcja staje w miejscu i nigdzie się nie wybiera. Klimat fantastycznego świata gdzieś umyka i jedyni tli się w tle. Jest nawet gorzej. Rosyjskie inspiracje zupełnie przestają obchodzić autorkę, czego największym dowodem jest pseudonim jednego z członków korsarskiej załogi. Koledzy wołają na niego Privyet. Brzmi z rosyjska? No a jak! Czy coś znaczy? Pewnie nie, w końcu to tylko pseudonim. Niech każdy jednak zastanowi się, czy zna osobę, która mogłaby nazwać swojego znajomego po prostu „Cześć”. Sama historia zupełnie nie porywa, wątek romantyczny nawet nie próbuje być przekonujący, a ekspozycja pakuje walizki i jedzie na wakacje (ją spróbuj teraz wytropić ty przystojny tropicielu!). Widać, że autorka chciała sprawdzić swoje siły w snuciu pałacowych i politycznych intryg, a wszystko podlać miłosnym wielokątem pełnym nieoczywistych uczestników. Wyszło to jednak znacznie poniżej przeciętnej. 

Oblężenie i nawałnica jest tomem zagubionym w środku trylogii. Książka może i miała jakiś pomysł na siebie, jednak nie potrafiła w żaden sposób się za niego zabrać. Dotychczasowe pozytywy zostają zastąpione dłużyznami, brakiem akcji oraz powierzchownym rozpatrywaniem każdej fabularnej kwestii. W drugim tomie nic nie ulega poprawie – jest płasko, bez wyrazu i przekonania. Natomiast wszystkie zalety poprzedniej części przepadają bez wieści, a jedyną osobą, która mogłaby je odnaleźć, jest tylko ten cudowny tropiciel.

Autor tekstu prowadzi na Facebooku stronę RuBryka Popkulturalna.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Oblężenie i nawałnica
Cykl: Grisza
Wydawnictwo: MAG
Autor: Leigh Bardugo
Tłumacz: Wojciech Szypuła, Małgorzata Strzelec
Data premiery (wznowienie): 14.08.2019
Gatunek: Fantasy, literatura młodzieżowa

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

PODSUMOWANIE

Plusy:
+ postać Nikolaja

Minusy:
- akcja całkiem staje w miejscu
- całość to powierzchowne przemyślenia bohaterki
- toksyczny wątek miłosny pozbawiony chemii
- czarny charakter sprowadzony do roli popychacza fabuły
- zagubiony klimat świata
- zalety pierwszego tomu są w zasadzie nieobecne
- tam zupełnie nic się nie dzieje!

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Wojciech Bryk
Wojciech Bryk
Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.