
Komiksy? Komisyjnie komunikujemy o kompletnej komitywie z narracją sekwencyjną. Zatem komu, komu? Może nie od razu kompleksowe kompendium, ale kombinację tytułów, które okazały się szczególnie kompatybilne z kompasem naszych gustów. Komiksowa kompanio! Pamiętajcie, jeśli chodzi o komiksy, to walcie do nas jak w dym, dymek, dymnicę! Łup! Trach! Bum! Łubudu! Bęc! Prask! Pizd! Komunikujcie przybycie dowolną onomatopeją.
POZOSTAŁE PODSUMOWANIA:
- PODSUMOWANIE ROKU 2025 – K-DRAMY
- PODSUMOWANIE ROKU 2025 – GRY
- PODSUMOWANIE ROKU 2025 – MANGI/ANIME
- PODSUMOWANIE ROKU 2025 – FILMY
- PODSUMOWANIE ROKU 2025 – KSIĄŻKI
- PODSUMOWANIE ROKU 2025 – SERIALE
YAIEZ
5. Zardzewiały tankowiec

Ottoich coraz lepiej umie w wizualną brzydotę, którą bez lęku o pretensjonalność można nazwać zamierzoną antyestetyką. Uwielbiam takie rysunki, gdy pasują do fabuły, a w Zardzewiałym tankowcu trudno by mi było wyobrazić sobie inne podejście.
To nie jest łatwy komiks, ale nie w sensie „nie zrozumiałeś, to głupiś”. Jam jest tępy niewymiernie, a docenić doceniłem. To trudne dzieło, bo domaga się od odbiorcy uwagi i nie podaje nic na tacy. Przy otwartości na niedopowiedzenia i sympatii do emocjonalnych thrillerów osadzonych w oryginalnym settingu, powinniście być zachwyceni.
4. Projekty Manhattan

Próbowałem porównać sobie Projekty Manhattan do innych komiksów Hickmana i poległem. Tematycznie, klimatycznie i nawet pod względem rozmachu, nijak się ten komiks ma do większości dorobku autora. Na pewno nie postawię tego obok superbohaterszczyzny. Od komiksów autorskich (Na wschód od zachodu albo God Is Dead) Projekty Manhattan różni ogromna dawka absurdu i nieprzesadnie brutalnej groteski. Mam trochę wrażenie, że Hickmana charakteryzuje jedynie ogromna wyobraźnia nieskrępowana żadnym konkretnym stylem narracyjnym i to tutaj dopiero puścił ją całkowicie luzem. To radykalna karykatura, która już po pierwszych kilku kadrach wykoleja się z trasy alternatywnej historii i wpada w fantastykę tak odklejoną, że nawet w totalnie zmyślonym science fiction zwykle dostajemy rzeczy bardziej przyziemne. Mimo to, w tym szaleństwie wciąż jest metoda i czuć to na każdym kroku.
3. Pod drzewami, gdzie nikt nie widzi

Przyznam, początkowo złapałem się na gimmick. Styl graficzny jak z książek o żółwiu Franklinie albo jakiejkolwiek innej bajeczki ze szkolnej świetlicy w historii o brutalnych seryjnych mordercach? Bierę! Potem jednak spojrzałem głębiej i… początkowo byłem rozczarowany.
Bo wydawać się może, że poza tym kontrastem to dosyć prosta historia. Szybko jednak dotarło do mnie, jak perfekcyjnie Patrick Horvath użył antropomorficznych zwierzątek do ukazania społecznych dynamik w pułapce pozornie bezpiecznej, małomiasteczkowej idylli. W warstwie odczuciowej ten kontrast właściwie zanika i staje się bezpośrednim odzwierciedleniem narracji. Co więcej, również pod względem sekwencyjności jest to po prostu kawał dobrej roboty, przykład znakomitego wykorzystania medium bez zbędnej popisówki. Głośny tytuł, to fakt, ale całkowicie zasłużył na to, aby o nim mówić.
2. Trylogia nowojorska

Boże drogi. Nie dość, że adaptacja literacka, to jeszcze opisywana jako „ambitna” w tekstach mówiących coś o postmodernizmie, labiryncie znaczeń i grze z konwencją kryminału. No tak, mogłem się spodziewać, słowo „metafikcja” też się pojawia.
Za głupi jestem na takie komiksy, nie czytałem pierwowzoru, zaś czytając samą adaptację nie wytężyłem za bardzo neuronów. Mimo to mam czelność rzec, że podobało mi się ogromnie, więc może i inni odbiorcy kulący się w strachu przed tak wymagającymi (podobno) pozycjami znajdą tu coś dla siebie. Moim zdaniem to ogromny plus, bo i bez dłubania głęboko w artystosko-intelektualnych założeniach wskazuje to na skuteczność tego komiksu w oddziaływaniu na czytelnika. Po prostu to wszystko gra spójną, sensowną melodię.
1. Widmowa flota

Donny Cates to obecnie jeden z moich absolutnie ulubionych autorów, a Daniel Warren Johnson jest chyba na ścisłym podium amerykańskich ilustratorów w moim osobistym rankingu. Widmową flotę wcisnąłbym na swoją toplistę bezczelnie nawet wtedy, gdybym tego komiksu nie przeczytał, a przeczytałem. Przysięgam. Jedyny efekt lektury jest taki, że z nieśmiało przyznanego piątego miejsca (no bo wtedy jeszcze nie czytałem), przesunąłem to arcydzieło na miejsce pierwsze.
Oczywiście jajcuję sobie, nie poleciłbym komiksu bez sprawdzenia go osobiście, ale ten żart pasuje do konwencji Widmowej floty. Nie spodziewajcie się niczego szczególnie ambitnego, to autorska zabawa w rozpierduchę i przy tak świetnej warstwie graficznej, z odrobiną samoświadomości, dla mojego spranego umysłu było to całkowicie wystarczające, by wywołać zachwyt.
FUSHI
5. Stachanowiec in Space 2

Shonen sci-fi z niesamowicie ekspresyjnymi postaciami i mnóstwem zwrotów akcji? Ano, i to z naszego podwórka! Bardzo lubię humor (także ten sucharski) Kurowskiego, ale jeszcze bardziej jego zamaszystą kreskę i kadry, z których nadmiar szczegółów wręcz się wylewa, a czytelnik i tak rozumie, co poeta miał na myśli. Pozornie to po prostu rozrywkowy komiks środka, ale jeśli się przyjrzeć, bardzo świadoma kreacja, w którą na pewno weszło mnóstwo storyboardów i szkiców. To najlżejsza pozycja w mojej topce, taka na oddech i na pocieszenie.
4. Rzeczy, które zostawię sobie z tego lata

Jakoś tak jest, że prawie co roku Ania Krztoń narysuje coś, co mnie chwyci za serduszko. Rzeczy… często mają się nijak do moich osobistych wspomnień czy wzruszeń, ale znajduję w nich podobną do mojej wrażliwość i sposób odbierania świata. Albo inaczej – autorka dotyka jakiejś czułej struny, którą mamy w sobie wszyscy, nawet jeśli nasze życie nie jest tak rockowe jak przedstawione w tym komiksie. Te migawki tchną lekkością i wolnością biorącą się trochę z tego, że na chwilę udało się odsunąć grozę życia gdzieś poza nawias. Nie przesłyszeliście się, strach i smutek nie znikają, ale tymczasem można oddychać, śmiać się i być.
3. Wyjście

Niepolski komiks o polskim zakazie aborcji – czyli spojrzenie z zewnątrz na nasze codzienne problemy nie tylko z tym konkretnym prawem.
Podobnie jak nowele z Własnym głosem, ten komiks nie jest jedynie o niechcianym stanie bycia w ciąży. Główna bohaterka to pełnowymiarową postać, pracująca jako wychowawczyni, mająca konkretną rodzinę. Jest też o tym, czy, kiedy i jak najbliżsi okazują wsparcie osobom w kłopocie. To spokojna, cicha historia, i być może dlatego naprawdę za mało się o niej w tym roku mówiło.
2. Droga Jodie

Początkowo myślałam, że ten komiks mnie za bardzo nie obszedł – ot, migawka z życia Jodie Foster, studentki, dziecięcej gwiazdy. Ale on się do człowieka przykleja i gra w głowie. Kusina i Falauke stworzyli opowieść o żywotach równoległych, aktorki i jej stalkera, co wydaje mi się mądre, bo nie sugerują, że ktokolwiek jest tu komukolwiek coś winien. Historia delikatnie tu meandruje, coś jak typowa rozmowa kinowych nerdów, tylko z pierwszej ręki, więc nieśpieszna, w końcu to wszystko przeszłość, wspomnienie. Kadry są pełne szczegółów, zagracone gadżetami, ale czytelne – ten nadmiar ma sens.
Jeśli macie w sobie głód opowiadań, krótkich, zamkniętych form o narracji płynącej jak opowieść dobrej znajomej, sięgnijcie po Drogą Jodie.
1. Nora

Fenomenalny komiksowy debiut Agaty Kwiatkowskiej opowiada o życiu w Puszczy Białowieskiej, w komunie broniącej lasu przed wycinką. Z jednej strony jest bardzo praktyczny, z reporterską dokładnością opowiada o tym, jak zorganizowano życie w obozie, jak przebiegała działalność osób w nie zaangażowanych, co czuły, gdy ostatecznie ich i je stamtąd wyrzucono. Z drugiej to bardzo osobista relacja z której przebija samotność i coś w rodzaju poczucia izolacji wynikłego nie tylko z reakcji społeczeństwa, ale też z faktu, że w tym wszystkim nie chodziło o konfrontację z drwalami czy leśnikami. To głęboko ludzka opowieść o tym, jak Puszcza nie tylko wymagała ochrony, ale dawała schronienie i stanowiła bezpieczną przestrzeń – co jest samo w sobie niezwykle ciekawą obserwacją, w końcu ta „wojna” okazała się dla tych osób jedocześnie stanem zaopiekowania. Całość pełna emocji, ale bez dramatyzowania. Naprawdę głębokie, mądre spojrzenie na ekologię i wiążące się z nią traumy.
JUSTIN
5. Święta Barbora

Koszmar. Przemoc wobec dzieci, manipulacja, najgorsze wyobrażenia o sekciarsko popapranych ideologiach i rytuałach włączone w reporterskie dochodzenie, które dla bohaterki samo w sobie staje się próbą sił psychicznych i granic obsesyjnego dążenia do „prawdy” pośród wyraźnie zacieranych – przez kogo i dlaczego? – śladów. Scenariusz i graficzne rozwiązania w Świętej Barborze zaskakują, ale ich rzeczywiste tło, sprawa dzieci z Kuřimia, przeraża. Wielkie uznanie dla zespołu twórców za wybory, jakich dokonali, by nie pozwolić wygasnąć towarzyszącym sprawie niejasnościom, a przy tym nie rozgrzebywać na nowo ludzkiego dramatu.
4. Mleczna droga

„Tylko dla dorosłych” – informacja z okładki i tak nie przygotowuje czytelnika na treść Mlecznej drogi, bo nie dotyczy figlarnego erotyzmu bądź katalogu fikuśnie skrojonych bikini ze skóry, stali czy lajkry na komiksowych bohaterkach-modelkach. Seksualne fetysze, zaburzenia życia erotycznego, fantazje realizowane w pornhubie, dla Miguela Vili są jednym z przejawów kryzysu relacji, niedowartościowania, emocjonalnego masochizmu, kurczowości, z jaką można przylgnąć do cudzej siły lub słabości. Sarkastyczny, bezpardonowy, ekstremalny test intencji manipulujących wokół pojęcia miłości – własnej, fizycznej, rodzicielskiej, zawłaszczającej, żałośnie wybrakowanej. I oddająca całą tę śmiałość oprawa graficzna.
3. Stacy

Najkrócej rzecz ujmując – precyzyjnie odmierzony atak w cancel culture i współczesne uwarunkowania kursów na giełdzie show-biznesu. Szerzej – drążący robak sumienia w przegrzanej, rozmiękłej psychice, demoniczne odbicie ambicji, spirala toksycznych zależności i gwałt/samogwałt na poczuciu przyzwoitości. Gipi tradycyjnie wpuszcza czytelnika w labirynt ludzkich intencji, gmatwając sytuację między myślą, mową i uczynkiem za pomocą zabiegów formalnych (tym razem w roli głównej kartki scenariusza). (Recenzja tutaj)
2. Epopeja hiszpańska

Waga tytułu w pełni uzasadniona. Panorama dziejów XX-wiecznej Hiszpanii – kolaboracja frankistowskiego reżimu z katolickim kościołem, małomiasteczkowa mizeria, wielkomiejska ułuda, żarna historii i przyrastająca warstwa plew. Altarriba ten odważny i bolesny dyptyk rodzinny oparł o życiorysy swoich rodziców – niezłomnego i zgorzkniałego z czasem anarchisty oraz żarliwej, cichej katoliczki – udręczonych kalekim uczuciem. Bunt i pokora w granicznych odsłonach i tak też rozdwojona metafora lotu obrośnięta skorupą życiowego smutku i osamotnienia. (Recenzja tutaj)
1. Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem

Jak nie dać się nabić w butelkę, otwierając butelkę? Taką z życzeniem, czy według bardziej baśniowej terminologii – z dżinem? Choć większe ryzyko wiąże się z otwarciem puszki (nie tej Pandory, ale efekty podobne). Deena Mohamed na przykładzie rodzimego Egiptu przedstawia wizję współczesnego świata, gdzie życzenia daje się eksploatować i urynkowić jak każde dobra naturalne. Nie jest to jednak prosta droga do osobistego szczęścia i szybkiego rozwiązania globalnych problemów. Polityczne, ekonomiczne, społeczne, religijne, obywatelskie obwarowania ludzkiego prawa do wolności wyboru w głębokich portretach różnych wymiarów życiowej dojrzałości. Genialnie opracowany i takoż emocjonalnie nasączony koncept. (Recenzja tutaj)













