SIEĆ NERDHEIM:

Z serialowej (nie)pamięci (1): Stacyjka

Stacyjka – zdjęcie promocyjne serialu
Stacyjka – zdjęcie promocyjne serialu

Czasem mi się wydaje, że jestem stara i trochę wstydzę się swojego wieku. Ale potem dochodzę do wniosku: dobrze było urodzić się właśnie wtedy, kiedy się pojawiłam na świecie. Dzięki temu na początku lat 00. wchodziłam w wiek nastoletni, stając się jednocześnie coraz bardziej świadomym konsumentem popkultury. A właśnie u progu XXI wieku polskie telewizje miały prawdziwy urodzaj swoich seriali. Często z racji epoki dość niedoskonałych technicznie, z nie zawsze równym poziomem, ale za to bardzo różnorodnych i z ciekawymi pomysłami. Wtedy byłam świadkiem ich premierowych emisji oraz oddźwięku będącego jej efektem. Dziś, kilkanaście lat później, są to niestety często tytuły zapomniane, nieobecne w świadomości ogółu; czasami tylko z rzadka napomyka się o nich na grupach czy stronach nostalgicznych, a i to nie zawsze. Dlatego stwierdziłam, że ktoś powinien o nich opowiedzieć.

Postanowiłam przyjąć perspektywę bliższą tamtej nastolatce, pochłaniającej fikcyjne historie i podziwiającej grających w nich aktorów, niż obecnej dorosłej kobiecie po studiach reżyserskich, świadomej blasków i cieni przemysłu filmowego. Z tego względu nie będę dokonywać tak zwanych rewatchy (które swoją drogą zajęłyby kupę czasu), polegając głównie na tym, co pamiętam z poprzednich seansów.

Pierwszym tytułem, który wezmę na warsztat, jest Stacyjka – 13-odcinkowy serial Radosława Piwowarskiego z 2004 roku, emitowany przez TVP1 bodaj w niedzielne wieczory.

Stacyjka – kadry z serialu
Stacyjka – kadry z serialu

Zacznę odważną tezą. Sądzę, że bez Stacyjki nie byłoby Rancza. Bo to chyba właśnie od tej produkcji tak naprawdę rozpoczął się w polskich serialach trend pogodnych, optymistycznych „prowincjonalnych” opowieści. Owszem, były wcześniej pewne podejścia do tematu, jak chociażby przeurocze Siedlisko czy miejscami dość kabaretowy Skarb sekretarza, ale bodaj dopiero Stacyjka wprowadziła pewne „reguły gatunku”, które potem mogliśmy obserwować w Ranczu właśnie, tudzież w Blondynce czy nawet częściowo w Sile wyższej. Małe miasto lub wieś zapomniana przez wszystkich z całą swoją balladową specyfiką, barwna galeria miejscowych i ten jeden odważny – autochton tudzież przyjezdny – który, pragnąc zmienić życie swoje oraz innych na lepsze, pobudza całą resztę do działania.

Akcja serialu rozgrywa się w małym mazurskim miasteczku Rogoża, gdzie podobno w XIX wieku spalono ostatnią w Europie czarownicę. Wedle słów legendy wiedźma miała przekląć ze stosu miasto oraz jego mieszkańców, w efekcie czego nic nie może tu się udać. Fakt, że Rogoża Anno Domini 2003 jest mieściną nieobecną nawet na najdokładniejszych mapach, miejscowi przypisują właśnie tej klątwie, a w nawiedzającej peryferie wielkiej niedźwiedzicy widzą reinkarnację straconej wieki temu kobiety. Ale czy faktycznie tylko to jest przyczyną stagnacji w Rogoży? Niekoniecznie. Dosięgnęły ją te same problemy, co wiele podobnych miejscowości w całym kraju – zmiany systemowe, upadłość miejscowego pegeeru, związane z tym bezrobocie i brak perspektyw. W takich realiach żyje sobie nasz protagonista, Winicjusz Misiak, pracujący jako kamerzysta od wesel oraz kinooperator podupadającego kina. To właśnie on, na skutek pewnego zbiegu okoliczności, wpadnie na pomysł założenia tytułowej stacyjki, czyli małej lokalnej stacji telewizyjnej. Ponadto będzie starał się zdobyć względy porzuconej przez niewiernego męża Marty, co nie jest łatwym zadaniem. Kobieta postawiła bowiem dość oryginalny warunek – przyjmie awanse Misiaka tylko wtedy, gdy ten dostarczy jej taką mapę, na której Rogoża jednak została zaznaczona.

Jak już wspomniałam wcześniej, serialowe miasteczko zaludniały różne całkiem ciekawe postacie, tworząc bardzo oryginalną obsadę i stanowiąc poważną siłę tego tytułu. Obok marzącego o hollywoodzkiej karierze Misiaka mamy chociażby jego przykutego do wózka kumpla, Hubę, który dzielnie walczy z kalectwem, aby móc przywitać ojca – od lat przebywającego za granicą – na własnych nogach. Jest pani burmistrzowa Anda: na co dzień farmaceutka, od święta śpiewaczka-amatorka dająca koncerty z okna domu, co bardzo nie podoba się jej poważnemu mężowi. Nobliwa emerytowana nauczycielka, pani Zofia, z dnia na dzień stająca się majętną osobą. Bezimienna kolejarka, wybiegająca na peron z lizakiem w jednej ręce i małym dzieckiem w drugiej. Do tego różnorakie miejscowe pijaczki, złote rączki, lokalni drobni przedsiębiorcy branż różnych… Przyjezdnych reprezentowała duńska rodzina w osobach Fritza, ciężarnej Grete i ich synka, którzy w Rogoży postanowili hodować swoje wielokrotnie nagradzane mleczne krowy. Kiepska znajomość języka polskiego u Duńczyków oraz języka duńskiego wśród rogożan nie przeszkadzała w powolnej asymilacji.

Stacyjka – kadry z serialu
Stacyjka – kadry z serialu

Obsadę też mieli tam ładną. Z jednej strony cała eskadra nazwisk uznanych, pokroju Anny Polony, Jerzego Treli, Katarzyny Figury, Krzysztofa Stroińskiego, Zofii Czerwińskiej czy Romana Kłosowskiego. Z drugiej – równie wielu aktorów, którzy właśnie wskoczyli na swoją falę albo już za rok czy dwa mieli się okazać nowymi gwiazdami. Bartłomiej Topa jako główny bohater, jeszcze za czasów swojej przełomowej roli Zenka „Zarzut Grzywką” Pereszczaki ze Złotopolskich – zresztą jego obecność w Stacyjce nie była raczej przypadkiem, skoro historię rodu ze Złotopolic przez lata tworzył również Piwowarski. To też tłumaczy obsadzenie Arkadiusza Janiczka, wtedy Rudego ze złotopolickiej sagi, obecnie gwiazdora Stulecia Winnych. Do tego Bogdan Kalus na długo przed Ranczem, chociaż już w czasach Świętej wojny. Były tam również Weronika Książkiewicz i Aneta Todorczuk u progu kariery. W czasach premierowej emisji najbardziej jednak dla mnie liczyła się młodziutka Małgosia Socha, wówczas jedna z moich ulubionych aktorek. Tutaj obsadzona chyba jedyny raz wbrew warunkom – ta urodziwa blondynka dała się mocno oszpecić do roli ekspedientki, miejscowego „brzydkiego kaczątka”, z której Misiak miał uczynić swoją muzę. Byli też początkujący, potem gdzieś smutno pochłonięci przez rzeczywistość. Rafał Sadowski, dla którego rola Huby była ekranowym debiutem, potem grywał już tylko epizody.

Co jeszcze pamiętam? Ładne plenery. Uroczy przewodni motyw muzyczny. Ogólne ciepło przekazu. Pełną wyrozumiałości perspektywę, z której opisywano losy bohaterów. I to, że Stacyjka jakoś tak przepadła szybko, mimo całego swojego uroku oraz klimatu. Niby czołowy ówczesny periodyk tematyczny Świat Seriali urządził słodką sesję okładkową z Topą i Sochą oraz wywiady z obojgiem, niby Gazeta Telewizyjna przed premierą poświęciła produkcji spory, rzetelny artykuł, ale potem tak naprawdę jakichś poważniejszych reakcji publiczności nie pamiętam. Tylko jakąś żenującą, anonimową fraszkę z TeleTygodnia. Niby od widza, ale równie dobrze mogącą być dziełem kogoś z redakcji, niewybrednie podsumowująca rzekomy niski poziom serialu, pełen „amatorszczyzny” i „chałtury”. Co skądinąd świadczyło kiepsko o autorze, bo ewidentnie pisał o czymś, czego nie obejrzał. Ja obejrzałam. Do czego i was zachęcam, bo niezależnie od wszystkiego Stacyjka zasługuje na więcej miłości, niż dostała po premierze.

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Dagmara „Daguchna” Niemiec
Absolwentka filologii polskiej na UWr, co tłumaczy, dlaczego z czystej przekory mówi bardzo potocznie i klnie jak szewc. Niedawno skończyła Akademię Filmu i Telewizji i została reżyserem. Miłośniczka filmu, animacji, dobrej książki, muzyki lat 80. i dubbingu. Niegdyś harda fanka polskiego kabaretu, co skończyło się stustronicową pracą magisterską. Bywalczyni teatrów ze stołecznym Narodowym na czele. Autorka bloga Ostatnia z zielonych.