
W minionych latach miałem okres, gdy zdecydowanie nie było mi po drodze z popkulturą, a zwłaszcza z filmami i serialami produkcji amerykańskiej. Doszło nawet do tego, że zaprzestałem oglądania czegokolwiek, by potem wyruszyć w podróż po kinematograficznym globie w celu odkrycia czegoś wciągającego i wywołującego emocje. Moje poszukiwania skończyły się stosunkowo szybko, bo za sprawą rekomendacji obejrzałem k-dramę Alchemia Dusz (ang. Alchemy of Souls), w której kompletnie się zatraciłem i sama zasługuje na osobny tekst. Wspominam o tym jednak nie bez kozery, bo rzeczony tytuł z recenzowanym łączy więcej niż historyczna stylizacja i aktorzy. Niestety, nie mogę za dużo zdradzić, by nie psuć wam zabawy.

Serial opowiada o rodzinie (choć to spore nadużycie tego terminu) kupców, w której zaginął syn i dziedzic biznesu – Hongrang. Po 12 latach pojawia się ktoś, kto rzekomo nim jest, a w rolę tej postaci wciela się Lee Jae-wook. Rozwiązanie tajemnicy czy ów przybysz to faktycznie ukochany członek rodu zostawię już wam, natomiast opinie na ten temat wśród bohaterów są od początku rozbieżne. Największe wątpliwości ma najukochańsza siostra, Jae-i, odgrywana przez Jo Bo-Ah. Największą orędowniczką wiarygodności przybysza jest natomiast matka, Min Yeon-eui (Uhm Ji-won), której oczywistym marzeniem jest powrót syna i pozbycie się adoptowanego spadkobiercy, Moo-Jina (Jung Ga-ram). Musicie mi uwierzyć na słowo, ponieważ nie chcę zdradzać pikantnych szczegółów, których odkrywanie dodaje przyjemności w trakcie seansu, a zdaję sobie sprawę, że przytoczony opis jest bardzo powierzchowny, zaś tak nakreślonym kwestiom relacji i zażyłości blisko do tych z Mody na Sukces. Wśród obsady warto jeszcze wyróżnić Park Byeong-euna oraz Kim Jae-Wooka.

Fabuła produkcji to istna kolejka górska. Oprócz przedstawionego już głównego tematu praktycznie od razu dostajemy tonę dodatkowych wątków – intrygi w rodzinie, walka o władzę, konszachty, tajne organizacje, zemsty, porwania, antagoniści w cieniu. W momencie pisania tego tekstu minęła już dobra chwila od mojego seansu, ale o ile mnie pamięć nie zawodzi, żaden temat nie pozostaje bez rozwiązania. Wszystkie (lub prawie) na pewnym etapie łączą się w zgrabną całość. Historię bardzo mocno buduje też fakt, że wydarzenia i ujawniane szczegóły nie pozostają bez wpływu na postacie poboczne – przykładowo osoby budzące na początku sympatię stają się źródłem obrzydzenia, a znienawidzone zyskują przynajmniej lekkie zrozumienie, współczucie i tym podobne przykłady empatii widza. W trakcie całego sezonu balansujemy również na granicy realności i nadprzyrodzonego porządku, jeśli chodzi o pewne zjawiska. Niestety, o ile realizacja jest wciągająca i intrygująca, tak rozwiązanie szoruje po dnie.

Produkcja stoi na bardzo wysokim poziomie. O ile lokacje nie odbiegają od standardów innych historycznych k-dram, tak kostiumy potrafią ciekawie zaskoczyć. Żeby nie było, to dalej w dużej mierze Hanboki, ale pozwolono sobie tu na lekkie wariacje i dopasowanie kolorystyczne do charakteru danej postaci czy klimatu w scenie. Zdecydowanie popisowo wypada udźwiękowienie oraz aranżacja walk. W przypadku tego pierwszego mam na myśli głównie OST, chociaż utwór Kwon Jin Ah ze „śpiewanych” był całkiem fajny. Wracając, rzeczony fantastyczny klimat i emocje były właśnie budowane poprzez muzykę, która ogólnie została dobrze dopasowana do scen. Nie mam niestety większej wiedzy, by coś o tym mądrzej powiedzieć, ale rzadko zdarza mi się zauważać wpływ piosenek na kształt akcji, natomiast tu był on wyraźny. Jeśli chodzi zaś o pojedynki – są po prostu genialne. Ogląda się je z otwartymi ustami. Myślę, że choreograficznie dorównują one Johnowi Wickowi, a z pewnością są równie krwawe. Jedyna różnica w tym, że nie mamy pokazowej sekwencji bez cięć. Twórcy nie przebierają w środkach, w każdym odcinku rzucana jest tona „kitowców”, którzy kończą z poderżniętym gardłem lub przebici mieczem.

Na koniec chciałbym jeszcze wrócić do Lee Jae-wooka i Jo Bo-Ah. Oboje w swoich rolach byli po prostu cudowni. Miałem wcześniej lekką styczność z ich grą i wiedziałem, że to dobrzy aktorzy, ale naprawdę cudnie oglądało się ich wspólnie na ekranie. Kunszt połączony z chemią dowoził w każdym odcinku.
Podsumowując, w całej recenzji wypowiadałem się o serialu optymistycznie i faktycznie to bardzo dobra produkcja, choć ma i swoje minusy w postaci przydługich i nudnych momentów lub niesatysfakcjonujących rozwiązań. Ostatecznie oceniam ją na solidną ósemkę. Konkurencję w tym roku ma ogromną i raczej w moim top 3 na pewno się nie znajdzie, ale wciąż ma szansę na najlepszą dziesiątkę.
SZCZEGÓŁY:
Tytuł polski: Łykając Złoto
Tytuł oryginalny: Dear Hongrang (eng.) / 탄금 (kor. hangul) / Tangeum (kor. romanised)
Wydawca: Studio Dragon
Producent: Studio Dragon, Acemaker Movieworks, H house, EO Contents Group
Reżyser: Kim Hong-Sun
Scenarzysta: Jang Da-Hye, Kim Jin-A
Platforma: Netflix
Gatunek: Melodramat, Romans
Data premiery: 16.05.2025
Obsada: Lee Jae-Wook, Cho Bo-Ah, Jung Ga-Ram, Kim Jae-Wook, Jo Jae-Yun













