SIEĆ NERDHEIM:

Hymn małej ojczyzny. Recenzja komiksu Moje miejsce

Skok na głęboką wodę - dosłowny i przenośny.
Skok na głęboką wodę – dosłowny i przenośny.

Seria Marzi, dzięki której Marzena Sowa przebojem wbiła się w świat komiksu, wciąż pozostaje u mnie w przeciągającej się kolejce tytułów do nadrobienia. Wystarczający dowód talentu scenarzystki stanowi dla mnie jednak Powstanie Tom 1: Za dzień, za dwa – projekt, którego kontynuacji niezłomnie wyczekuję (nie ja jeden zresztą) od dziesięciu lat. Tymczasem Sowa wróciła na rynek z komiksem, który tematycznie odpowiada jej dotychczasowym opowieściom – dojrzewający dziecięcy bohater oraz rzeczywistość pełna społecznych napięć – ale jest przede wszystkim adaptacją powieści Gaëla Faye Petit Pays, w Polsce wydanej pod tytułem Tęsknota. I naprzeciw pytania o sens takich manewrów jest to przykład przemawiający za ich słusznością.

Sam sięgnąłem po książkowy pierwowzór właśnie wskutek zapowiedzi o publikacji komiksu, gdyż pociągają mnie kwestie przenoszenia literatury na język tego medium – na ile odbija się w nich autorska interpretacja, jak przebiegają „cięcia” tekstu, jaki styl obierze rysownik i czy całość obroni się jako samodzielne dzieło. W tym ujęciu Moje miejsce odbieram jako adaptację wierną pod względem treści i nastroju, a także realizującą intencje, na jakie Faye zwracał uwagę w licznych wypowiedziach po międzynarodowym sukcesie swojej powieści. Te bowiem wcale nie są tak oczywiste, jak można by się spodziewać po faktach, których dotyczą.

Zacznijmy od geografii politycznej...
Zacznijmy od geografii politycznej…

Sowa w ślad za Faye opowiada o ludobójczym apogeum konfliktu etnicznego między plemionami Hutu i Tutsi w 1994 roku na terytoriach sąsiadujących ze sobą państw afrykańskich, Burundi i Rwandy. Narratorem jest dziesięcioletni Gaby, syn Francuza i Rwandyjki, który wraz z rodzicami i młodszą siostrą mieszka w Bużumburze, stolicy Burundi. Chłopiec żyje pośród przywilejów, jakie zapewnia mu status zawodowy ojca Europejczyka – duży, ogrodzony dom, służba, samochód… Z rówieśnikami z sąsiedztwa, pochodzącymi z podobnie sytuowanych rodzin, objada się kradzionym mango, ogląda filmy na video i fantazjuje o założeniu gangu. Równolegle obserwuje rozpad małżeństwa rodziców i świadkuje historycznym wyborom demokratycznym w Burundi, a wkrótce sytuacjom poprzedzającym masowe rzezie i odwetowe działania po obu stronach etnicznego konfliktu. Terror szybko wkracza w życie jego dzielnicy i bliskich.

Chociaż powieść Faye jest inspirowana doświadczeniami autora, to jednak on sam wyraźnie zaznacza, że nie stanowi ona autobiografii. Poza tym bardziej od rozliczania stron konfliktu i wspierania narracji o Afryce jako kontynencie krwawych przewrotów i gospodarczego wyzysku chciał wskazać na to, że zbiorowa i osobista trauma nie powinny przysłonić toku powrotu do życia – zarówno jeśli chodzi o pojedynczego człowieka, jak i o kraj.

Ten przekaz udało mu się zawrzeć w narracji Gaby’ego – wrażliwego, wyczulonego obserwatora o spokojnym usposobieniu. Ładunek dziecięcych wspomnień budzi szczery nostalgiczny uśmiech, choć niknie on szybko wobec niepokojących przesłanek. Mnożą się sytuacje, w których wokół chłopca biorą górę zawiść, pogarda, żądza zemsty, presja przynależności. Podobnie z tymi opatrzonymi bólem, bezsilnością, przerażeniem, rozpaczą. Wszystkie perspektywy zbiegają się w groźbie śmierci, mordu, którego absurd wyrażony został słowami bohatera „Nie miałem wyjaśnienia dla śmierci jednych i nienawiści drugich. Może na tym polegała wojna… że nic się nie rozumie.” Sowa i Savoia przenieśli tę bezbronność na plansze komiksu bez uszczerbku.

... szkolnego dzienniczka...
… szkolnego dzienniczka…

To z pewnością punkt, w którym autorowi i scenarzystce udało się sięgnąć uniwersalnego rejestru emocji, bez względu na miejsce akcji, narodowość, stopień dojrzałości etc. Wobec takich wydarzeń nie ma wspólnej, jednolicie uporządkowanej wiedzy, jest tylko osobnicza wyporność świadków i czytelnicy właśnie zostali włączeni w ich grono. Suma dramatów przytłacza, a już od początku historii jesteśmy pośród ich jawnych zalążków – Gaby opiera się opiniom Gina odnośnie tożsamości etnicznej, jego rodzice kłócą się o „europejską perspektywę” Afryki, jeden ze służących w ich domu to Tutsi, drugi Hutu, rodzeństwo matki mieszka w ojczystej Rwandzie, a linia podziału społecznego biegnie też, nie oszukujmy się, między „białymi” a „czarnymi”, co jeszcze komplikuje sytuację dzieci z małżeństw mieszanych.

Tak, wszystkie te wątki wiodą do układu ofiar i świadków, reakcji szokowych, tragedii, która staje się codzienną oczywistością. Tak, to też utrata dziecięcej niewinności i postawienie sobie zarzutu egoizmu czy tchórzostwa, co robi Gaby, gdy decyduje się uciec w świat książek, wypożyczanych mu przez sąsiadkę, Greczynkę. I to też próba „domknięcia drzwi”, jak Faye nazywa sytuację uchodźców, do których sam należy, zmierzenia się z tęsknotą, cząstką ojczyzny, którą się i uniosło, i zostawiło.

... i wstępu do mechaniki...
… i wstępu do mechaniki…

W powieści decyzja o konfrontacji z przeszłością, dzieciństwem i doznaniem ojczyzny przybiera postać klamry kompozycyjnej w postaci kilkustronicowych fragmentów pisanych z perspektywy dorosłego narratora. W komiksie tę treść zwięźle prezentuje epilog, ale czyni to zadowalająco, co zresztą dotyczy wszystkich pozostałych wyborów scenarzystki dokonanych podczas adaptacji. I nie widzę tutaj potrzeby wprowadzania wykazu różnic i skrótów, bo jeżeli ktoś nabrał ochoty na sprawdzenie, jak to się czyta w większej objętości tekstowej, z bardziej zniuansowanymi charakterami, wydarzeniami, dodatkowymi scenami no i bez obrazków, to mogę tylko zachęcająco przyklasnąć. Czuję zresztą, że między innymi taki właśnie „popularyzatorski” cel przyświecał twórcom komiksu.

Zaś co do obrazków właśnie to powiem tyle – bardzo klasyczne kadrowanie, kreska w uproszczonym realistycznym stylu, czyli innym od tego, jakim Savoia operuje w Marzi. Rysunek i kolor głównie podporządkowane treści, konsekwentnie czyste i przystępne, co partiom nagiej, sprawozdawczej narracji dotyczącej eskalacji zbrodni służy lepiej niż próby graficznego podkreślenia drastyczności (podobnie zresztą działa język w powieści Faye). Inaczej rzecz ujmując – w trakcie lektury nie zastanawiałem się, dlaczego tutaj ta postać, to zbliżenie, ta wielkość kadru, bo wszystko poprowadzone jest płynnie, z opanowaniem, jakie partiami mogę porównać do narracji komiksów Paco Roki.

... uprzedzeń.
… uprzedzeń.

Na koniec przyznam – żal mi nieco kilku książkowych scen nieobecnych w adaptacji (np. wątek roweru i urodzin) oraz tych, których symboliki nie rozwinięto bardziej (scena z basenem, do jakiej odsyła zresztą okładka), ale to odczucie, które nie zrodziłoby się we mnie, gdybym nie przeczytał powieści przed komiksem. Jak byłoby w odwrotnej sytuacji? Nie wiem, ale może ktoś, kto się w niej znajdzie, zechce podzielić się ze mną swoimi odczuciami. Z chęcią podyskutuję.

Wydawnictwu Timof serdecznie dziękujemy za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Moje miejsce
Wydawnictwo: Timof Comics
Scenariusz: Marzena Sowa, na podstawie powieści Gaëla Faye
Rysunki: Sylvain Savoia
Tłumaczenie: Marta Duda-Gryc
Typ: komiks
Gatunek: obyczajowy/historyczny
Data premiery: 19.05.2025
Liczba stron: 124
ISBN: 9788368259094

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Łukasz "Justin" Łęcki
Łukasz "Justin" Łęcki
Dzieciństwo spędziłem przy komiksach TM-Semic, konsoli Pegasus i arcade’owych bijatykach. Od kilkudziesięciu lat sukcesywnie podnoszę stopień czytelniczego wtajemniczenia, nie obierając przy tym szczególnej specjalizacji. Fascynują mnie mity, folklor, omen, symbole – wszystko, co tworzy panoptyczny rdzeń ludzkiej wyobraźni. Estetycznie i duchowo czuję się związany z modernizmem, ale dzięki dzieciom i znajomym udaje mi się utrzymywać niezbędny poziom cywilizacyjnej ogłady. Nałogowo wizytuję antykwariaty książkowe i sklepowe działy słodyczy. Piszę też dla wortalu i czasopisma Ryms.
spot_img
Seria Marzi, dzięki której Marzena Sowa przebojem wbiła się w świat komiksu, wciąż pozostaje u mnie w przeciągającej się kolejce tytułów do nadrobienia. Wystarczający dowód talentu scenarzystki stanowi dla mnie jednak Powstanie Tom 1: Za dzień, za dwa – projekt, którego kontynuacji niezłomnie wyczekuję...Hymn małej ojczyzny. Recenzja komiksu Moje miejsce
Włącz powiadomienia OK Nie, dzięki