• BIBLIOTEKA
Więcej

    PRAWDA KRYJĄCA SIĘ W KŁAMSTWIE. Recenzja powieści Kocia kołyska

    Po wznowieniu zachwycającej powieści, jaką bez wątpienia była Rzeźnia numer pięć, wydawnictwo Zysk idzie za ciosem i serwuje nam utrzymaną w takiej samej szacie graficznej Kocią kołyskę – jedno z najbardziej znanych dzieł Kurta Vonneguta i jednocześnie historię, która zapewniła mu miejsce wśród gigantów literatury. Jak się można spodziewać, autor po raz kolejny zabiera nas w nim na szaloną jazdę bez trzymanki, splatając w jedno fakty, fikcję spod szyldu szeroko pojmowanej fantastyki i absurdalny humor podszyty olbrzymią dawką satyry. Efekt finalny zwala z nóg, pokazując, dlaczego o Vonnegucie wciąż się pamięta i zachwyca jego pracami, podczas gdy masa autorów – próbujących połączeń tak karkołomnych jak jego własne – dawno popadła w zapomnienie.

    John każący nazywać się mianem Jonasza, chciał napisać książkę Dzień, w którym nastąpił koniec świata, ale nie wyszło. Miała to być opowieść traktująca o tym, co wielcy ludzie robili w chwili, kiedy na Hiroszimę spadła bomba atomowa. Miała opowiadać też o Feliksie Hoenikerze, jej twórcy. To miał być dokument. To miała być książka chrześcijańska. Ale powstało coś zupełnie innego – opowieść o bokononizmie, religii zakładającej, że kłamanie, które da ludziom odwagę, dobroć, zdrowie i szczęście jest jak najbardziej pożądane. Nie ma w niej słowa prawdy, tak jak słowa prawdy nie ma w Księdze Bokonona, ale o to przecież chodzi, bo w kłamstwie może kryć się więcej prawdy, niż myślicie. I tak oto Jonasz opowiada nam o tym, jak zawsze zjawiał się tam, gdzie powinien. I jak pisarskie śledztwo w sprawie pewnej substancji przywiodło go w miejsce, które odmieniło jego postrzeganie świata. A także o owego świata końcu…

    Są takie książki, że już po pierwszym zdaniu czytelnik wie, czy odłoży je za chwilę na półkę, czy nie wypuści z rąk do samego końca. Wiele czytałem takich dzieł, gdzie pierwszy akapit był bagnem, przez jakie ciężko było przebrnąć – tu mógłbym w nieskończoność wymieniać choćby współczesne thrillery czy typowe obyczajówki pełne psychologii głębokiej jak kałuża – a resztę pochłaniałem, wyłączając myślenie i odliczając kolejne strony, z monotonią dziecka odmierzającego minuty tej ostatniej lekcji przed wakacjami. Niewiele natomiast spotkałem książek, których pierwsze zdanie porwałoby mnie tak, że nie potrafiłem wypuścić ich z ręki, choć gonił czas i obowiązki. Do tej drugiej, jakże chlubnej grupy, zaliczyć mogę powieści Johna Irvinga, Philipa Rotha, Richarda Flanagana, Chucka Palahniuka, niektóre z utworów Stephena Kinga, opowiadania Amy Hemepl, a wreszcie także prace Kurta Vonneguta. Kocia kołyska natomiast to zdecydowanie jedna z jego najlepszych powieści. Rzecz chyba lepsza nawet od Rzeźni numer pięć, traktowanej niczym jego opus magnum, wciągająca, poruszająca, bawiąca i skłaniająca do myślenia. Coś, po czym zupełnie inaczej patrzy się na świat. I jeśli to nie jest właśnie wyznacznik naprawdę wybitnej (i ambitnej) lektury, to chyba takiego już nie znajdę.

    A przecież to wszystko mogło się nie udać. Bo sami przyznacie, że połączenie stylów, gatunków i motywów jest tutaj wręcz karkołomne. Poza tym na pierwszy rzut oka całość nie uderza oryginalnością, bo zarówno tematy religijne, rozważania nad prawdą, wolną wolą, dobrem, złem, relacjami międzyludzkimi i tymi na linii człowiek-technologia, jak i kwestia utopii/anty-utopii to rzeczy nawet pól wieku temu, kiedy Kołyska debiutowała na rynku, doskonale znane. Czasem Vonnegut ociera się tu o elementy rodem z Jądra ciemności, czasem sięga do krytyki zimnowojennej paranoi, w którą wplata wątki biograficzne, nierozerwalnie związane u niego z tematem drugiej wojny światowej – za każdym razem jednak robi to w sposób genialny i absolutnie zachwycający. I jakże przy tym świeży.

    Co o tym decyduje? Oczywiście sposób, w jaki pisarz wszystko to nam podaje. Jego styl jest dość prosty, ale nie po to, by ułatwić nam odbiór całości. To nie prostota współczesnych książek spowodowana powierzchownym podejściem do tematu i brakami warsztatowymi. Wręcz przeciwnie, to literacka asceza wynikająca z umiejętności omijania niepotrzebnych słów, z jednoczesnym ich uwielbieniem i rozsmakowaniem się w samym procesie pisania. Widać w nich też inteligencję, talent i wielkie wyczucie, dlatego niezależnie od materii kwestii poruszanych przez Vonneguta, każda z nich jest równie zachwycająca i doskonale połączona z pozostałymi. Efekt finalny poraża jednak nie tylko dlatego. Autor potrafi wyzwolić w nas najróżniejsze emocje, rozśmieszyć nas, a za chwilę zdzielić po głowie obuchem siekiery, przypominając, że pod zabawną powierzchnią kryje się jakże przerażające wnętrze. Przerażające tym bardziej, że jest takie prawdziwe, takie życiowe i tak bardzo odnosi się do każdego z nas.

    Kochać dobrą literaturę, a nie znać dzieł Vonneguta po prostu nie wypada. Dlatego powinniście jak najszybciej sięgnąć po jego powieści i opowiadania, bo to jedne z najlepszych dzieł, jakie można sobie wyobrazić – szczególnie że teraz najsłynniejsze z nich doczekały się pięknych wznowień. Oczywiście nie jest to literatura dla każdego, nie wszyscy trawią ambitne treści i nie boją się myślenia, ale jeśli wy należycie do tej grupy, będziecie Kocią kołyską (i nie tylko) zachwyceni.

    Dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka za udostępnienie książki do recenzji.

    SZCZEGÓŁY:

    Tytuł: Kocia kołyska
    Data premiery: styczeń 2019
    Autor: Kurt Vonnegut
    Gatunek: fantastyka / literatura antywojenna / satyra

    Ocena: 8.5

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + głęboka, mocna i poruszająca historia
    + doskonałe, literacko satysfakcjonujące wykonanie
    + piękne wydanie

    Minusy:
    - brak

    Dodaj komentarz

    avatar
    Michał Lipka
    Michał Lipkahttps://ksiazkarniablog.blogspot.com/
    Rocznik 88. Próbuje swoich sił w pisaniu, w tworzeniu komiksów także. Przede wszystkim jednak czyta - dużo, namiętnie i bez chwili wytchnienia. A potem stara się wszystko to recenzować. Prowadzi także książkowego bloga https://ksiazkarniablog.blogspot.com