• ŚWIAT KOMIKSU
Więcej

    Samogon w świetle księżyca. Recenzja komiksu Księżycówka tom 1

    Brian Azarello i Eduardo Risso to legendarni już twórcy. W Polsce znani są przede wszystkim ze znakomitej serii 100 naboi. Cykl, oryginalnie wydawany przez nieistniejącą już oficynę Mandragora, został ostatnio wznowiony nakładem Egmontu. Duet zdaje się mieć dobrą passę, ponieważ we wrześniu ubiegłego roku wydawnictwo Mucha Comics wydało pierwszy tom ich najświeższego dzieła – Księżycówki.
    Akcja Moonshine rozgrywa się w czasach prohibicji, kiedy gangsterzy pokroju Ala Capone dorabiali się fortun na handlu nielegalnym alkoholem. Tytułowa księżycówka to nic innego, jak amerykański odpowiednik rodzimego bimbru.
    Jako że i w naszym kraju lokalne i domowe gorzelnictwo ma spore tradycje często stanowiące tło (a przynajmniej nieraz wysuwające się na pierwszy plan) spotkań towarzyskich, tak i my zasiedliśmy w szczupłym, odpowiadającym ilościowo autorskiemu, redakcyjnym gronie nad egzemplarzem akcyzowanej Księżycówki, spragnieni doznań zapowiadanych przez uznanych destylatorów.

    Tomxyz: Azarello i Risso nie patyczkują się z czytelnikiem, rzucając go w wir akcji już od pierwszych stron komiksu. Następnie fabuła spowalnia nieco, przedstawiając nam głównego bohatera. Lou nie jest nikim istotnym, to podrzędny gangster nie wyróżniający się niczym szczególnym, jeśli nie liczyć ładnej buźki. I nieskrywanej słabości do alkoholu, po którym zwykle urywa mu się film. Mimo to dostał od swojego szefa odpowiedzialne zadanie nakłonienia lokalnego bimbrownika do współpracy. Jak się niebawem okaże, załatwienie dostawy samogonu wcale nie będzie takie proste.
    W typowym dla siebie stylu Azarello powściągliwie odkrywa karty, pozostawiając odbiorcy miejsce na domysły i samodzielne zgłębianie powoli rozwijającej się fabuły. Paradoksalnie akcja w komiksie toczy się wartko, a trup ściele gęsto. Scenarzysta zaś umiejętnie dawkuje informacje, potęgując poczucie niedosytu czytelnika, zachłannie połykającego kolejne strony.

    Justin: Składowe fabuły to kolejny dowód wiadomej sprawności Azzarello jako znawcy formuł literatury popularnej, estetyki noir i wyczucia, z jakim wzbogaca całość o detale obyczajowe. Stąd łatwo przychodzi wyodrębnienie surowców, wchodzących w skład tej receptury, a wprost podanych dawno temu przez Franka Millera w tytule jednego z tomów serii Sin City: Girlsy, gorzała i giwery. Bohater Księżycówki, piękniś o słabości do kobiet i alkoholu, to postać o takim właśnie Millerowskim rodowodzie, co podkreślają charakterystyczne dla tej narracji wtręty myślowe. Ale w obcym dla siebie środowisku bohater nie będzie miał zbyt wielu okazji do prowadzenia monologów wewnętrznych. Choć znajduje tu wszystko, co lubi najbardziej, to szybko okazuje się, że do lokalnych specjałów obojga rodzajów potrzeba mocniejszej głowy. Jak to poskładać, wie tylko głowa Azarello. Jednak nie oszukujmy się – od przepisów, jakimi posługuje się w swoim samogonowym procederze scenarzysta, większe wrażenie robi aparatura, którą do tegoż celu udostępnił Risso.

    Tomxyz: Risso przyzwyczaił nas już do pewnego poziomu swoich ilustracji. Choć jego styl od lat jest pozornie niezmienny, wciąż ewoluuje. Widać to chociażby po liczbie szczegółów wypełniających tło w kadrach, odważnych eksperymentach ze światłocieniem czy zabawach paletą kolorów. Rysunki są jak zawsze proste, czytelne i niesamowicie schludne. Nieukrywany podziw wzbudza we mnie swoboda, z jaką rysownik operuje czernią, która jest w jego rękach niewiarygodnie sugestywna. Świetnie łączy się to ze specyficzną, bardzo komiksową techniką artysty, nadając powieści charakter idealnie pasujący do estetyki noir.

    Justin: Jego klasy jako rysownika nie trzeba tutaj podkreślać, ale warto zwrócić uwagę na dwie sprawy. Po pierwsze Risso objawia się jako kolorysta, kapitalnie wypełniający swoje charakterystyczne, oparte na czarnej plamie i cienkim konturze kompozycje. Oszczędne kolory współgrają z miejscem i nastrojem akcji, często w niezmiennej, poddanej dominującej barwie tonacji obejmując sekwencję kilku kolejnych plansz. Wszystko to bardzo uplastycznia odbiór: jest granat nocy, oranż ogniska, szarość wnętrz. No i niezawodnie wybijająca się w tej palecie czerwień krwi. A tej nie brakuje.

    Tomxyz: Kluczem jest tu źródło światła. Monochromatyzm plansz zazwyczaj reprezentuje poszczególne pory dnia. W godzinach porannych i popołudniowych dominują kolory pastelowe – odcienie beżu i szarości. Gdy zaś słońce zaczyna zachodzić za horyzont, pojawia się pomarańczowe oświetlenie, skontrowane jasnoniebieskim cieniem. Domeną nocy są natomiast granaty i fiolety. Czerwona tonacja jest niemal zawsze obecna we wspomnieniach Lou. Jak się pewnie domyślacie – krwawych.

    Justin: Po drugie Risso ujawnia też swoje malarskie zacięcie – wprawdzie tylko na bodaj trzech planszach, ale jest to ciekawy, atrakcyjny akcent, formalnie umotywowany retrospekcją bohatera. Dodatkowo plansze te wyróżniają się klasycznym kadrowaniem, to również udany zabieg. I w sumie jeszcze po trzecie – Risso, który przyzwyczaił fanów do wirtuozerii w przedstawianiu miejskiej scenerii, równie dobrze radzi sobie pośród szop i lasów. Ten facet po prostu wie, jak wpuścić powietrze w kadry. I wypuścić je z czytelnika.

    Tomxyz: Gdy za rysunki bierze się Risso, gwarantuje on perfekcyjne w swojej klasie graficzne rzemiosło. Uczta dla oka w typowo komiksowym stylu, gdzie kadry znakomicie opowiadają historię. Po Azarello z kolei można spodziewać się swego rodzaju… nieprzewidywalności (sic!). W Księżycówce mamy tak wiele różnych, pozornie sprzecznych ze sobą elementów, że aż dziw bierze, jakim cudem autorowi scenariusza udało się je wszystkie wrzucić do jednego worka i zupełnie bezboleśnie scalić w spójną opowieść. Mamy tu noir, horror, sensację, voodoo, gangsterów, południe… długo by wymieniać. Fabuła jest tak sprytnie skonstruowana, że pozostawia czytelnikowi wiele pola do snucia domysłów. Z drugiej strony, wymaga to od odbiorcy skupienia i dużej ilości uwagi podczas lektury. Jeśli czytając, nie lubicie angażować swoich zwojów mózgowych, to raczej nie pokochacie tego komiksu. W przeciwnym razie polecam Wam jak najszybciej po niego sięgnąć.

    Justin: Azzarello postanowił zmieszać czysto gangsterską intrygę z mętną (nie tylko z definicji) porcją mumbo-jumbo i cóż – nie tworzy to, na razie, wyjątkowego smaku, ale przynajmniej go zapowiada, jeśli ktoś nie weźmie tych obietnic za typowe znamiona cwaniactwa właściwego przedstawianym w Księżycówce nielegalnym interesom. Żaden z wątków nie został w obrębie tomu domknięty na tyle, by dać pomocne oparcie w rozumieniu spodziewanych rozwinięć, a najciekawsze z nich, dla mnie reprezentowane przez dwie pojawiające się obok Lou kobiety i postać „il cacciatore”, są wręcz mgliste. Celowo? Wierzę, że tak, ufny w końcową jakość produktu. Bo stadium, z którym mamy obecnie do czynienia, to dopiero początkowa fermentacja. Myślę, że duet Azzarello-Risso wymusza na nas poniekąd abstynencję. A tu człowiek chciałby sobie od razu golnąć! Nie jesteśmy, nomen omen, w pełni szczęścia. Za to pełni oczekiwań: który z wpływów będzie miał większe znaczenie, alkoholu czy księżyca?

    SZCZEGÓŁY:

    Tytuł: Księżycówka – tom 1
    Wydawnictwo: Mucha Comics
    Typ: komiks
    Gatunek: noir/horror
    Data premiery: Wrzesień 2018
    Autorzy: Brian Azarello, Eduardo Risso
    Liczba stron: 152

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + wierny klimat czasów
    + nienaganny warsztat
    + domieszka czynników nadprzyrodzonych
    + ciekawie rozwijająca się fabuła

    Minusy:
    - nieco chaotyczne rozmieszczenie wątków
    - dużo pytań, mało odpowiedzi

    Dodaj komentarz

    avatar
    Tomasz V. Nguyen Xuan
    Tomasz V. Nguyen Xuan
    Sinolog z wykształcenia, komiksofil z wyboru. Cenię dobrym film, animację, sztukę, stand-up, grę czy serial. Posiadam dosyć szerokie spektrum zainteresowań począwszy od kulinarnych, poprzez sport, na podróżach kończąc. Uwielbiam doświadczać wszystkiego co ma potencjał by mnie ubogacić. Staram się rozwijać wszechstronnie. W wolnych chwilach kontempluję.