SIEĆ NERDHEIM:

Nie wierz we wszystko, co ci obiecują. Recenzja książki Znachor Michała Śmielaka

Znachor Michała Śmielaka, okładka
Znachor Michała Śmielaka, okładka

Na wstępie muszę zaznaczyć, że do debiutów mam stosunek bardzo ambiwalentny i rzadko który początkujący pisarz potrafi sprawić, żebym była usatysfakcjonowana lekturą jego książki. Nie zmienia to jednak faktu, że sięgam po takie pozycje dość często (czasem świadomie, czasem nie), a potem… Cóż, potem to już różnie bywa. Na szczęście, jeśli chodzi o debiutancki kryminał Michała Śmielaka, to wyjątkowo nie bolało.

Historia zaczyna się z wysokiego C. Obserwujemy nieznanego sprawcę, który dokonuje brutalnego mordu przez powieszenie na łańcuchu faceta, który podawał się za znachora i uzdrowiciela. Od zdesperowanych ludzi brał ogromne pieniądze, nie oferując w zamian nic… I właśnie takich ludzi na celowniku ma sprawca: kłamców udających, że potrafią wyleczyć chorego nawet z najgorszej choroby, jak rak w zaawansowanym stadium; szarlatanów dających nadzieję ludziom, którzy już nigdzie jej znaleźć nie mogą. A żeby było jeszcze ciekawiej, to morduje ich na modłę historyczną z czasów polowań na czarownice: powieszenie na łańcuchu, spalenie żywcem, łamanie kołem… Wachlarz metod zaiste jest całkiem spory, a i morderca scenę zbrodni przygotowuje nader pieczołowicie, dążąc do wyznaczonego sobie celu.

W tę sprawę zupełnym przypadkiem zostaje wplątany Krzysiek Szorca, dwudziestokilkuletni student historii, który u lekarza słyszy wyrok śmierci – nieoperacyjny glejak. Chłopak według medyków ma szansę na raptem sześć miesięcy życia. Załamany, przypadkiem widzi w telewizji program o znachorze. Pod wpływem alkoholu postanawia wysłać maila do tego człowieka i tym oto sposobem poznaje Jakuba – faceta, który uleczył ze śmiertelnej choroby ówczesną panią prezydentową. Namówiony przez niego, jedzie do jego domu, w którym Jakub mieszka wraz z żoną Weroniką… I tutaj cała sprawa zaczyna się wyraźnie komplikować.

Początkowo autor podrzuca nam kilka różnych wątków, które jednak bardzo szybko zazębiają się w jedną, spójną całość. Jak na kryminał przystało, mamy tu mordercę, który zabija na różne sposoby, przez co policja nie potrafi powiązać tych zbrodni i traktuje je jako pojedyncze przypadki. Do kompletu jest również policjant, a właściwie dwóch przedstawicieli prawa: Henry, przyjaciel Jakuba i Weroniki, mundurowy z Dubiecka, oraz Marek, brat Krzyśka, pracujący w wydziale kryminalnym komendy głównej w Warszawie. Jest również potencjalna ofiara w osobie uzdrowiciela Jakuba, i na koniec Krzysiek, który w całą tę aferę wpada całkowicie przypadkowo. Jako student historii Szorca okazuje się świetnym źródłem dodatkowych informacji dla Henry’ego, który zaczyna wreszcie łączyć fakty i tworzy wraz z Jakubem i Krzyśkiem profil mordercy. Bohaterowie przedstawieni są solidnie, a Krzysiek, jako główny bohater, wzbudza ogromną sympatię. Szczególnie kupiło mnie jego poczucie humoru – sarkastyczne, ironiczne i dość złośliwe, takie, które idealnie do mnie przemawiało.

Największe wrażenie wywarł na mnie research autora w kwestii historii czarownic. Obecnie jest to dość nośny temat, chociaż często traktowany w książkach trochę po macoszemu – tutaj było widać, że Michał Śmielak postanowił solidnie przygotować się do pisania Znachora. Sposoby mordowania są powiązane historycznie z miejscem zbrodni (jak np. piec do palenia czarownic w Nysie) bądź są wzięte żywcem z rozpraw sądowych przeciwko czarownicom i mają udokumentowanie w dawnych papierach. Jeśli lubicie historię, to będziecie z całą pewnością usatysfakcjonowani.

Autor nie epatuje przemocą, chociaż nie brakuje tu brutalnych opisów mordów. Nie są one jednak przedstawione na wyrost, raczej utrzymują pewien poziom estetyki, dzięki czemu czytelnika nie odrzuca i nie mdli w trakcie lektury. Przestrzec jednak muszę co wrażliwszych, że nie ma tu praktycznie strony, gdzie nie padają bluzgi – mnie to nie przeszkadzało, ale wiem, że wiele osób to razi. Przekleństwa nie są jednak używane jako przecinki, ich zastosowanie ma swoje dość logiczne uzasadnienie i mnie one nie wadziły w lekturze. Zagadka kryminalna jest poprowadzona w sposób przemyślany, czytelnik ma co chwila podsuwane fałszywe tropy, a zakończenie pozostawia człowieka z myślą, co to się właśnie stało… Przyznam, że autor wodził mnie za nos przez całe pięćset stron książki, za co jestem mu ogromnie wdzięczna, bo ani przez chwilę się nie nudziłam.

Jedyny mankament, jaki znalazłam w tej książce, to momentami dość nieprawdopodobne zwroty akcji i rozwiązania trochę na zasadzie deus ex machina. Dodatkowo autor na końcu książki przyznaje, że początkowo planował napisać romans i to, niestety, widać. Za Krzyśkiem, zwykłym, przeciętnym studentem historii, oglądają się dosłownie wszystkie kobiety: Weronika, lekarka, do której trafia na dodatkowe badania, czy policjantka, która pomaga Henry’emu w rozwiązaniu sprawy. Drażniło mnie to, bo jednak w aż takie cuda to ja nie wierzę, ale jeśli przymknie się na to oko, to mamy ze Znachora całkiem zacny kryminał.

Jak na debiut, to powieść wypadła bardzo dobrze. Ciągłe utrzymywanie napięcia, lekki i nieco sarkastyczny styl pisania oraz spora doza ciekawostek historycznych zapewniły mi rozrywkę na kilka wieczorów. Autor nie ustrzegł się kilku błędów, ale są one do wybaczenia na tyle, że już czekam na drugi tom tej historii, ciekawa, czym teraz zaskoczy mnie Michał Śmielak.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Znachor
Wydawnictwo: Initium
Autor: Michał Śmielak
Data premiery: 18.03.2021
Liczba stron: 524

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

spot_img

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze