SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Mieszana rodzina zastępcza w zestawie powiększonym. Recenzja książki Wszystko zostaje w rodzinie

    KorektaVivique
    Ostatnie dni Jacka Sparksa - okładka książki. Niedocenionej książki.
    Wyją sobie do księżyca. Ona i jej wewnętrzny wilk. Ja natomiast mogę przestać wyć do książki, bo robi się coraz normalniej.

    Po przeładowanym fantazjami harlequinie oraz dwóch fabularnie wybrakowanych (ale za to narcystycznie wypakowanych) tomach seria o Dorze Wilk w końcu ochłonęła. Po czterech próbach rzeczywiście zaczyna przypominać klasyczne urban fantasy, pod które tak długo próbowała się podszyć. Tylko że to nadal żaden szczególny powód do radości. 

    Wkrótce po tym, jak Dora zagarnęła dla siebie wszystkie możliwe moce przewidziane gatunkową konwencją, przyszła pora, aby w końcu zmierzyć się z konsekwencjami. Tak dokładnie, to musi wziąć na barki odpowiedzialność za członków swojej fantastycznej przyszywanej rodzinki. W okolicznym Trójprzymierzu w tajemniczych okolicznościach zaczynają ginąć kolejne wampiry. Nie wygląda to jednak na robotę godnego następcy Van Helsinga. Zamiast oderwanych łbów, połamanych kołków i rozrzuconego czosnku jest samobójcze zażywanie kąpieli słonecznych. Podopieczni lokalnego księcia wampirów po prostu wychodzą przywitać poranek, by po chwili zmienić się w pył. Dora zmuszona jest zainterweniować, zanim to jej przybrani synowie postanowią poprawić opaleniznę. W tym samym czasie źle się dzieje również w stadzie, którego wiedźma jest honorową alfą. Gdy grupa zbuntowanych wilków niemal zabija ją w ciemnym zaułku (tak, naprawdę trudno uwierzyć, że Dora dostała porządnie po tyłku) struna zostaje przegięta, a bohaterka zaczyna traktować sprawę bardzo osobiście. Poza klasyczną nadnaturalną robotą na głowie wiedźmy ląduje także zakamuflowane napięcie seksualne (takie niezakamuflowane także) oraz rozstanie spod znaku “musimy od siebie odpocząć”. O dziwo, to ten pierwszy zestaw problemów tym razem okazuje się ważniejszy. 

    Coraz bliżej urban fantasy, coraz bliżej urban fantasy…

    Serię o przygodach Dory Wilk bardziej niż wariację na temat urban fantasy przypomina literacki eksperyment opierający się na nieprzyzwoitym fantazjowaniu o niesamowitości głównej bohaterki. Pierwszy tom był paranormalnym romansem, sprowadzającym każdy element świata do seksualnych odniesień oraz raczej słabego flirtowania. Drugi stanowił maraton doładowań i niekończących się zachwytów, natomiast trzeci hasał daleko poza granicami dobrego smaku i narcystycznych zapędów głównej bohaterki. Po tak burzliwych przejściach z cyklem można było się już przyzwyczaić do stylu autorki, a od kolejnych części oczekiwać jeszcze większych wariactw. Dlatego po czwartym tomie spodziewałem się wszystkiego  w tym zwycięstwa Dory z Buddą w konkursie mokrego podkoszulka, zdeklasowania hinduskiej Kali w pojedynku na łapki, czy nawet Kronosa wdzięcznego za zaparzenie ziółek na niestrawność. Tymczasem okazuje się, że Jadowska już wcześniej osiągnęła szczyt (Dora również, ale w zupełnie innej dyscyplinie) zwariowanych pomysłów. Autorka zeszła na ziemię, a nowa historia staje naprawdę blisko klasycznych fantastyczno-kryminalnych historii. 

    Wszystko zostaje w rodzinie może pochwalić się przede wszystkim przyzwoitą fabułą. Tym razem wydarzenia opierają się na przeplatających się dwóch istotnych wątkach, które wyjątkowo nie zostają rozwiązane za sprawą jednego uśmiechu, napuszonej gadki o zajebistości, czy Lucyfera na szybkim wybieraniu. Zamiast tego wymagają planowania, podchodów, knucia i dochodzenia (tym razem nie takiego jak zwykle!). Czwarty tom tak bardzo zbliża się do klasycznych tytułów spod znaku magii i miasta, że Dora w tym szaleństwie zaczęła nawet rzucać zaklęcia i odczyniać uroki. I to tak na pełnym wypasie  ze świecami, magicznymi kręgami i inkantacjami zapisanymi na karteczce. Niestety jeżeli chodzi o utrzymywanie tajemnic, wodzenie za nos albo zaskakiwanie fabularnymi przewrotkami, to już zupełnie inna bajka.  

    - Łoo pani, kto to pani tak sponieiwerał - Dora chyba właśnie zobaczyła, co się wyprawiało w poprzednich tomach.
    – Łoo pani, kto to pani tak sponieiwerał – Dora chyba właśnie zobaczyła, co się wyprawiało w poprzednich tomach.

    Na posiadaniu sensownej fabuły i powstrzymywaniu się przed chodzeniem na skróty większe zalety czwartego tomu w zasadzie się kończą. Reszta to już powtórka ze wszelkich manieryzmów wczesnej Jadowskiej. Główna bohaterka nadal irytuje rozbuchanym ego, natomiast postaci drugoplanowe pozostają zupełnie jednowymiarowe. Towarzyszów Dory można łatwo podzielić na tych, którzy chcą z nią kopulować i tych, którzy po prostu jej nie lubią… no i tych, którzy jej nie lubią, bo chcą z nią kopulować. Najgorzej jak zawsze przedstawione są czarne charaktery. Złoczyńcy nie błyszczą intelektem, o charyzmie nawet nie słyszeli, a pokonani zachowują się jak irytujące dzieci, zrzucające winę na innych. Wszystko po to, by wypaść jak najgorzej przy głównej bohaterce i by blask jej niezwykłości rozświetlał mroki przeciętności. Mdła kreacja postaci jest oczywistym skutkiem skrajnego merysuizmu, który od początku był głównym elementem oraz największą wadą całej serii.   

    Wszystko zostaje w rodzinie zbliża się do klasycznego schematu urban fantasy. Znajdziemy tu typową fabułę, trochę akcji, kryminalną zagadkę i nieco więcej konieczności wychodzenia z opresji. Pojawia się nawet magia i porządnie skopany tyłek. Wiele rozwiązań nadal jednak przypomina, że hymn pochwalny ku czci idealnej bohaterki wciąż rozbrzmiewa tutaj w najlepsze. Czwarty tom Heksalogii o wiedźmie merda sobie nóżkami, zawieszony gdzieś pomiędzy oklepanym urban fantasy a rozbuchanymi fantazjami. Czyni to z tytułu jedyną jak na razie książkę w serii, o której zapomni się zaraz po jej przeczytaniu. 

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Wszystko zostaje w rodzinie
    Cykl: Heksalogia o wiedźmie
    Wydawnictwo: SQN
    Autor: Aneta Jadowska
    Data premiery (wznowienia): 24.06.2020
    Gatunek: Urban Fantasy

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + sensowny i całkiem wciągający wątek główny
    + brak natarczywego uwielbienia głównej bohaterki
    + znacznie mniej charakterystycznych elementów serii
    + nie tak nachalne podróżowanie na fabularne skróty
    + skupienie się na akcji, a nie flirtowaniu

    Minusy:
    - wątek główny bez zaskoczeń
    - dość przeciętna historia
    - nadal sporo klasyczny zagrywek psujących fabułę

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Wojciech Bryk
    Wojciech Bryk
    Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x