SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Hej, stary? Czy Ty na pewno jesteś człowiekiem? Recenzja książki Coś

    KorektaSlycho
    Coś - okładka książki z tym czymś na pierwszym planie
    Coś – okładka książki z tym „czymś” na pierwszym planie

    Wyciąganie niezidentyfikowanych obcych ciał z jaskiń, kraterów, grobowców oraz innych rzadko odwiedzanych miejsc zazwyczaj nie kończy się dobrze. Delikwent, zamiast pozwolić się badać dla ziemskiego „lepszego jutra”, daje dyla z laboratorium i robi sobie trzewiczki ze światłych umysłów. My już o tym doskonale wiemy, ale ponad 80 lat temu ktoś musiał przekonać się o tym na własnej skórze. 

    Przyjemność z czytania wznowionej mikopowieści Johna W. Campbella wypływa przede wszystkim z faktu, że oto obcujemy z pewnym elementem klasyki. Oparta jest na miłości, jaką fani gatunku pałają do pokracznego „cosia”, którego kino już nierozerwalnie połączyło z Johnem Carpenterem. Obrzydliwe, odpychające i śniące się po nocach kosmiczne stworzenie zapewniło sobie miejsce przy najlepszym stoliku w panteonie klasyki horrorów science-fiction. I tam, wspólnie z Obcym, Muchą i Porywaczami ciał, będzie sączył krwawe drinki do dnia, gdy kino i popkultura znikną w cieniu atomowego grzyba. Klimatyczne wydanie tekstu Campbella na nowo rozpala uczucie do gatunku. Jednak bez uprzedniej iskierki może okazać się dość przeciętnym doświadczeniem i zaledwie muzealną ciekawostką.

    Wydawnictwo Vesper lubi straszyć... i to na różne sposoby
    Wydawnictwo Vesper lubi straszyć… i to na różne sposoby

    Grupa naukowców stacjonujących na Antarktydzie pewnego dnia odnajduje ciało obcej istoty (natomiast dla podkreślenia pokojowego nastawienia naszej rasy zupełnie przypadkowo wysadzają w powietrze statek przybysza). Nietypowe odkrycie rozbudza wyobraźnię i może okazać się przełomowym krokiem dla ludzkości. Dlatego też badacze zabierają ciało ze sobą, by wielokrotnie się nad nim pochylić i przekonać, co kryje w swoim wnętrzu. Potwór jednak, mimo że zamrożony od setek lat, po otrzymaniu odrobiny ciepła zaczyna robić się ruchliwy i ciekawy świata. Wstaje z łóżka, rozpoczyna rozpoznanie i proces przystosowania, by wkrótce przejść do planu przejęcia władzy nad światem (takie przyjemniaczki zazwyczaj nie robiłyby nic innego, jak tylko adaptowały się, podbijały i pożerały). Na domiar złego główną przewagą obcego jest zdolność do imitowania każdej żywej istoty. Gdy obcy znika z pola widzenia, członkowie ekspedycji zdają sobie sprawę, w jak trudnej znaleźli się sytuacji. Na krańcu świata, pośród śnieżnej pustki, odcięci od świata i zamknięci na stacji z potworem, który może być każdym z nich. Naukowcy muszą stawić czoła nie tylko morderczemu kosmicie, ale również panice, narastającej paranoi oraz pytaniu: co tak naprawdę czyni nas ludźmi?

    Opowiadanie Campbella ma wiele wspólnego z maszkarą z kosmosu, o której opowiada. Spokojnie, to nie tak, że jest owłosione, ma macki i rusza się pomimo tego, że nie powinno. Po prostu podobnie jak tytułowe Coś, tekst Campbella w swojej właściwej formie przeleżał  długo w uniwersyteckiej szufladzie, czekając, aż ktoś się do niego dokopie. Po przeszło 80 latach powraca, by przypomnieć nam, że klasyk Carpentera jest jedynie adaptacją i to luźną niczym stawy występującego w niej potwora. Pomimo powrotu w efektownej szacie jest to jeden z tych nielicznych przykładów, gdy ekranizacja jest znacznie lepsza niż książkowy oryginał.

    Za tą niewinnie wyglądającą okładką skrywa się naprawdę wiele...
    Za tą niewinnie wyglądającą okładką skrywa się naprawdę wiele…

    Coś, chociaż jest zapomnianym ojcem klasyki, nie robi tak dobrego wrażenia jak jej drugi kinowy potomek (pierwszym był czarno biały film Istota nie z tego świata z 1951 roku). Opowiadanie Campbella jest nieco pozbawione charakteru, momentami mocno chaotyczne i nie należy do zbyt porywających. Może to poprzeczka zbyt wysoko postawiona przez znany od dawna film, a może to podświadome porównywanie dzieła Campbella do twórczości Lovecrafta (w końcu podobieństwo do W górach szaleństwa jest naprawdę spore). Najpierw zostajemy zasypani kwestiami technicznymi z życia w placówce badawczej, później szalonymi (i niezwykle dokładnymi) analizami pochodzenia obcego, a na koniec zalewa nas fala zupełnie anonimowych figur. Autor postawił na bohatera zbiorowego, jednak tempo, w jakim prowadzona jest historia, sprawia, że postaci zamieniają się w strumień niewiele mówiących nazwisk przelewający się przez kolejne strony. Jedyną osobą, do której mamy szanse zapałać uczuciem, jest poczciwy MacReady (noszący w mojej głowie brodatą facjatę Kurta Russela). Jednak nawet on nie miał zbyt wiele czasu, by rozżarzyć budzącą się do niego sympatię.

    Wszystko dlatego, że we wsiąknięciu w klimat stacji badawczej przeszkadzał narracyjny chaos wkradający się w niektóre fragmenty (niestety nie wynikał on z obecności kosmity na stacji). Akcja momentami przeskakiwała z miejsca na miejsce, a w pewnych momentach można było odnieść wrażenie, że z opisów zostały wyrwane całe zdania, mocno szkodząc w ten sposób płynności. Cierpiała na tym spójność, a co za tym idzie, obrywało się klimatowi. 

    Gotowy materiał na tatuaż (i nocne koszmary)!
    Gotowy materiał na tatuaż (i nocne koszmary)!

    Atmosfera stanowiła jednak najmocniejszy element w Coś. Zaskakujące jest, w jak innym kierunku historię Campbella poprowadził Carpenter. Pisarz w opowiadaniu skupia się bowiem przede wszystkim na poczuciu zagrożenia, niepewności i narastającej paranoi. Sięga po motyw strachu przed nieznanym, tak świetnie wykorzystywany przez Lovecrafta, i miesza go z pytaniem o to, co czyni nas ludźmi. Motyw ten w paru momentach naprawdę świetnie wybrzmiewa i wywołuje ciarki. Pod tym względem pomysł amerykańskiego autora nie zestarzał się ani trochę. I naprawdę szkoda, że opowiadanie pod paroma względami sprawia wrażenie niedokończonego szkicu. Z tego też powodu tekst Campbella stanowi bardziej ciekawostkę w rękach miłośników kina grozy niż pełnoprawny chwytający za gardło tytuł.

    Wyjątkowość tekstu podkreśla jednak bardzo wyraźnie wydanie, jakie zaoferowało nam wydawnictwo Vesper. Klimatyczne rysunki Macieja Komudy są gotowymi materiałami do tatuowania ich sobie w ukochanych miejscach. Natomiast okładka? Ta urocza, przesłodka i niewinna grafika robi niesamowite wrażenie. Próżno szukać takich na półkach w księgarniach. Mało który horror ma w sobie w ogóle tyle ikry, aby móc marzyć o podobnej. Gdy jednak zapoznamy się już z zawartością książki, można odnieść wrażenie, że to nieco usilne odświeżanie staruszka, który nie ma w sobie już zbyt wiele werwy. Okładka owszem jest ekstremalnie klimatyczna, jednak bardziej pasowałaby na okładkę edycji kolekcjonerskiej filmu Carpentera (z mikropowieścią jako interesującym dodatkiem). Podobnie jest z ilustracjami w środku. Są świetne, ale niewiele wspólnego mają z samym opowiadaniem. W nim bowiem głównym elementem jest niepokój i niepewność, a kojarzone z tytułem straszydła przewijają się co najwyżej w dwóch czy trzech linijkach tekstu. Oprawa Coś jest po prostu filmowa, a Vesper zrobił z opowieścią Campbella, to co uczynił Caprenter wydawnictwo wyciągnęło z niej to, co się im podobało. 

    Coś w nowym wydaniu stanowi przede wszystkim interesującą ciekawostkę dla maniaków horroru i kina grozy. Tekst Campbella wzbogacony jest o przedmowę, wprowadzenie, posłowie, oraz fragment powstającej właśnie kontynuacji zatytułowanej Istoty nie z tego świata (starające się trzymać w duchu oryginału). Taka zawartość w połączeniu z klimatyczną oprawą bijącą pokłony filmowej adaptacji tworzy naprawdę ciekawy książkowy okaz. Zamknięte w niej opowiadanie może spokojnie odpoczywać przez kolejne lata. Nie powinno jednak wychodzić samotnie na żer. Nie jest bowiem zbyt straszne.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Coś
    Wydawnictwo: Vesper
    Autor: John W. Campbell
    Tłumaczenie: Tomasz Chyrzyński
    Data premiery: 16.10.2019
    Gatunek: Horror, Science Fiction, Klasyka Grozy

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + piękne, klimatyczne wydanie
    + świetne ilustracje
    + klimat
    + dużo materiałów dodatkowych

    Minusy:
    - chaotyczne historia
    - brak solidnego głównego bohatera
    - wydanie w stylu "carpenterowskim" nijak ma się do noweli Campbella

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Wojciech Bryk
    Wojciech Bryk
    Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x