SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Stary rycerz mocno śpi? Recenzja książki Śpiący rycerze

    Amatorzy białego szaleństwa i białej magii.
    Amatorzy białego szaleństwa i białej magii.

    Choć już bliżej do wakacji – co najbardziej cieszy wszystkich objętych obowiązkiem szkolnym – to dziś cofnę się do okresu równie pożądanego przez uczniowską społeczność, czyli zimowych ferii. Czynię tę wycieczkę nie tyle z uwagi na fakt, iż był to czas jeszcze przed pandemiczny (hej, hej…), co z powodu Śpiących rycerzy, drugiej części cyklu Dzieci Dwóch Światów, realizowanego, przypomnę, przez autorski tandem Agnieszki Fulińskiej i Aleksandry Klęczar. Podobnie jak i pierwszy tom, którym była, przypomnę, Mysia Wieża (nieświadomych odsyłam do reccenzji: https://nerdheim.pl/post/recenzja-ksiazki-mysia-wieza/), tak i ten samym tytułem nie pozostawia wątpliwości co do miejsca akcji i ważkiego dla fabuły wątku zaczerpniętego z rodzimej skarbnicy folklorystycznej. Choć biorąc poprawkę na regionalne poczucie dumy i własności cechujące górali powinienem uściślić: podhalańskiej skarbnicy (hej!).

    Wakacyjny sojusz Igora i Hanki, wymierzony przeciwko zakusom złych mocy, reprezentowanych przez duchy prasłowiańskiej arystokracji (Popiela z żoną Dragomirą), doczekał się uznania mistrza Twardowskiego i zapowiedzi poszerzenia grupy działaniowej przez osoby wykazujące powinowactwa z nadprzyrodzoną dziedziną. W preselekcji ma pomóc obóz zimowy, o którym informacja, zaszyfrowana magiczną metodą, pojawia się w sieci. I tak do Małego Bystrego dociera kilkoro dzieciaków (pamiętajmy o ograniczeniach wynikających z turowego przydziału zimowego czasu wolnego) naznaczonych potencjałem niezwykłych zdolności, w których odkryciu ma im pomóc zaznajomienie się z rudymentami arkanów znajomych wiedźmom, czarodziejom, guślarzom i folklorystom. Niestety, tryb zajęć zostaje zaburzony przez tajemnicze znikniecie mistrza Twardowskiego i kolejny, zagadkowy jak na porządną wróżbę przystało, fristajl Guślarza (hej! Znaczy się: yo!). Powraca widmo starego wroga (Dragomira), pojawia się nowy (Przechera), stąd logicznym byłoby, aby starzy młodzi (Alina, Hanka, Igor) wykorzystali obecność nowych (Julka, Prosper). Na odrobienie tej niby prostej lekcji przyjdzie jednak wszystkim poczekać, a czas ten urozmaicać będą liczne spotkania z fundamentalnymi dla Podhalańskiej kultury postaciami, dziełami i zjawiskami, jak się okazuje wiecznie żywymi i świadczącymi równie ponadczasowy przekaz. Tylko czasem, zgodnie z tytułowym epitetem, pozostającymi w uśpieniu.

    Jak je z niego wyrwać? Czy kogut mistrza Twardowskiego sprawdzi się jako tradycyjny budzik? Cóż, można zdać się na równie uświęcone tradycją praktyki jak seans spirytystyczny (kłaniają się Mickiewiczowskie Dziady) i mądrości ludowe (regionalnie awansowane do filozofii góralskiej), można też przeprowadzić badania terenowe w pomnikowych dla podhalańskiej turystyki lokacjach (Giewont, Morskie Oko). Bohaterowie pakują się w każdą z tych sytuacji z zaangażowaniem godnym neofitów, ale naznaczonym zrozumiałym niedoświadczeniem. Stąd cała intryga wielokrotnie powraca do punktu wyjścia, dociera do ślepych uliczek, doczekuje się losowej pomocy – słowem odpowiada sytuacji, gdy problem przerasta możliwości małoletnich bohaterów. Trochę cierpi na tym napięcie, gdyż etapy wypełniania zadania co rusz ulegają zawieszeniu, głównie z tak prozaicznych powodów jak problemy transportowe i pogoda. Momentami ściąga to zapowiedziane zagrożenie do poziomu gry w podchody.

    Zamiast herolda szukajcie kobolda!
    Zamiast herolda szukajcie kobolda!

    Za zwolnienie tempa wydarzeń odpowiedzialne są też nowe postaci. Nie zasilają one z marszu drużyny, a ich relacje bliskie są atmosferze zimowiska, na którym spotykają się nieznane sobie osoby. Dostajemy zróżnicowanie typów i komentarz do współczesnych rodzinnych sytuacji, ale przede wszystkim bezpieczny margines możliwości – nie jest to grupka herosów, a pogubionych dzieciaków, które same nie są pewne, z czym się wiąże ich „inność”. I pod każdym względem będzie to dla nich oczywiście czas nauki.

    Edukacja na tym polu nie doczekuje się, niestety, odpowiednika w tym, co powinno być istotną częścią szkoły magii. Wprawdzie jest kadra (zredukowana o najznaczniejszą osobę Twardowskiego) zielarsko-guślarska (a nawet techno-guślarska), ale nie znajdziemy w książce ustępów zdradzających cokolwiek z tych dziedzin, w czym osobiście widziałbym walor, dający docelowemu czytelnikowi faktyczny posmak wiedzy odtajnionej, niekoniecznie znajdującej bezpośrednie zastosowanie w intrydze. Tę bowiem w praktyczny sposób ubogacają bajka opowiedziana przez Sabałę i historia o rubinie z Jastrzębiej Turni, pozwalające dodatkowo skonfrontować czytelnikowi faktyczne brzmienie gwary podhalańskiej z literacką stylizacją. Jednak to dopiero pierwszy, próbny obóz, w dodatku od początku obarczony problemami, więc czekam, ufny w rozległą wiedzę autorek i pomysłowość, z jaką podejmują się jej dystrybucji.

    Nieco żal mi również odsunięcia na dalszy plan postaci dorosłych, którzy albo szybko znikają z pola wydarzeń (tato Igora), albo pełnią niewdzięczną rolę opiekunów kolonijnych (Lilianna, babcia Aliny). Podobnie zmalał udział w akcji Leszka, pierwszego piewcy Wielkiej Lechii. Autorki wyraźnie postanowiły wysłać część ważnych dla Mysiej Wieży bohaterów na bardziej dosłowny wypoczynek, skąd zapewne powrócą. Miejsca w zaplanowanej serii na pewno jest dla nich dosyć, a to, jakie odsłaniają przed czytelnikiem Śpiący rycerze, jest i bez nich ciasno wypełnione.

    Podhale na Podkarpaciu, czyli lektura w górach niskopiennych.
    Podhale na Podkarpaciu, czyli lektura w górach niskopiennych.

    Albowiem świat, czy raczej dwa światy, by zachować zależność wprost wyrażoną w tytule cyklu, obie panie rozbudowują konsekwentnie (konsekwencja dotyczy również podwójnej narracji z finałowym przekazaniem głosu innej osobie – po Alinie swoje kilka stron dostaje… a doczytajcie sami!), dając przy tym dowód, że solidność narzędzi, jakie w tym celu wybrały, obliczona została na obróbkę materii o różnym stopniu twardości oraz dłuższą eksploatację. W tym uniwersalnym podręcznym zestawie znajdziemy wszystko, co pozwala przekopywać się przez warstwy kultury (z naciskiem na folklor i literaturę) bez ryzyka fatalnego uszkodzenia napotykanych po drodze eksponatów popkulturowym szpadlem. Nie znaczy to, że wymieniony przyrząd został przez autorki wyłączony z działań – po prostu używany jest z wyczuciem.

    Zatem w Śpiących rycerzach wchodzimy w przestrzeń Tatr (fakt wyboru na „kwaterę główną” miejscowości położonej pod Zakopanem jest wystarczająco wymowny) jako jednego z mitów narodowych i takim on też finalnie zostanie – niedopowiedziany, tajemniczy, ale obecny. Sen rycerzy spod Giewontu podobny jest temu, który zdefiniowany został przez słynny dwuwiersz z Necronomiconu (cień z Providence sięga również Tatr, hej, hej, znaczy się: fhtagn, fhtagn!). Możemy jedynie zapytać: cy to juz cas?

    Czy niebezpieczeństwo, z jakim mierzą się tym razem polscy konkurenci Percy’ego Jacksona, zasileni przez jednego straniero, wymaga interwencji ostatecznych rezerw zbrojnych państwa Polskiego, zdradzać mi nie przystoi. Mogę za to potwierdzić, że w Śpiących rycerzach młody czytelnik znajdzie przygodę dumnie i uczciwie, a przy tym dowcipnie odsłaniającą swoje polskie korzenie (no dobrze, wyjąwszy Przecherę, ale co począć, kiedy nasz równie archetypiczny Witalis jest o kilkaset lat młodszy?), młody ambitny czytelnik – toż samo plus sporo inspiracji lekturowych, starszy wyrobiony czytelnik – porcję metatekstowej szarady. Wszyscy zaś dostajemy zapowiedź dalszych perypetii na granicy dwóch światów. A tej szczęśliwie nie dotyczą pandemiczne obostrzenia.

    Wydawnictwu Galeria Książki serdecznie dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Śpiący rycerze. Tom II serii Dzieci Dwóch Światów
    Wydawnictwo: Galeria Książki
    Autor: Agnieszka Fulińska, Aleksandra Klęczar
    Typ: Książka dla młodzieży
    Gatunek: Fantasy
    Data premiery: 25.03.2020 r.
    Liczba stron: 350

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    +zachowanie wyróżniających cech serii
    +nowe, ciekawe postacie
    +rewizja kolejnego rejonu polskiego folkloru
    +konsekwentna rozbudowa świata i intrygi

    Minusy:
    -rozwlekające się parokrotnie tempo akcji
    -marginalność postaci dorosłych

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Łukasz
    Łukasz "Justin" Łęcki
    Dzieciństwo spędziłem przy komiksach TM-Semic, konsoli Pegasus i arcade’owych bijatykach. Od kilkudziesięciu lat sukcesywnie podnoszę stopień czytelniczego wtajemniczenia, nie obierając przy tym szczególnej specjalizacji. Fascynują mnie mity, folklor, omen, symbole – wszystko, co tworzy panoptyczny rdzeń ludzkiej wyobraźni. Estetycznie i duchowo czuję się związany z modernizmem, ale dzięki dzieciom i znajomym udaje mi się utrzymywać niezbędny poziom cywilizacyjnej ogłady. Nałogowo wizytuję antykwariaty książkowe i sklepowe działy słodyczy. Piszę też dla wortalu i czasopisma Ryms.

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x