SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Pożegnanie z Binio Billem. Recenzja komiksu Binio Bill… i Szalony Heronimo

    Binio Bill to zdecydowanie jeden z tych klasyków polskiego komiksu, którego nie znać nie wypada, jeśli lubi się rodzime opowieści graficzne. Owszem, nie jest to takie musisz-to-znać, jak chociażby przygody Tytusa, Romka i A’Tomka, Kajtka i Koka, Kajka i Kokosza, Hansa Klossa, Kapitana Żbika czy komiksy Tadeusza Baranowskiego, ale jednak. W końcu to jedno z najsłynniejszych dokonań znakomitego artysty Jerzego Wróblewskiego, nawet jeśli stanowi kopię Lukcy Luke’a. W ostatnich latach dzięki Kulturze Gniewu mogliśmy przeczytać cztery tomy zbierające klasyczne przygody Binio Billa, teraz nadszedł czas na piąty i finałowy, serwujący nam pożegnanie z tym bohaterem i zarazem ostatnie dzieło Wróblewskiego, które swego czasu długie lata czekało na publikację.

    Poznajcie Katherine Górsky, niezwykle uroczą niewiastę z samego Nowego Jorku, która zjawia się w Rio Klawo w poszukiwaniu ojca. Jej rodzice, podobnie jak Binio Bill, pochodzili z Polski, po przybyciu do Ameryki prowadzili sklep, w końcu jednak matka młodej kobiety zmarła, a ojciec wyruszył na Dziki Zachód jako John Mountain. Udało mu się znaleźć trochę złota, jednak zaraz potem przepadł bez wieści. Jego ostatni list pochodził właśnie z Rio Klawo. Jak się okazuje, stąd wyruszył dyliżansem do Kalifornii, jak jednak Kathrine ma go znaleźć na tak olbrzymim terenie? Owszem, Binio Bill chętnie by jej pomógł, jednak szybko pojawia się nowy problem : Szalony Heronimo uciekł z rezerwatu i zbiera grupę swoich wojowników, co stanowi duże zagrożenie dla bezpieczeństwa w okolicy. Nasz dzielny szeryf musi się tym zająć, ale co z tego wyniknie? Czy Katherine odnajdzie ojca? I co jeszcze czeka bohaterów?


    Chociaż Binio Bill powstał już w 1975 roku, po kolei odrzucały go kolejne pisma, w których miał być drukowany, aż w końcu pięć lat później pojawił się w legendarnym już Świecie Młodych, gdzie przez kolejne sześć lat w odcinkach ukazało się łącznie siedem historii, które ostatnio (w latach 2016-2019) w trzech albumach wznowiła Kultura Gniewu. W czwartym z nich znalazła się pierwotnie wydana po czterech latach przerwy, w 1990 roku, opowieść Binio Bill …i skarb Pajutów. Po niej Wróblewski planował opublikować jeszcze Szalonego Heronimo, komiks skończył nawet w 1991 roku, jednak zmarł, zanim zdążył nałożyć na niego kolory. I długo wydawało się, że historia ta nigdy się nie ukaże. Co prawda w roku 1996 Paradox opublikował jej fragmenty, jednak dopiero w roku 2009, dzięki staraniom rodziny artysty, rzecz ukazała się w całości, w czerni i bieli. A teraz, ponad dekadę później, w końcu mamy jej wznowienie i to w pełnym kolorze. I chyba nie trzeba dodawać, że warto je poznać?

    Jak większość komiksów z czasów PRL-u, tak i ten jest opowieścią naiwną i prostą, ale jakże ujmującą. Ameryka, dla wielu ówczesnych ludzi ziemia obiecana, raj za oceanem, pociągała jak żaden inny kraj, a tu czekała na młodych czytelników niemal na wyciągnięcie ręki. Co z tego, że w westernowej formie (bardzo popularnej zresztą[Ł1] )? Liczyło się to, że istniała nadzieja; w końcu głównym bohaterem i to jakże znanym na Dzikim Zachodzie był przecież Polak, który przybrał pseudonim Binio Bill. On mógł, mogło się udać i innym, prawda? Teraz ten aspekt serii pozostaje zapomniany, ale Binio Bill to przede wszystkim lekki komiks przygodowy i jako taki sprawdza się dobrze. Prosta historia, wyraziste postacie, ciekawy klimat, dobro, które zawsze wygrywa, zagrożenia, skarby, przesłanie… Typowe dzieło dla swego gatunku i dla swoich czasów, ale udane i nadal mające w sobie wiele atrakcyjnych elementów, nie tylko dla sentymentalnych czterdziestolatków.

    Jak to wszystko wypada od strony graficznej? Znakomicie. Wróblewski, który zawsze operował świetną realistyczną kreską, tu swój styl uprościł do maksimum, upodobniając go do typowych dla europejskich komiksów cartoonowych ilustracji, ale zrobił to z wyczuciem i w naprawdę rewelacyjny sposób. Binio Billa ogląda się z autentyczną przyjemnością, szczególnie gdy ceni się dobre, oldschoolowe komiksy, a kolor w wykonaniu Tomasza Kaczkowskiego został dobrany z szacunkiem dla dokonań Wróblewskiego i dobrze oddaje charakter serii.

    Reasumując: dobry komiks. Dobry warty poznania, ze względu na jego znaczenie dla polskich opowieści rozrywkowych. Pewnie bardziej spodoba się starszym sentymentalnym odbiorcom niż współczesnym dzieciom, ale obie te grupy będą zadowolone. Aż szkoda, że to już koniec. Z drugiej strony jednak wciąż jest sporo klasyki i nieco bardziej współczesnych dzieł, które dawno nie doczekały się wznowienia, więc kto wie, co przyniesie przyszłość.

    Dziękuję wydawnictwu Kultura Gniewu za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Binio Bill i Szalony Heronimo
    Wydawnictwo: Kultura Gniewu
    Autorzy: Jerzy Wróblewski
    Typ: komiks
    Data premiery: maj 2020
    Liczba stron: 52

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + zabawna, fabuła
    + świetna szata graficzna
    + dobre wydanie

    Minusy:
    - to jednak kopia Lucky Luke’a
    - infantylna fabuła

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Michał Lipka
    Michał Lipkahttps://ksiazkarniablog.blogspot.com/
    Rocznik 88. Próbuje swoich sił w pisaniu, w tworzeniu komiksów także. Przede wszystkim jednak czyta - dużo, namiętnie i bez chwili wytchnienia. A potem stara się wszystko to recenzować. Prowadzi także książkowego bloga https://ksiazkarniablog.blogspot.com

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x