SIEĆ NERDHEIM:

Za zieloną mgłą. Recenzja książki Outpost Dmitrya Glukhovsky’ego

Dmitry Glukhovsky, po romansie z utopijnym science fiction w FUTU.RE i kryminałem w Tekście, wraca do postapokaliptycznej Rosji. Outpost należy jednak do innego uniwersum niż wcześniejsze Metro. Mimo pewnych podobieństw, wynikających z tematyki i oczywiście osoby autora, odcina się grubą kreską od świata moskiewskich tuneli.

Tym razem autor postanowił zabrać czytelników na powierzchnię, nad skażoną rzekę Wołgę. Wśród toksycznych, zielonych oparów znad rzeki mieści się tytułowy Outpost czyli jedna z wielu placówek państwa Moskowii – smętnej pozostałości po dumnym niegdyś mocarstwie. Posterunek, umiejscowiony na terenie dawnej fabryki znajdującej się w pobliżu wymarłego Jarosławca, jest najdalej wysuniętym na wschód punktem granicznym odradzającego się państwa. 250 kilometrów dalej leży stolica połączona jedynie torami, którymi do Placówki dostarczane są zapasy. Za skąpanym w trującej mgle mostem rzekomo nie ma już nic.

Posterunek jest schronieniem dla około dwóch setek ocalałych. Pod przywództwem komendanta Pałkana mieszkańcy Placówki starają się żyć na tyle normalnie, na ile pozwalają warunki. Ziemia jest jałowa, zatruta i nie sposób na niej niczego wyhodować, a to uzależnia małe, satelickie miasteczko od Moskwy. Niełatwe, lecz w gruncie rzeczy spokojne życie mieszkańców obserwujemy oczami Jegora – siedemnastoletniego pasierba Pałkana, syna Cyganki Tamary. Chłopak jest typem odludka, chociaż niekoniecznie z własnego wyboru. Pozbawiony relacji z rówieśnikami spędza czas eksplorując tereny wymarłego miasta, za towarzysza mając jedynie gitarę, pamiątkę po swoim ojcu, snuje marzenia o karierze muzycznej oraz o zdobyciu serca chłodnej Michelle.

Jegor od początku sprawia wrażenie Artema ver. 2.0 i niekoniecznie jest to zarzut. Glukhovsky’emu najwyraźniej dobrze się pisze, ukazując postapokalipsę oczami nastolatka. Do ogólnego poczucia beznadziei i izolacji dochodzi tu młodzieńczy bunt, chęć wykazania się, potrzeba zmian, a hormonalny koktajl pcha bohatera do działania (nawet jeśli niekoniecznie racjonalnego).

Zupełnie inną postacią jest wspomniana wyżej Michelle. Dziewczyna tęskniąca za przedwojenną Moskwą ze swoich dziecięcych wspomnień jest kompletnym przeciwieństwem Jegora. To raczej typ księżniczki. Zdystansowana, wyrachowana, świadoma swojej urody i aury, jaką wokół siebie roztacza. Łączy ich jedno – świadomość, że tu nie pasują. Desperacka potrzeba opuszczenia Placówki prowokuje Michelle, podobnie jak Jegora, do działania, którego konsekwencje będzie musiała w niedługim czasie ponieść.

Spokojną egzystencję posterunku mąci przybycie zza mostu tajemniczego duchownego. Przybysz „z drugiej strony” zaburza cały rygorystyczny porządek Placówki. To dobry czy zły omen? Co jest po drugiej stronie? Co jeszcze wyłoni się z mgły? Czy charyzmatyczny batiuszka niesie pocieszenie, czy potępienie? Czy Bóg opuścił te ziemie? Jakie decyzje podejmie Moskwa? Przed Pałkanem stoi niełatwe zadanie utrzymania dawnego porządku. Kurczące się zapasy, niepokoje rosnące wśród mieszkańców, nasilający się fanatyzm religijny, niemożność narażenia się przełożonym, nieposłuszeństwo pasierba i wieszcząca fatalistyczne wizje żona z pewnością nie pomagają w osiągnięciu tego celu.

Podobnie jak w Metrze, Glukhovsky nie roztrząsa przyczyn zagłady, skupiając się bardziej na doczesnym życiu bohaterów, ich rozterkach i walce o każdy kolejny dzień. W dialogach i wspomnieniach przewijają się takie hasła jak wojna domowa, Rozpad czy wielki wybuch, autor jednak szczędzi szczegółów, co dodatkowo pogłębia klaustrofobiczną atmosferę posterunku. Wiemy, że stolica wciąż funkcjonuje i istnieje jakiś aparat centralny, wiemy że wojna skończyła się kilkanaście lat wcześniej, jednak historia rozgrywa się na polu lokalnym, nie globalnym. Właściwie każda z postaci przedstawionych na kartach powieści jest postacią tragiczną, co dodatkowo podkreśla ciężki, mroczny klimat świata przedstawionego. Już pierwsze strony wywołują w czytelniku słuszny niepokój, który z czasem ewoluuje w poczucie postępującej, nieuchronnej zagłady.

Tak jak mam kilka zarzutów w kwestii prowadzenia przez Glukhovsky’ego dialogów, tak uwielbiam sposób, w jaki przedstawia wewnętrzne rozterki protagonistów. To, co kłębi się w ich głowach, można nazwać uporządkowanym chaosem. Wewnętrzne rozdarcie, wątpliwości czy gonitwa myśli są realistyczne i zarazem czytelne dla odbiorcy. Nawet jeśli podejmują irracjonalne decyzje, nawet jeśli chcemy krzyknąć „nie idź tam, idioto!”, to sposób przedstawienia toku rozumowania sprawia, że nie sposób z nimi nie empatyzować.

Do tego wszystkiego autor wprowadza elementy fantastyczne w swoim stylu. Unika dosłowności, balansuje na jej krawędzi, do końca łudzi czytelnika, że istnieje jakieś racjonalne wytłumaczenie, które uparcie nie chce nadejść. Czujemy się jak Jegor – widzimy, lecz nie chcemy wierzyć.

Glukhovsky snuje swoją opowieść niespiesznie, skupiając się na budowaniu nastroju zapoznaje czytelnika z wykreowanym przez siebie światem i bohaterami. Pozwala się przywiązać, zaangażować. Powoli toczy kulę śnieżną, a każdy wątek niesie konsekwencje, które narastają, rozpędzają się coraz bardziej i bardziej… I nagle, nie wiadomo kiedy, historia zaczyna mknąć jak szalona, uderza z siłą dwóch lokomotyw z czerwonym krzyżem na burcie szybciej, mocniej, byle dalej – na Moskwę.

Finał powieści jest spektakularny i pozostawia czytelnika z większą liczbą pytań niż odpowiedzi. Czy należy je odczytywać jako zwiastun kontynuacji? Mam szczerą nadzieję, że tak. Świat przedstawiony w Outpoście jest zupełnie inny niż w Metrze, lecz tak samo intrygujący i nie mogę się doczekać, by móc znów się w nim zanurzyć i poznać dalsze, z pewnością niezbyt szczęśliwe, losy bohaterów i skazanej na zagładę Moskowii.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Outpost
Wydawnictwo: Insignis
Autor: Dmitry Glukhovsky
Data Premiery: 24.03.2021
Gatunek: postapokalipsa, dystopia, science–fiction
Tłumaczenie: Paweł Podmiotko
Liczba stron: 352
ISBN: 978-836-657-575-2

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Katarzyna "Shallaya" Grochulska
Katarzyna "Shallaya" Grochulska
Rąbnięta kocia madka, której życie upływa na negowaniu faktu zbliżającej się trzydziestki. Hobbistycznie kolekcjonuje kolejne gry na kupce wstydu, łudząc się, że może na emeryturze nadrobi. Wychodzi z założenia, że nie ma czegoś takiego, jak „zbyt wiele książek”. Fanka Star Warsów, fantastyki i kiczowatego si-fi lat 80. Pisać lubi prawie tak bardzo jak gotować, a gotować niemal tak samo jak dobrze zjeść. Stroni od rywalizacji, ale jeśli się w coś angażuje, to na sto procent.