SIEĆ NERDHEIM:

Łączymy dwa tęgie umysły do zagadek. Recenzja książki Harfista na wietrze

Okładka zwieńczenia przygód Morgona I Raederle
Okładka zwieńczenia przygód Morgona I Raederle

Harfista na wietrze to ostatni tom trylogii o zagadkach. Jest napisany tak, że wszystkie dyskusyjne kwestie zostają rozwiązane, powieść zostaje odarta z wszystkich tajemnic. Teraz trzeba się tylko przyjrzeć, w jaki sposób dokonuje się ten koniec i czy rozwiązania fabularne związane z tym epilogiem nas, odbiorców, satysfakcjonują.

Zacznę od tego, co mnie w dalszym ciągu niestety irytuje. Nie, nie ma mapy – wygląda na to, że się jej nie doczekam, bo na wznowienie serii w nowym wydaniu się nie zapowiada i raczej prędko się to nie zmieni. Muszę jedynie polegać na fanach powieści. Na szczęście miejsce wydarzeń nie ma, poza rzadkimi wypadkami, szczególnego znaczenia. To sprawia, że może nie przeszkadza ten deficyt aż tak bardzo, no ale dałoby się to prostymi środkami zapewnić. Za ten brak jednak nie zamierzam chwalić trylogii, więc tu, niestety, dostaje ona minusa.

Dwoje głównych bohaterów łączy siły i w głównej mierze występują jako para. Oczywiście każdy z nich ma swoje osobiste problemy, ale wiele z nich (i innych przy okazji) rozwiązują wspólnie. Morgon może cieszyć się godną podziwu lojalnością ze strony Raederle. Ich wzajemna relacja odnotowuje znaczący postęp. Z jednej strony obserwujemy wzrost zaufania ze strony protagonisty do swej ukochanej. Z drugiej – ona jest gotowa do najwyższych poświęceń, aby tylko ocalić swego kochanka. Także wątek romansowy jest zdecydowanie bardziej zaznaczony. Ich uczucie staje się mniej platoniczne niż dotychczas.

Fabularnie ten tom jest odpowiedzią na wiele pytań dręczących czytelników w poprzednich częściach. Po jego lekturze nie zostaje żadna zagadka do rozwiązania. Autorka stawia kawę na ławę i do ostatniej strony zostaje wyjaśniony każdy niuans. Nie można podważyć żadnego z nich, co świadczy o ich wartości logicznej. W kwestii jakości mogę powiedzieć, że było kilka zaskakujących kwestii i za nie plus. Części można się domyślić, co trochę obniżyło wartość tych tłumaczeń, ale nieznacznie. Ogólnie fabuła w tym przypadku stanowi mocny punkt, na który nie można specjalnie narzekać. Uchylając nieznacznie rąbka tajemnicy, mogę zdradzić, że Morgon i Raederle wyruszają poznać istotę bytu ścigających ich bezustannie zmiennokształtnych oraz Najwyższego, który ustanawia prawa rządzące tym światem oraz trzyma go w ryzach.

Jest kilka ciekawych (i niekiedy ładnych przy okazji) nowych miejsc w tej odsłonie. Zachwyciłem się chociażby odwiedzanymi przez bohaterów lasami, puszczami, jeziorem Lungold wraz z sąsiadującym z nim miastem o tej samej nazwie, gdzie dochodzi do ważnej konfrontacji. To wszystko nowe lokalizacje należące do królestw północy. Morgon uczy się panujących tam praw i dokonuje ważnego odkrycia związanego ze swym pochodzeniem. Malowniczych, bajkowych wręcz scenerii znajdziemy w książce sporo. W związku z tym chciałbym z tego miejsca wyrazić uznanie dla kunsztu autorki, gdyż potrafiła słowem rozrysować ładne krajobrazy.

Bohaterowie poboczni zyskują sporo na znaczeniu. Tyczy się to zwłaszcza pewnego starego maga oraz kilku władców, co jest w dużej mierze związane z piastowaną przez nich pozycją. Matka i jej córka Lyra wracają i to w imponującym stylu. Nie zostaje wprowadzony nikt nowy, także poczujemy się jak w domu, poznając tylko dalsze losy wszystkich tych, których darzymy sympatią bądź antypatią. Ten brak nowych postaci można postrzegać jako wadę, ale skoro te osobistości sprawdziły się w poprzednich odsłonach cyklu, to czy jest sens wprowadzać kogoś nowego? Zwłaszcza że „jakość” tej nowej persony mogłaby być wątpliwa.

Stylistycznie nic się nie zmienia. Dalej mamy, wspomnianą przeze mnie przy okazji recenzowania poprzednich części, archaiczność, tylko potwierdzającą kunszt autorki. Tak samo sprawa się ma z filozoficzną myślą, pewną abstrakcyjnością całości, która tutaj jest kontynuowana. Cieszy fakt, że Patricia znalazła swój styl i konsekwentnie się go trzyma. Odbiorcy, których podobna maniera pisania drażni i przeszkadza w lekturze, nie mają tu czego szukać.

Epilog, krótko mówiąc, jest interesujący. Na pewno zamknęła nim sobie drzwi do wszelkich kontynuacji. A to, powiedziałbym, jest w pewien sposób zaletą, bo rzadko się dziś spotyka dzieło, gdzie nie ma podstaw do tworzenia kolejnych tomów, a nawet jeśli nie ma, to autorzy jakoś je i tak znajdują. Tutaj historia zdecydowanie się kończy i autorka już potem nigdy do tego cyklu w żaden sposób nie nawiązała w kolejnych dziełach.

Podsumowując – polecam, jeśli szukacie czegoś z tak zwanej starej szkoły fantastyki, takiej klasyki klasyków. Można powiedzieć antyku, choć to ma zaledwie nieco ponad czterdzieści lat. Nawet jeśli nie interesuje was prehistoria fantastyki, tylko dobrze opowiedziana historia z gatunku baśni, z silnie zarysowanym wątkiem filozoficznym, to nie macie powodów, by nie przeszukiwać Allegro, antykwariatów, bibliotek i innych źródeł poza księgarniami. Dodatkowo autorka zastosowała w systemie magii nietypowe (jak na tamte czasy) rozwiązanie, które nawet dziś potrafiłoby się wybronić. A jeśli przeczytaliście dwa pierwsze tomy i zastanawiacie się, czy warto sięgnąć po trzeci, to mówię bez wahania – jak najbardziej tak. Jest to przemyślane, udane zwieńczenie historii dwojga głównych bohaterów.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł polski: Harfista na wietrze
Tytuł oryginalny: Harphist in the Wind
Wydawnictwo: Mag
Autorka: Patricia A.McKillip
Tłumaczenie: Jacek Manicki
Gatunek: filozoficzna, staroszkolna fantasy
Liczba stron: 300
ISBN: 978-83-8796-845-8
spot_img

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Krzysztof "Kazio_Wihura" Bęczkowski
Krzysztof "Kazio_Wihura" Bęczkowski
Niepoprawny optymista, do tego maniak fantastyki. Czyta i kupuje kompulsywnie wiele książek. Gra we wszelakie tytuły (przede wszystkim RPG, strategie, można tu też wymienić parę innych gatunków). Nie patrzy na datę wydania danego dzieła i pochłania wszystko, co ma na swej drodze. Przekroczył magiczną trzydziestkę. Po cichu liczy, że go ominie kryzys wieku średniego.
Włącz powiadomienia    OK Nie, dzięki