SIEĆ NERDHEIM:

Zestaw podstawowy podany na szybko. Recenzja książki Cień i kość

KorektaVivique
Cień i kość - okładka książki (wznowienie)
Cień i kość – okładka książki (wznowienie)

Cień i kość to przykład historii opowiadanej z dynamiką pingwiniego ślizgu brzusznego. Autorka sięga po najbardziej klasyczny przepis na oczywistą młodzieżową fantastykę: ona ma moc, oni są przystojni, czarodzieje wybudowali sobie szkołę, a kraj wymaga natychmiastowego ratunku. Do tego ciekawy świat, a następnie można sunąć po wszystkim z prędkością uroczego nielota, po drodze jedynie przybijając piątki ciekawszym pomysłom. Niby jest to całkiem fajna przejażdżka, ale w międzyczasie niewiele zobaczymy.  

Dosiadanie najprostszej znanej kompozycji wcale nie musi być nudne. Niewymyślny i znajomo brzmiący szkielet może przecież stanowić przestrzeń do kreatywnej zabawy – przełamywania schematów, żonglowania motywami, przepychanek ze stereotypami czy innego mrugania okiem do miłośników gatunku (od czasu do czasu robiła tak, chociażby Magia cierni). Całość można także urozmaicić humorem, mrocznym klimatem lub puszczonymi w samopas elementami podpatrzonymi z innych fantastycznych półek (Dzieci krwi i kości czy Królestwo Dusz dzielnie próbowały z całkiem przyzwoitym skutkiem). Kolejnej powtórki z rozrywki może bronić dynamiczna fabuła pełna miotania zaklęciami czy nietypowy system magiczny –  o ile ciekawiej i zabawniej by było, gdyby czary ofensywne, zamiast rzucać różdżką, trzeba by wylewać na delikwenta z żeliwnego kotła? Naprawdę serce się cieszy, gdy autorzy kombinują, bawią się i wrzucają na luz, bo pamiętają, że podobnych historii było już mnóstwo. Leigh Bardugo wiedziała o tym, pisząc Szóstkę Wron. Musiała się jednak tego nauczyć dopiero po zaniedbanym debiucie.  

Ravka to kolejne fantastyczne państwo położone w strefie umiarkowanej. Ma dostęp do morza, monarchię oraz kastę czarodziejów (Griszów) cieszącą się raczej średnim społecznym zaufaniem. Natomiast sytuację polityczną można określić prostym: jest kiepsko, ale stabilnie. Przynajmniej na razie. Na północy jest chłodno i żyją tam brodate barbarzyńskie ludy pragnące przede wszystkim napadać, mordować i palić wioski (nie do końca jednak wiadomo w jakiej kolejności). Na południu jest już znacznie cieplej, dlatego też mieszkańcy okolicy stawiają na zwiewne szaty. Co w takim razie wyróżnia Ravkę w atlasie państw, miast i lądów fantastycznych? Kraj może pochwalić się bardzo nietypowym zjawiskiem magiczno-atmosferycznym. Krainę z północy na południe równym torem przecina ogromny pas mrocznej mgły, całkiem destabilizujący działanie państwa. Fałdy Cienia nie da się obejść, przeskoczyć, przelecieć ani zrobić pod nią podkopu. Możliwa jest tylko podróż na przestrzał. Na tych, którzy się na to zdecydują, czekają zawsze te same prognozy: duże natężenie skrzydlatych demonów, częste rozbryzgi juchy oraz przelotne opady głów. Podzielony magią kraj nie ostoi się jednak długo, tym bardziej że sąsiedzi nie są przyjaźnie nastawieni. Ravka ma jednak nastoletnią Alinę – niepozorną szarą myszkę, która zaraz wszystkich ocali. 

Cień i kość - okładka książki (wznowienie)
Cień i kość – okładka książki (wznowienie)

Leigh Bardugo w swoim debiucie w oczywisty sposób wykorzystuje najprostszy schemat fantastycznej młodzieżowej przygody. Główna bohaterka jest zupełnie przeciętną, zahukaną i pozbawioną pewności siebie sierotą. Oczywiście po niezbyt długim wstępie obfitującym w niebezpieczeństwa fabuła wykręca jej klasycznego Hagrida, informując ją o posiadaniu wielkiej mocy. I to wcale nie takiej pierwszej lepszej z podręcznika dla początkujących czarodziejów! O nie, tym razem to zdolności rzadkie i przepowiedziane tak dawno, że od przedłużającego się oczekiwania wsadzono je między bajki o jednorożcach, mitycznych jeleniach oraz innych cudownych parzystokopytnych. Oczywiście w pakiecie startowym znajduje się misja ratowania świata, a na horyzoncie już swoje mury i sale lekcyjne dumnie pręży placówka dla magicznie uzdolnionej młodzieży. Tam natomiast czeka przyśpieszony kurs obsługi mocy drzemiącej gdzieś “wewnątrz”, złośliwi koledzy, wymagający nauczyciele i najpewniej będzie też jakaś duża impreza taneczna. Oklepany scenariusz osiodłany, można ruszać w drogę! Podróż będzie szybka, lekka i zdecydowanie bezbolesna. Nie ma potrzeby zapinania pasów, bo zaraz kończymy. W międzyczasie nie ma co się szczególnie rozglądać za pięknymi widokami. Eskapada momentalnie dobiega końca, a niewiele wrażeń, pozostaje z nami na dłużej. 

Na domiar złego z tego schematu jest strasznie złośliwy dziad. Gra pierwsze skrzypce, trzyma w garści smyczek i nie chce go oddać nawet na chwilę. Sama historia nie zaskakuje nas złożonością czy zwrotami akcji, które szalałyby po rozdziałach niczym porządnie nakarmione gremliny. W zasadzie niewiele brakowało, a Cień i kość nie wyróżniałaby się niczym szczególnym i zaginęła pomiędzy licznymi młodzieżowymi tytułami. Na szczęście autorka stając przed pytaniem, co ciekawego ma pojawić się w jej pierwszej książce, postawiła na kreację świata. Kraj będący miejscem akcji przesiąknięty jest elementami zaczerpniętymi z kultury i tradycji rosyjskich – w mowie bohaterów pojawiają się liczne językowe naleciałości, społeczeństwo modli się do ikon świętych, nadworny kapłan ma w sobie coś z Rasputina, a griszowie w ciepełku luksusowych namiotów w wolnych chwilach brzdąkają sobie na bałałajkach. Gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości co do kulturowo-geograficznych inspiracji Bardugo, wystarczy, że spojrzy na mapę świata albo poczeka, aż ktoś wspomni o mroźnej i niebezpiecznej tundrze zwanej Cybeją. Zabieg ma swój urok i stanowi ciekawe urozmaicenie – natomiast dla amerykańskich czytelników jest zapewne atrakcją niemal egzotyczną. Złe wieści są jednak takie, że nie mamy co liczyć na bliższe poznanie świata przedstawionego. 

Cień i kość - okładka książki (wznowienie)
Cień i kość – okładka książki (wznowienie)

Dużą zaletą debiutu Bardugo jest tempo narracji. Autorka rozpędza się od samiusieńkiego początku i gna przed siebie, odhaczając kolejne punkty z listy elementów obowiązkowych niczym rodzina spóźniona na świąteczne zakupy. Już w kilku pierwszych rozdziałach pisarka dotkliwie wyłomotała swoją protagonistkę, dostarczając jej atrakcji, które mogłyby wystarczyć na ponad połowę pierwszego tomu. Później tempo opowieści wcale nie zwalnia. Burdugo konsekwentnie unika wszelkich dłużyzn i fabularnych mielizn – to w zasadzie bardzo miło z jej strony, bo przez książkę mkniemy jak nieroztropne dziecko goniące uciekające z górki saneczki. Niestety autorka nie stosuje żadnej selekcji względem elementów świata czy fabuły i niestrudzenie przemyka także obok tych istotnych części składowych historii. W zasadzie to przez przygody nastoletniej czarodziejki przepłyniemy przyjemnie i bez zadyszki. Problem w tym, że nieustannie będziemy mieli wrażenie, że czegoś po drodze zabrakło.  

Na przykład ekspozycji świata. Przedstawienie rzeczywistości jest skromne i nie spełnia nawet satysfakcjonującego minimum. Mimo że pierwszy tom skupia się przede wszystkim na czasach szkolnych, nie dowiemy się więcej na temat systemu magicznego. Tajemnicą pozostaje rozróżnienie specjalizacji czy zasady funkcjonowania mocy. Nawet opis szkolenia Aliny ogranicza się do tekstów: “było ciężko”, “dają mi wycisk” czy “ta moc drzemie w tobie, po prostu po nią sięgnij”. No ok. Ale gdzie drzemie? Pod trzustką, w jelicie cienkim czy może gdzieś pomiędzy płucami? Zasila ją energia słoneczna czy baterie alkaliczne? Jedyną pewną wiedzą, jaką uda nam się wynieść z lekcji są kolory nici, jakimi obszyte są szaty poszczególnych griszów. To trochę mało, aby zaciekawić nas światem. To nawet za mało, by pozwolić nam zrozumieć, jak to uniwersum dokładnie działa. Szkolne korytarze są także miejscem, gdzie skrótowe podejście pobija osobisty rekord. Jedną z obowiązkowych klisz w historiach młodzieżowych jest postać złośliwego kolegi im. Draco “Przylizanego Gnoja” Malfoya. Bardugo wrzuca w historię taką postać – utalentowaną i świetnie wyszkoloną dziewczynę gardzącą sierotami – a następnie na przestrzeni dwóch rozdziałów pozwala nieogarniętej protagonistce skopać jej tyłek. I już. Odfajkowane, lecimy dalej. 

Cień i kość czyta się szybko, płynnie i bezboleśnie. Mimo że autorka sięga po prosty schemat, większość klisz nie sprawia, że mamy ochotę nabić sobie oczy na różdżkę i smażyć je nad ogniskiem niczym pianki. Bardugo w swoim debiucie chciała po prostu szybko wszystko odhaczyć. Udało się. W ten sposób dostaliśmy historię, którą można po prostu skwitować wzruszeniem ramion. 

Autor tekstu prowadzi na Facebooku stronę RuBryka Popkulturalna.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Cień i kość
Cykl: Grisza
Wydawnictwo: MAG
Autor: Leigh Bardugo
Tłumacz: Wojciech Szypuła, Małgorzata Strzelec
Data premiery (wznowienie): 31.07.2019
Gatunek: Fantasy, literatura młodzieżowa

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Wojciech Bryk
Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.