SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Promowany do procesu. Recenzja komiksu Trasa promocyjna

    Papier. Pismo. Przekleństwo pisarza.
    Papier. Pismo. Przekleństwo pisarza.

    Tytuł „pisarza”, któremu nie towarzyszy żaden epitet, nie budzi wątpliwości w przypadku autorów o ugruntowanej już czy to czasem, czy przebojowością pozycji. Co jednak trzeba zrobić, by potwierdzić swoją przynależność do tej profesji bez uciekania się przed niezainteresowanym naszą twórczością czytelnikiem do bliskiego płaczu czy pretensji usprawiedliwienia „ja też napisałem książkę”? Jak podnieść wskaźnik poczytności i popularności wśród czytelników, a pochwał i poparcia u krytyki? Jak z przeciętności przejść w poczesność? Jak sprawić, by losy naszej książki na rynku wydawniczym definiował popyt, a nie przecena?

    Wszystkie te pytania są pełnoprawne wobec G.H. Fretwella, pisarza będącego bohaterem komiksu Trasa promocyjna Andiego Watsona. I choć propozycja odpowiedzi na nie zawiera się w samym tytule, to fabuła podważa tę powszechnie stosowaną strategię, przynajmniej jeśli chodzi o losy osobnika, który pada jej ofiarą. Fretwell nie jest początkującym autorem. Nie jest też autorem popularnym. Do swoich pisarskich zajęć podchodzi jednak poważnie. Miarą tego profesjonalizmu jest również uczestnictwo w wyznaczonych przez wydawcę spotkaniach. Ekscytujący moment konfrontacji z czytelnikami, podpisywanie książek, literackie dyskusje – zasłużona, wyczekiwana z niepewnością nagroda za twórczy mozół. Niestety, nie dla pana, nie tym razem.

    Priorytety podczas przesłuchania.
    Priorytety podczas przesłuchania.

    Perypetie Fretwella rozpoczynają się, gdy skradziona zostaje mu walizka z egzemplarzami jego najnowszej powieści. Od pierwszego spotkania prześladuje go cień innego pisarza – autora bestsellerowego debiutu. To Sjena palona, a nie Bez K elektryzuje krytykę i wyprzedaje się w księgarniach. I choć Fretwell z iście wyspiarską powściągliwością przyjmuje nikłe, by nie powiedzieć żadne, zainteresowanie jego dziełem, to szybko okazuje się ono najmniejszym z problemów, jakich przysporzy mu zaplanowana przez wydawcę trasa. Wciągnięty w sprawę zaginięcia sprzedawczyni w księgarni, gdzie gościł, skonfudowany nowymi wytycznymi i warunkami, w jakich ma realizować plan trasy, totalnie niezorientowany w aktualnej sytuacji „zagrożenia”, o którym rozpisują się gazety, poczciwy Fretwell może posłużyć za podręcznikowy przykład pechowca.

    Trasą promocyjną Andi Watson anonsuje się na polskim rynku jako autor zdecydowanie bardziej perspektywiczny. Składowe fabuły recenzowanego komiksu: kryminał, humoreska, satyra, pastisz są pomysłowo połączone. Towarzyszy im nastrój brytyjskich sitcomów i powieści detektywistycznych, choć zagęszczające się wokół bohatera egzystencjalno-kafkowskie opary nie pozwolą nam ostatecznie rozładować drażniącego napięcia wybuchem śmiechu. W swojej stylistycznej różnorodności oraz poincie ta podlana brytyjskim sosem opowieść przypomina mi krótkie formy dwóch równie wyspiarskich autorów – Hectora Hugh Munro vel Saki i Roalda Dahla. Śmieszą, by ostatecznie sprowokować nas do zastanowienia się nad naturą tego rozbawienia, a w konkluzji nawet zaniepokoić wynikiem tego procesu. Czy wręcz, by posłużyć się przewrotnym tropem podsuniętym przez Watsona (powieść Fretwella nosi tytuł Bez K) Procesu.

    Podpisać? Pisarz potrafi!
    Podpisać? Pisarz potrafi!

    Bowiem w stronę Kafki Watson jednocześnie puszcza oko i wykonuje ukłon. Godny politowania, nieporadny, żyjący w bańce naiwności i spolegliwości (również domowej – świetnie poprowadzony wątek niepojawiających się bezpośrednio w kadrach żony i syna) bohater może z czasem irytować, aż do przyklaśnięcia spotykającemu go losowi, choć przecież w jego kolejach trudno dopatrywać się czegoś więcej niż serii przypadków. A jednak insynuacja, perswazja, poszlakowość łączą się w absurdalnym odczuciu perfidnej zabawy, której autorem jest nieokreślona siła wyższa. Ha, ha, ha.

    Trasa pozostaje też żartobliwym komentarzem do kondycji całego rynku wydawniczego. Każda konfrontacja Fretwella z księgarzami to świetna miniatura oddająca bolączki literatów i wydawców oraz oczekiwania konsumentów kultury. W satyrycznym ujęciu tematu przez Watsona powraca pytanie będące zmorą, na którą pokoleniowe wysiłki twórców nie opracowały skutecznego egzorcyzmu – komu to pisanie (i czytanie) tak naprawdę potrzebne? No komu?

    Pieniądze? Pisarz, publicysta, pucybut - podobne przychody...
    Pieniądze? Pisarz, publicysta, pucybut – podobne przychody…

    Może dlatego właśnie, aby nie zdawać się jedynie na towarzystwo liter, Watson wybrał komiksowe medium. Ale nawet tutaj zdecydował się na minimalistyczny styl, a ponadto na uproszczenie kreski, jaką głównie posługuje się, gdy występuje w roli rysownika. Wykonane cienką linią szkicowe rysunki (by pozostać konsekwentnie przy brytyjskim kluczu porównawczym – jak u Quentina Blake’a czy Tony’ego Rossa) odciążają treść ze słów tam, gdzie jest to potrzebne i umacniają jej prasowy kontekst. Bo i o gazetach jako reagującym na potrzeby i nastroje społeczne medium mówi Trasa.

    Jakkolwiek żadnemu autorowi i czytelnikowi nie życzę życiowych powikłań na poziomie G.H. Fretwella, to szczerze zachęcam do ich prześledzenia. I ufam wydawcy, że to początek trasy promocyjnej Andiego Watsona po Polsce, gdyż pozostające w jego autorskim dorobku Breakfast After Noon czy Slow News Day powinny z łatwością przypaść do gustu polskojęzycznym fanom komiksu społecznego i obyczajowego.

    Wydawnictwu Marginesy serdecznie dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Trasa promocyjna
    Wydawnictwo: Marginesy
    Scenariusz i rysunki: Andi Watson
    Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
    Typ: komiks
    Gatunek: czarna komedia
    Data premiery: 07.10.2020
    Liczba stron: 273

    Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    +kryminał egzystencjalny
    +brytyjski humor
    +(auto)ironia
    +lekkość formy

    Minusy:
    -hmm... chcecie suchara? Brak materiałów promocyjnych!

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Łukasz
    Łukasz "Justin" Łęcki
    Dzieciństwo spędziłem przy komiksach TM-Semic, konsoli Pegasus i arcade’owych bijatykach. Od kilkudziesięciu lat sukcesywnie podnoszę stopień czytelniczego wtajemniczenia, nie obierając przy tym szczególnej specjalizacji. Fascynują mnie mity, folklor, omen, symbole – wszystko, co tworzy panoptyczny rdzeń ludzkiej wyobraźni. Estetycznie i duchowo czuję się związany z modernizmem, ale dzięki dzieciom i znajomym udaje mi się utrzymywać niezbędny poziom cywilizacyjnej ogłady. Nałogowo wizytuję antykwariaty książkowe i sklepowe działy słodyczy. Piszę też dla wortalu i czasopisma Ryms.

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x