SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    O pół nieba lepiej. Recenzja komiksu The Wicked + The Divine Tom 2: Fandemonium

    KorektaVivique
    TWTD Tom 2 - z okładki aż wypływa magia
    TWTD Tom 2 – z okładki aż wypływa magia

    Z nieco sceptycznym nastawieniem podszedłem do lektury drugiego tomu The Wicked The Divine. Pierwsza odsłona serii zatytułowana Faustowska zagrywka pozostawiła w mojej duszy piętno rozczarowania. Naiwna teen drama wymieszana z hedonizmem – tak po swoim premierowym kontakcie określiłem cały blok. Jak to dobrze, że człowiek nie jest istotą nieomylną, a ciekawość pcha go tam, gdzie nie zawsze ma ochotę się udać.

    Zanim przejdę do konkretów, słów kilka o twórcach. Odpowiedzialny za scenariusz Kieron Gillen to osobowość dość poważnie traktowana na rynku komiksowym. Cechami charakterystycznymi tegoż autora są symbolizm oraz nawiązania do terminologii popkulturowej. Rozgłos przyniósł mu cykl Phonogram, od którego aż biją rytmy brytyjskiej muzyki pop i rocka. Aby lepiej zrozumieć komiks, trzeba zanurzyć się w teksty wyspiarskich muzyków. Wizualizacją pomysłów Gillena zajął się z kolei Jamie McKelvie. Ten walijski artysta użyczył swego talentu podczas tworzenia serii Ms Marvel oraz Young Avengers. Styl McKelviego nie wyróżnia się niczym szczególnym, o czym warto by napisać.

    Aż chce się zaśpiewać "Purple Rain".
    Aż chce się zaśpiewać „Purple Rain”.

    Akcja Fandemonium, podobnie jak w poprzednim tomie, rozgrywa się w Londynie. Załamana śmiercią Lucyfer Laura popada w lekką depresję i prowadzi nierówną walkę ze swoimi emocjami. Sprawę utrudnia też sława, zdobyta przypadkowo na jednym z popularnych portali społecznościowych. Obecność Laury podczas morderstwa jednego z bóstw została zarejestrowana przez kamery, a nagranie szybko trafiło do serwisów informacyjnych. Główna bohaterka tomu od czasu do czasu umieszcza krótkie treści w Internecie, które przyciągają całe rzesze obserwatorów. Jednak to zabawa w panią detektyw i chęć rozwikłania zagadki dotyczącej śmierci Lucyfer stanowią jej główne cele. Podczas śledztwa dziewczyna trafia na jedną z największych imprez na świecie, prowadzoną przez samego Dionizosa. Obfituje ona w substancje narkotyczne w hurtowych ilościach i psychodeliczną muzykę, wprawiającą uczestników w istny trans. Podczas zabawy Laura otrzymuje zlepek informacji, które mogą pomóc jej w rozwikłaniu tajemnicy i spełnieniu najskrytszego marzenia, jakim jest stanie się bóstwem. W tym samym czasie znajoma protagonistki o wdzięcznym imieniu Cassandra otrzymuje zaszczyt stania się częścią panteonu. Od tej pory przybiera imię Urd i rozpoczyna koncerty. Laura, mimo ogromnej zazdrości, cieszy się ze szczęścia (bądź nieszczęścia) koleżanki. Nikt jednak nie zdaje sobie sprawy z planów, jakie rodzą się w głowie przewodniczącej panteonu – Ananke.

    Fandemonium jest moim zdaniem nieco lepszą częścią od poprzedniczki. Kilka pominiętych postaci dostało swoje 5 minut, w pełni je wykorzystując. Mimo to wciąż otrzymujemy szczątkowe informacje o misji bóstw na ziemi. Wprawdzie pojawiają się wzmianki o zbliżającym się Ragnarok (osoby znające mitologię nordycką mogą mieć już pewne podejrzenia co do całego „przedsięwzięcia”), lecz nadal brakuje konkretów. Momentami panuje chaos. Przeskakiwanie pomiędzy motywami może być nużące, a mieszanie wątków jest w stanie wywołać zażenowanie.

    Grunt to szerokie horyzonty.
    Grunt to szerokie horyzonty.

    Podobnie jak w Faustowskiej zagrywce pojawiające się bóstwa nawiązują swym wyglądem do gwiazd muzyki pop. Mamy tu między innymi Isztar będącego personifikacją Prince’a oraz Odyna, którego wygląd (a raczej strój) nawiązuje do wizerunku członków Daft Punk. Mimo dość sceptycznego podejścia do serii oferującej czytelnikowi istny mind fuck, jestem skłonny ją ukończyć, a ostateczny werdykt całego cyklu pozwolę zachować sobie na sam koniec. Generalnie Fandemonium szokuje bardziej niż Faustowska zagrywka. Ostatnie strony sprawiły, że nad moją głową pojawił się ogromny znak zapytania. Zdecydowanie zakończenie drugiego tomu bardziej zachęca mnie do sięgnięcia po kolejny, inaczej niż miało to miejsce w przypadku Faustowskiej zagrywki. Sposób, w jaki autorzy „potraktowali” Laurę, wręcz zmusza do śledzenia dalszej części historii. Co będzie dalej? Się zobaczy.

    Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: The Wicked + The Divine Tom 2: Fandemonium
    Wydawnictwo: Mucha Comics
    Scanariusz: Kieron Gillen
    Rysunki: Jamie McKelvie
    Tłumaczenie: Piotr Czarnota
    Data premiery: 07.08.2018
    Liczba stron: 192

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + nieprzewidywalne zakończenie
    + parę ciekawych osobowości
    + jakość wydania
    + dramatyzm i suspens

    Minusy:
    - panujący chaos
    - szczątkowe informacje o misji bogów

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec
    Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec
    Rocznik ’88. Fan komiksu, dobrej książki i filmu. Lubi posłuchać ostrzejszych brzmień. Swój gust muzyczny przyprawia klasyką oraz muzyką elektroniczną. Nie znosi owijania w bawełnę i jak ognia unika „niepracującej szlachty” czy „absolwentów szkół robienia hałasu”. W wolnych chwilach poluje na prawdziwe pokemony, włócząc się z wędką wzdłuż brzegów Królowej Rzek, zdradzając ją chwilami z innymi ciekami i bajorami. Nieuleczalny fanatyk włoskiego futbolu (wierny kibic Interu Mediolan). Wielbiciel dobrego piwa i whisky. Czasem popełnia recenzje, by innym razem nabazgrolić coś z zupełnie innej beczki. Podczas ostatniego remontu w jego domu, jeden z majstrów stwierdził, że ma nierówno pod sufitem.

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x