SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Znudzeni nieśmiertelnością i przydługim seansem. Recenzja filmu The Old Guard

    KorektaYaiez
    The Old Guard - kard z filmu
    The Old Guard – kard z filmu

    The Old Guard jest kolejnym filmowym średniakiem, który niespecjalnie dba o pokłady potencjału, jakie ma w swoim ekwipunku. Zawieszony między kinem akcji a dramatem o nieśmiertelności strzela widza raz po raz w facjatę… niestety okłada nas przede wszystkim leniwym pisaniem, scenariuszowymi dziurami i przeciętnością realizacji.  

    Grupa nieśmiertelnych najemników od stuleci zajmuje się zadaniami niewykonalnymi. Przynajmniej mówią oni o swojej pracy, jakby rzeczywiście tak było. Biorą udział w konfliktach, walkach i rewolucjach. Wszędzie tam, gdzie dzieje się źle, a ludzkość zmierza w złym kierunku. Działają zawsze w cieniu  – nieśmiertelni, niezwyciężeni i niewzruszeni. Aniołowie stróże ludzkości uzbrojeni po zęby. Nie wiadomo, kim są: bogami, błędami ewolucji, interwencją kosmitów czy dowodem na to, że picie mleka rzeczywiście wzmacnia kości. Sami też żyją w niewiedzy. Po prostu trwają, by z czasem niespodziewanie zgasnąć. Przez lata wiele widzieli i mają już dość. Szczególnie teraz, gdy świat rozchodzi się w szwach, a przez technologię coraz trudniej o anonimowość. Witamy w XXI wieku! Zapnijcie pasy, tu jest beznadziejnie! Po rocznej przerwie decydują się na jeszcze jedno zadanie. Misja okazuje się pułapką, a oni stają się celem złej korporacji. W międzyczasie ujawnia się kolejna nieśmiertelna osoba, którą muszą odnaleźć, zapoznać z zasadami i wyszkolić. Zemsta jednak nie będzie czekała wiecznie.  

    The Old Guard – kadr z filmu

    The Old Guard stawia przed nami jedno naprawdę poważne pytanie: co Charlize Theron robiła w tak słabym filmie? Nowa produkcja Netflixa to zupełnie nieatrakcyjny akcyjniak, który niedomaga na absolutnie każdym polu, a jego jedyną zaletą jest fakt, że ma „momenty”. Zrealizowany słabo i beznamiętnie, truchta sobie nieśpiesznie po najprostszym możliwym schemacie i nie zaskakuje zupełnie niczym. Ma w sobie za mało siły i błyskotliwości, aby obronić się nawet jako przeciętna rozrywkowa rozpierducha masująca szare komórki. W The Old Guard leży wszystko, jednak w przeciwieństwie do bohaterów, inne elementy nie posiadają zdolności do regeneracji. Scenariusz jest tu boleśnie przewidywalny i nie szykuje najmniejszej nawet niespodzianki. Każdy zwrot akcji można przewidzieć z półgodzinnym wyprzedzeniem. Film, pomimo ciekawych wątków, odtwarza najprostszy dostępny szablon kina akcji, a jedyną modyfikacją jest niemiłosierne rozciągnięcie go do dwóch nużących godzin. Każda zdrada, powrót, przewrót i misja ratunkowa pojawiają się jak od linijki. Ale przecież to tylko akcyjniak! One nie potrzebują dobrej historii, aby funkcjonować. Oczywiście, tylko że cała reszta również prezentuje się strasznie.  

    Dialogi rozpisane są bez nawet odrobiny lekkości, a gra aktorska pozostawia wiele do życzenia. Między głównymi bohaterami prawie w ogóle nie ma chemii. Ekipa wojowników od stuleci walczy ramię w ramię ze złem tego świata, ale zamiast tworzyć zgraną paczkę, zachowują się, jakby jej członkowie odhaczali zmianę z obcymi ludźmi. Gdzie w tym braterstwo, kumpelstwo i zaciśnięte więzi? Cóż, najwyraźniej zagubili je gdzieś w czasach renesansu. Wyjątek stanowi relacja Nicka i Joe’ego, ale panowie prezentowali sobą coś autentycznego jedynie przez chwilę, by ostatecznie zrównać się z niedomagającą resztą. Jeszcze gorzej wyglądał ten zły. Kreacja czarnego charakteru to w zasadzie nieśmieszny żart z konwencji –  właściciel złej korporacji pojawia się na ekranie trzy czy cztery razy i za każdym razem z brytyjskim akcentem powtarza, że musi zarabiać i chce więcej pieniędzy. Było to naprawdę złowieszcze i bezwzględne. Dobra, to może przynajmniej rozpierducha była porządna? Niestety. 

    Nie ma się czego ba, gdy twoje plecy kryje nieśmiertelny Tofik!
    Nie ma się czego ba, gdy twoje plecy kryje nieśmiertelny Tofik!

    Choreografia walk i sceny akcji w większości przypadków nie miały w sobie najmniejszego nawet polotu. Po co przerzucać przez ramię kolesia, któremu właśnie zaaplikowano z przyłożenia pół magazynku prosto w bebechy? Pewnie „dla efektu”, ale ten raczej nie został osiągnięty. Jedynie kilka momentów wypada przyzwoicie, jednak w filmie o grupie nieśmiertelnych wojowników to zdecydowanie za niski poziom. Większość walk składa się z wyraźnie markowanych ciosów, prostych układów i uderzania w cymbał kolejnych stojących w miejscu przeciwników. Produkcji brakuje w tym aspekcie dynamiki, kreatywności czy chwilami nawet solidnego rzemieślniczego wykonania.  

    Ok, nasza drużyna odpornych wojów była w stanie załatać największe nawet obrażenia i rany. Niestety nie można tego samego powiedzieć o scenariuszu. Tych dziur, niedociągnięć i słabego pisania nie złagodziłyby nawet babcine okłady. Doświadczona żołnierka po zdjęciu munduru zapomina o wyszkoleniu, a jej motywacje mają niewiele sensu. Jeden ze złoczyńców, zapytany o co mu właściwie chodzi, mówi, że tak po prostu zaczął szukać nieśmiertelnych. No świetnie, szkoda, że nie zobaczyliśmy sceny, w której zasiada w szlafroczku i z kawusią przed laptopem, a następnie wpisuję w przeglądarkę „nieśmiertelni ludzie gdzie znaleźć”, ale wtedy pewnie wyskoczyłby mu Elvis Presley. Gdzieś w połowie filmu w historię zostaje wepchnięty dość duży wątek. Przez chwilę wydaje się pierońsko ważny i sprawia wrażenie, jakby miał być główną siłą napędową fabuły. Nie jest. Dosłownie po dwóch scenach zupełnie znika, a po bohaterach spływa bez śladu. Ostatecznym kopniakiem w splot słoneczny, jaki wymierza nam produkcja, jest ścieżka dźwiękowa. Dawno nie słyszałem tak źle dobranej muzyki. W tym przypadku zestaw utworów brzmi, jakby ktoś pomylił soundtracki i wrzucił muzykę przygotowaną pod nastoletnią dramę.  

    Jasne, sporo się tam biją, ale brakuje w tym świeżości i ciekawej choreografii.
    Jasne, sporo się tam biją, ale brakuje w tym świeżości i ciekawej choreografii.

    Jedynym ciekawym elementem filmu jest motyw nieokreślonej nieśmiertelności. Bohaterowie nigdy nie wiedzą, czy ich następny zgon nie będzie tym ostatnim. To całkiem ciekawa opozycja dla popularnego motywu wampirzej wieczności. Pomysł jednak zostaje zasypany bylejakością aktorskiego wykonania. Postaci nie wyrażają sobą nic. Obsada w żaden sposób nie zagrała obaw swoich postaci, ich wyczerpania czy faktu, że żyją od setek lat – co mogłoby im przecież pomieszać klepki ze sto razy. Aktorzy tego nie czuli i nawet nie starali się pokazać. Kolejne kopniaki serwuje tu mizerny scenariusz i słabiutkie tempo. Seans zupełnie nieciekawy, nudny i boleśnie przewidywalny. Nic nowego i nic zabawnego. Szczególnie szkoda Charlize, bo udział w tym przeciętniaku, to strzał w stopę przez kolano z rykoszetem w obie nerki.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: The Old Guard
    Data premiery: 10.07.2020
    Typ: film
    Gatunek: Akcja / SF / Superhero
    Reżyseria: Gina Prince-Bythewood
    Scenariusz: Greg Rucka
    Obsada: Charlize Theron, KiKi Layne, Matthias Schoenaerts, Marwan Kenzari, Luca Marinelli, Chiwetel Ejiofor i inni.
    Author

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + ciekawy motyw nieśmiertelności
    + Charlize Theron macha toporem

    Minusy:
    - odtwarzanie najprostszego schematu kina akcji
    - wtórny i przewidywalny scenariusz
    - brak chemii między większością bohaterów
    - śmieszny czarny charakter
    - przeciętna i małopomysłowa choreografia walki
    - fabularne dziury
    - dłużyzny
    - nieumiejętne rozłożenie wątków
    - śmieszne motywacje postaci

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Wojciech Bryk
    Wojciech Bryk
    Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x