SIEĆ NERDHEIM:

Kikuty zdrowieją. Recenzja komiksu Stumptown – tom 3

Okładka, jakby stylowa nie była, zapowiada fatalną zmianę rysownika.

Greg Rucka – scenarzysta, co by nie gadać, raczej doceniany. Współautor świetnego Gotham Central, autor kilku bardzo dobrych tytułów ze stajni DC Comics i pewnej doskonałej serii o plączącej się sieci Spider-Mana. Laureat trzech nagród Eisnera, nominowany też do kolejnej za Stumptown właśnie. Na szczęście tej ostatniej nie otrzymał – gdyby było inaczej, totalnie zwątpiłbym w swój komiksowy gust. Seria, którą właściwie do tej pory chwaliłem praktycznie wyłącznie za oprawę graficzną, przy trzecim tomie sprawiła mi niespodziankę w postaci nowego artysty. Artysty, co mówię z żalem, nieszczególnie zdolnego do samodzielnego zapewnienia jakiejkolwiek jakości.

Odrobina tła kulturowego, jako dodatek do wyjaśnienia tytułu zawartego w recenzji pierwszego tomu (przeczytajcie sobie tutaj). Portland, jako taki przyczółek europejskiego ducha w Stanach Zjednoczonych, poza kraftowym piwem i hipsterską sceną artystyczną, przypadły w udziale przyjemności wynikające z kibolstwa. Tak, grają tam w piłkę nożną i tak, tam również zdarzają się ludzie usprawiedliwiający swoją agresję preferencjami sportowymi.

Rzuć kamieniem, jeśli według Ciebie to wygląda dobrze.

W związku z powyższym Dex, czyli nasza główna bohaterka, angażuje się w czysto osobiste śledztwo. Jej dobry przyjaciel zostaje dotkliwie poturbowany po meczu. Oczywiście podejrzenie pada od razu na bogu ducha winnych lokalnych patriotów, miłośników zdrowej rywalizacji i średnio bystrych przyśpiewek. Sprawa, jak to zwykle bywa, szybko się komplikuje, a osobiste problemy, świeży romans i konflikt z lokalnymi funkcjonariuszami nie ułatwią dotarcia do prawdy. Sama Dex zresztą niezmiennie nie błyszczy charyzmą ułatwiającą relacje międzyludzkie.

Zacznijmy od tych nieszczęsnych rysunków. Nigdy nie twierdziłem, że Matthew Southworth jest artystą wybitnym, ale konieczność obcowania z robotą Justina Greenwooda wynosi poprzednika na piedestał sztuki komiksowej. Pogrzebałem trochę w sieci i niektóre z ilustracji nowego wyglądają świetnie, punktując głównie dynamiką, w późniejszych zeszytach Stumptown zresztą też najwyraźniej wygląda to lepiej. Teraz jednak jest dramat. Parada niedbałości, powykręcanych sylwetek i przerażająco podatnych na mutacje pysków. Jestem fanem stylistyki, w którą Greenwood stara się trafić – odległej od realizmu i umownej. Dobremu artyście taki wybór daje spore pole do popisu, tutaj mamy za to sytuację, w której z kadru na kadr postacie zmieniają swoje rysy twarzy. W tłach (jeśli w ogóle się pojawiają) i kompozycjach przejawia się czasem pewien potencjał, ale jego pełnej realizacji w tym tomie ze świecą szukać.

Jedyną stałą cechą twarzy Dex jest duży nos.

Wniosek jest więc prosty, prawda? Klapa totalna, bo przecież ani fabuła, ani postacie (poza niezmiennie doskonałym Anselem), nigdy nie były w Stumptown szczególnie wyjątkowe. No właśnie nie, bo Rucka (podświadomie chyba) nadrobił braki wizualne poprawkami w scenariuszu. Co najważniejsze, protagonistka już nie motywuje u mnie kibicowania złoczyńcom! Nadal ma trudny charakter, ale w swojej dociekliwości nie jest już tak nierozsądna, nie prosi się ciągle o lanie i przejawia więcej objawów emocjonalnej głębi. Przede wszystkim, może ze względu na osobisty charakter sprawy, wreszcie faktycznie odwala jakaś robotę detektywistyczną, całkiem skutecznie zresztą. Poprzednio raczej wpadała mimowolnie w wir wydarzeń zmierzających do finału. Teraz ma w dotarciu do zakończenia niezaprzeczalny udział. Chociaż rozwiązanie napędzającej fabułę zagadki nie jest szczególnie porażające, to główny wątek dobrze spełnia rolę katalizatora pobocznych motywów.

Wreszcie też mocniej odczułem udział całego miasta w historii. Rucka ponoć ogarnia Kikutowo, zna mroczne uliczki metropolii i czuje ten specyficzny klimat kręgów kibicowskich. Udało mu się, bez przesadnego dłubania w szczegółach, rozrysować całkiem złożony obraz tych środowisk i idących za nimi nielegalnych interesów. Dzięki temu komiks raczej przeciętny fabularnie zyskał jakąkolwiek wartość dodaną. W takiej formie mógłbym nawet bez wstydu określić go jako coś nawiązującego do klimatu noir, choć do poziomu Criminal nadal jest tu niewyobrażalnie daleko.

Dobrze, że autko całe…

Ostatecznie, co twórcy zrąbali w warstwie wizualnej, to też nadrobili zauważalnym skokiem jakości opowieści. Stumptown w dalszym ciągu jest komiksem niespełniającym oczekiwań nierozerwalnie związanych z względnym prestiżem nazwiska autora, nie musi już jednak być źródłem wstydu. O ile oczywiście nie skupimy się za bardzo na odwalonych na kolanie ilustracjach. Ja jestem zadowolony z jednego powodu – już dawno powinienem sobie tę serię odpuścić, a z jakiegoś powodu tego nie zrobiłem. Rzadko się zdarza, żeby na etapie trzeciego tomu zbiorczego tytuł zaczął się poprawiać, większość okropieństw nie dostaje takiej szansy. To mówi wiele o potędze, jaką niesie ze sobą znane nazwisko na okładce. Nie mam jednak pretensji, bo ku mojemu zaskoczeniu, z chęcią zobaczę, gdzie serię zabierze kontynuacja.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Stumptown tom 3
Wydawnictwo: Mucha Comics
Autorzy: Greg Rucka, Justin Greenwood
Tłumaczenie: Arek Wróblewski
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 144
Data premiery: kwiecień 2021

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Rafał "yaiez" Piernikowski
Aktywny hobbistycznie i towarzysko człowiek renesansu. Zainteresowany w jakimś stopniu prawie wszystkim, co nie wymaga ekstremalnych ilości wysiłku fizycznego. Lingwista z wykształcenia, robol w przemyśle ciężkim z zamiłowania. Charakteryzuje mnie zamiłowanie do filmów, seriali i komiksów, które podobają się wszystkim i do muzyki, która nie podoba się nikomu. Jako entuzjastyczny grafoman prowadzę również hałaśliwy, muzyczny fanpage (https://www.facebook.com/niereteha/).