SIEĆ NERDHEIM:

Emocjonalna burza. Recenzja komiksu Sandman, tom 3

Sandman - okładka komiksu © Egmont Polska
Sandman – okładka komiksu © Egmont Polska

Za sprawą kolejnego polskiego wydania tego legendarnego dzieła Gaimana wreszcie nadeszła pora na mnie, by się z nim zapoznać. Przyznam, że byłem podekscytowany perspektywą recenzowania tego tomu, bo poprzednie wciągnąłem bez mrugnięcia okiem. Możecie sobie wyobrazić, jak zrzedła mi mina, kiedy zobaczyłem zawartość tego komiksu i tematy w nim występujące. Pomyślałem sobie – cholera, jak ja to opiszę? No cóż, zobaczmy…

Kolejny wolumen (podobnie, jak poprzedni) nie prezentuje stałej, zwartej fabuły, a raczej zbiór przypowieści, w których Morfeusz pełni punktową rolę (o ile w ogóle występuje, ale o tym za chwilę), a uwaga skupia się na innej postaci. W tym wypadku są cztery historie i od razu zaczynamy z grubej rury. Pierwsza z nich opowiada o pisarzu, którego dopadł kryzys po udanym debiucie literackim. Motyw stary jak świat z tą różnicą, że w tym wypadku, by przemóc swój kryzys, nie przechodzi on żadnej ścieżki ani nie popada w nałóg, a wymienia bezoar za muzę Kaliope. Czytając to, możecie pomyśleć: „ojej, straszne, przetrzymywanie mitologicznej postaci przez człowieka ku jego celom, wcale tego nie było w pierwszym tomie” i mielibyście rację, gdyby nie fakt, że żywa inspiracja jest strasznie uprzedmiotowiona, wprost pada stwierdzenie „nie jest nawet człowiekiem” podczas sceny gwałtu na niej. Wszystko to okraszone jest przerażającą oprawą artystyczną bazującą na zimnych barwach, grą światłocieniem i minimalizmem w szczegółach. Zwłaszcza twarz na kadrze wspomnianym powyżej. Przerażający widok. Kiedy pierwszy raz to przeczytałem, nie mogłem uwierzyć własnym oczom – Gaiman, coś Ty tu poczynił! Szok za tym idący sprawił, że nie dostrzegałem pewnych szczegółów i nie rozumiałem niektórych zabiegów artystycznych. Na szczęście akurat w przypadku tej przypowieści na końcu zawarty został pierwowzór scenariusza wraz z ręcznymi komentarzami twórców. Co prawda, pełniły one raczej funkcję bardziej humorystyczną, aniżeli krytyczną, niemniej uważam, że to element, o którym warto wspomnieć. Odchodzę jednak od tematu, więc wracając – spojrzenie z drugiej strony pozwoliło nie tylko zrozumieć to, co wcześniej przeczytałem, a jeszcze bardziej docenić kunszt autora, który dokładnie wyłożył, jaki cel chciał osiągnąć i dlaczego. Uff, moje zdanie na temat pisarza się nie popsuje. Reszta już ma raczej klasyczną strukturę, gdzie na końcu pojawia się Pan Snów, by wyzwolić muzę z opresji. Przyznam, że to trochę rozczarowujące, że musiała zostać uratowana, a nie jakoś sama przezwyciężyła sytuację, no ale ta seria wychodziła, zanim się urodziłem, także to były inne czasy.

Sandman - strona z komiksu © Egmont Polska
Sandman – strona z komiksu © Egmont Polska

Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do kwestii załączonego scenariusza. Widzę w jego przypadku dwa potencjalne problemy, których bynajmniej nie należy traktować jako wady, ale warto o nich wspomnieć. Po pierwsze nie każdemu będzie się chciało go przeczytać, ale to już wina czytelnika. Po drugie został on zamieszczony w języku angielskim. Tutaj do końca nie wiem co myśleć, bo z jednej strony to świetnie, pozwala nam dokładnie zapoznać się z ideą autora (dobór słownictwa w opisie ma znaczenie), z drugiej jednak to polskie wydanie komiksu i potencjalny odbiorca może nie dać rady z odbiorem bez tłumaczenia. Nie mam tu sprecyzowanej opinii na ten temat.

Mam jednak pewne zdanie o następnej historii – Śnie tysiąca kotów.W niej śledzimy świat z perspektywy pewnego malucha, który wraz ze swoimi futrzastymi przyjaciółmi wyrusza na zgromadzenie, na którym kocica wygłasza orędzie do swych braci i sióstr o chwale ich gatunku. Opowiada, że nie tak dawno była jak oni – zależna od swoich właścicieli i fałszywie wierząca, że jest wolna. Na skutek tragicznych zdarzeń, które niestety są przejawem ludzkiej okropności, utraciła swoje młode, co zapoczątkowało jej wyprawę ku spotkaniu z Nieskończonym. To też świetne ukazanie, że Oneiros, Śmierć i inni nie są powiązani jedynie z ludźmi i przyjmują postać im podobną, lecz z każdym stworzeniem na ziemi. Kot Snów ukazał kotce wizję, w której to jej gatunek jest dominujący, a nie uległy człowiekowi. Wyruszyła ona po świecie szerzyć słowo, by tysiące kotów wyśniły nowy świat, a wtedy on nastanie. Nie chcę zdradzać zakończenia, ale jest ono perfekcyjne. Kształtuje tę historię jako przypowieść i lekcję dla nas o okrucieństwie i pozorach.

Sandman - strona z komiksu © Egmont Polska
Sandman – strona z komiksu © Egmont Polska

Trzecia opowieść jest dla mnie najtrudniejsza do opisania. Głównie ze względu na fakt, że nie znam Snu Nocy Letniej. Niemniej jest to jedyny komiks, który otrzymał nagrodę World Fantasy Award. Z tego co się dowiedziałem, to jego fabuła skupia się na tym, że widzami rzeczonego spektaklu są postacie, których on dotyczy. W tym miejscu jest też pierwsze jawne nawiązanie do wcześniejszych wydarzeń. Otóż w poprzednim tomie dowiedzieliśmy się o umowie pomiędzy Morfeuszem a Williamem Shakespeare’em, a tu obserwujemy jej dalszy przebieg, ale bynajmniej nie zwieńczenie. Temat nie może pozostać bez ukrytych mądrości i komentarza o świecie, lecz jego eksploracja jest już w waszych rękach. Niestety muszę przyznać, że tę historię czytało się najtrudniej ze wszystkich zebranych (a akcja w erze elżbietańskiej była wcześniej moim faworytem) i definitywnie plasuje się u mnie na ostatnim miejscu, ale sprawiła, że koniecznie zapoznam się z pierwowzorem angielskiego poety.

Na końcu znalazła się Fasada – swoisty komentarz na temat superbohaterstwa, ciężaru, jaki za nim idzie, klątwy supermocy i cierpienia, które każdy z ludzi skrywa za maską. Tak jak Kaliope była poruszająca przez swoistą brutalność i łamanie tabu, tak ta historia uderza równie mocno, ale na kompletnie innej warstwie. To także jedyne miejsce w tym komiksie, gdzie nie pojawia się Władca Snów, a przedstawicielem Nieskończonych jest jego siostra – Śmierć. Morał jest dosyć prozaiczny, ale dotkliwy – śmierć nie wybrzydza i ostatecznie dotyka każdego.

Sandman – strona z komiksu © Egmont Polska

Trzeci tom Sandmana wziął mnie kompletnie z zaskoczenia. Zupełnie nie spodziewałem się takiego odejścia od wcześniej ukazanych motywów, a także przedstawienia drastycznych tematów. Przytoczone przypowieści są zarazem intrygujące, wciągające i skłaniające czytelnika do refleksji. Głęboko się zastanawiam, czy to nie jest najlepszy, jak dotąd, wycinek tej serii. Ale takie zdanie wygłaszam po przeczytaniu każdego kolejnego zbioru. Jedno jest pewne i nie jest to wniosek pochodzący bezpośrednio z tej pozycji, ale utwierdzający się w niej – najlepsze historie to te, w których Morfeusz nie gra pierwszych skrzypiec. Już nie mogę się doczekać kolejnego etapu i tego, co Gaiman w nim przygotował. Całkowicie rozumiem kultowość tej serii i obowiązkowość lektury dla każdego fana komiksu.

Tytuł polski: Sandman. Kraina Snów.
Tytuł oryginalny: The Sandman: Dream Country
Wydawnictwo: Egmont
Autorzy: Neil Gaiman, Kelley Jones, Malcolm Jones III, Charles Vess, Colleen Doran
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Gatunek: Fantasy
Data premiery: 19.01.2022
Liczba stron: 160
ISBN: 9788328150256

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Jurek Kiryczuk
Jurek Kiryczuk
Za dnia programista, w nocy maniak popkulturowy, który ogląda zdecydowanie za dużo seriali. Oprócz tego pochłania masowo komiksy, filmy oraz gry. Nie lubi dyskutować o muzyce, bo uważa, że każdy gatunek ma w sobie coś do zaoferowania, a sama muzyka powinna łączyć, a nie dzielić ludzi. Dusza humanisty zamknięta w ciele ścisłowca dostaje swoją chwilę, pisząc teksty na tym portalu. Oprócz popkultury i nowinek technologicznych lubi napić się dobrego piwa, a także zasłuchiwać się w podcastach.
Za sprawą kolejnego polskiego wydania tego legendarnego dzieła Gaimana wreszcie nadeszła pora na mnie, by się z nim zapoznać. Przyznam, że byłem podekscytowany perspektywą recenzowania tego tomu, bo poprzednie wciągnąłem bez mrugnięcia okiem. Możecie sobie wyobrazić, jak zrzedła mi mina, kiedy zobaczyłem zawartość tego...Emocjonalna burza. Recenzja komiksu Sandman, tom 3
Enable Notifications    OK No thanks