Więcej

    Głębia rozczarowań. Recenzja komiksu Przebudzenie

    KorektaKoszmar

    Darwinowska teoria jasno określiła, które istoty zajmują najwyższe miejsce w piramidzie ewolucji. Tylko te najinteligentniejsze oraz najbardziej odporne na wszelkiego rodzaju zmiany klimatyczne są w stanie przetrwać wszystko. Kolejne, już nieco bardziej współczesne teorie opierające się na dotychczasowych obserwacjach kosmosu i oceanicznych głębin pozwalają wysnuwać jedynie domysły o nowych gatunkach, być może nawet inteligentniejszych i potężniejszych od człowieka. A co, jeśli owe wizje zaczną się urzeczywistniać? Pod którą tablicą (do wyboru: „NOWE MOŻLIWOŚCI” oraz „ZAGŁADA”) przyjdzie stanąć homo sapiens? Swoją wersję wydarzeń dość ciekawie zaprezentował Scott Snyder wespół z Seanem Murphy.

    Zanim przejdę do konkretów, postawię pytanie: czy Przebudzenie to komiks, który zasłużył na nagrodę Eisnera? Zdania są podzielone, choć postaram się przybliżyć plusy i minusy tej opowieści, by na końcu dać odpowiedź. Zacznijmy od początku. The Wake składa się z dwóch części. Pierwsza z nich to historia doktor Archer, miłośniczki morskich stworzeń. Podczas badań nad waleniami odwiedza ją niespodziewany gość i przedstawia interesującą propozycję. Zdolna Archer podejmuje się zadania i już po paru godzinach trafia na pokład nowoczesnej łodzi podwodnej. Załogę, poza główną bohaterką, tworzy jeszcze grupa techników, obsługa oraz ochrona. Gdy tylko ekipa dociera do ukrytego, podwodnego kompleksu, Archer dowiaduje się o nowym gatunku istot zamieszkujących głębiny oceanu. Z początku podchodzi sceptycznie do sprawy, jednak później odkrywa w jednym z pomieszczeń ogromną szklaną komorę, w której znajduje się owo stworzenie.

    Kolejna historia rozgrywa się 200 lat po wydarzeniach mających miejsce w poprzedniej części. Większość lądów zostaje zalana, a ludzkość każdego dnia walczy o przetrwanie. Poza czyhającymi w głębinach potworami to człowiek stanowi dla siebie ogromne zagrożenie. Piraci i korporacje prowadzą ze sobą wojny o wpływy. Woda zdatna do picia oraz jedzenie to główne waluty rządzące tym światem. Wśród mieszkańców odmienionej Ziemi, których przodkowie przetrwali wielką powódź, żyje Leeward – zbuntowana wojowniczka. Z pomocą ukochanego delfina o wdzięcznym imieniu Plusk poluje na głębinowe stwory. W jakim celu? Otóż istoty te wydzielają pewne substancje halucynogenne, których działanie ułatwia im zabijanie swych ofiar. Po odpowiedniej obróbce stają się one pożądanym na czarnym rynku narkotykiem. Podczas odpoczynku po swojej ostatniej wyprawie Leeward zostaje zaskoczona przez korporacyjnych żołnierzy i trafia do niewoli.

    Zacznijmy może od plusów Przebudzenia. Są nimi na pewno piękne plansze, pełne otwartych przestrzeni oraz wszelkiego rodzaju monstrualnych wehikułów. Stwory głębinowe oraz ich fizjonomia (zwłaszcza wykorzystywanie halucynogenów) również stanowią dość interesujący element tomu, podobnie jak postać sympatycznego Pluska. Ciekawie też zaprezentowano pierwszą część historii, będącą prawdziwym survival horrorem i stanowiącą zgrabne połączenie Aliena z Piekielną głębią. Klaustrofobiczne lokacje i zabójcze stwory to coś, co spodoba się fanom gatunku. Od czasu do czasu pomiędzy planszami pojawiały się też retrospekcje, ukazujące choćby życie na Ziemi kilka milionów lat temu. I niestety z plusów to by było na tyle…

    Pierwszym z minusów są nierówne plansze pana Murphy’ego. Choć część wręcz hipnotyzuje czytelnika (tak bardzo, że nie chce się od nich oderwać), pozostałe rysunki są albo średnie, albo poprawne. Drugim z minusów są postacie… Nie da się do nich zbytnio przywiązać i z nimi utożsamić, a niektóre ich decyzje czy zachowania są nielogiczne. I to do tego stopnia, że psują przyjemność z czytania. Kolejny negatywny znak postawię na czarnych charakterach. Ich działania i sposób myślenia jest zły chyba tylko dla zasady. Nie przemawia do mnie takie spłycenie. Osłabiło mnie również (mimo że był to jeden kadr) ukazanie pewnego kobiecego narodu z Omanu. Jakoś zabrakło w tym logiki…

    Podsumowując… Przebudzenie nie jest komiksem wybitnym. To taki średniak opakowany w ładny papier. Ma swoje mocne momenty, ale potrafi też znużyć i doprowadzić niekiedy do poirytowania. Zadowoli niektórych fanów SF i survival horroru, rozczaruje pozostałych. Odpowiadając w tym miejscu na wcześniej postawione pytanie, powiem krótko: NIE. The Wake „zasłużył” na Nagrodę Eisnera w 2014 roku tak samo, jak Lionel Messi na Złotą Piłkę w 2010 r.

    Dziękuję wydawnictwu Mucha Comics za przekazanie komiksu do recenzji.

    Szczegóły:

    Tytuł: Przebudzenie
    Wydawnictwo: Mucha Comics
    Typ: komiks amerykański
    Gatunek: science-fiction
    Data premiery: 05.02.2015
    Scenariusz:Scott Snyder
    Ilustracje: Sean Murphy
    Liczba stron: 224

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + pierwsza część sprawdza się jako survival horror
    + wizja zalanego świata
    + głębinowe stwory
    + Plusk!
    + część plansz urzeka…

    Minusy:
    - …część jest średniawa
    - nielogiczne zachowania postaci
    - ich bezbarwność
    - zbytni chaos fabularny

    Dodaj komentarz

    avatar
    Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec
    Łukasz „Kisiel” Krzeszowiec
    Rocznik ’88. Fan komiksu, dobrej książki i filmu. Lubi posłuchać ostrzejszych brzmień. Swój gust muzyczny przyprawia klasyką oraz muzyką elektroniczną. Nie znosi owijania w bawełnę i jak ognia unika „niepracującej szlachty” czy „absolwentów szkół robienia hałasu”. W wolnych chwilach poluje na prawdziwe pokemony, włócząc się z wędką wzdłuż brzegów Królowej Rzek, zdradzając ją chwilami z innymi ciekami i bajorami. Nieuleczalny fanatyk włoskiego futbolu (wierny kibic Interu Mediolan). Wielbiciel dobrego piwa i whisky. Czasem popełnia recenzje, by innym razem nabazgrolić coś z zupełnie innej beczki. Podczas ostatniego remontu w jego domu, jeden z majstrów stwierdził, że ma nierówno pod sufitem.