SIEĆ NERDHEIM:

Zielone Wrota do dobrego komiksu. Recenzja komiksu Nieśmiertelny Hulk

KorektaJustin

Dom Pomysłów podaje nam pod szyldem Marvel Fresh kolejną fazę wydawniczą w wiecznym kole resetów i przełomowych wydarzeń. Fresh, czyli świeżo jak szczypiorek, a jak szczypiorek, to i zielono, więc trzeba porozmawiać o odnowionym Hulku. I myślę, że będzie się o nim mówić jeszcze długo, bo naprawdę straszy. Wobec komiksów superbohaterskich zwykle tego przymiotnika używam w niepochlebnym znaczeniu, ale tutaj rzeczywiście zobaczymy coś, czego jeszcze w Marvelu nie było: grozę.

Nieśmiertelny Hulk jest bezpośrednią kontynuacją Wojny Domowej II i Sekretnego Imperium. Bruce Banner, napromieniowany naukowiec znany ze swojego groźnego alter ego, umarł. Po raz kolejny, co komiks nam z miejsca przypomina. Różnica jest taka, że tym razem Bruce chciał pozostać martwy i podjął ku temu specjalne środki (z użyciem specjalnej strzały i celnego oka przyjaciela). Eksperyment ostatecznie zawiódł, ale w zamian Banner odkrył na swój temat coś gorszego i groźniejszego, co zmienia jego relacje z Hulkiem na zawsze. Szczęśliwie, nie musimy znać poprzednich wydarzeń z dokładnością co do słowa, by zrozumieć, co dzieje się z naszym zielonym koleżką. Co więcej, scenarzysta Al Ewing powraca do korzeni postaci, a motyw uszkodzenia mózgu posłużył mu do odebrania Bannerowi umiejętności babrania się w cudacznej technologii. W tomie pierwszym z superbohaterskiego sci-fi schodzimy na ziemię, do tanich barów przy drodze, nocnych wędrówek po opustoszałych ulicach i przyziemnego, ale bardzo ludzkiego zła. To historia dla dojrzałych czytelników.

Fabuła podąża śladami odrodzonego bohatera, włóczącego się po Ameryce. Poznajemy ją z podwójnej perspektywy: śledztwa dziennikarki Jackie McGee, podążającej tropem zniszczeń pozostawionych przez wskrzeszonego giganta, oraz przez zmęczone oczy Bannera, kierującego się tam, gdzie prowadzi go instynkt Hulka, wychodzącego teraz wyłącznie nocą i w przypadku, gdy Bruce… umrze. Kiedy zaś oddycha, rejestruje z niepokojem zachodzące w nim zmiany, rozważa zagadnienia życia i śmierci, a także tajemnicę Zielonych Wrót nawiedzających jego wspomnienia. Z czasem pojawiają się znane komiksowe motywy, jak tajna organizacja militarna i wpadający na rozpierduchę koledzy z Avengers, ale gdyby nie trykoty, zapomniałbym, że czytam komiks superbohaterski. Bo to horror jest.

Czym straszy nowy Hulk, słusznie ochrzczony jako diabelski? Niepokojącą mordą małpoluda o intensywnym, obnażającym kłamstwa spojrzeniu. Wielkimi łapskami, ale i przebiegłymi słowami docierającymi do najbardziej skrytych fragmentów dusz. Piekielnym igraniem z ideą Jungowskiego Cienia. Trudnymi filozoficznymi pytaniami podważającymi prawdy o nas samych. Również samym Brucem Bannerem, pokrzywdzonym człowiekiem o wybuchowym charakterze i paskudnej przeszłości, która wcale go nie wybiela i nie wzbudza sympatii. Motyw nieszczęśliwych wydarzeń mogących doprowadzić do tragedii powraca często na stronach komiksu. 

Nie patrz mu w oczy.

W Nieśmiertelnym Hulku dreszcz dotyczy nie tylko psychologicznego aspektu. Al Ewing zręcznie balansuje pierwotnymi, głęboko zakorzenionymi lękami z całą resztą horrorowej żanry – zobaczymy więc i wykręcony body horror, od którego możemy sami zzielenieć, krwiste gore, ale również mrożącą krew w żyłach kosmiczną grozę, kryjącą się w blasku Zielonych Wrót. 

Tutaj zdradzę również, że w przyszłości (Immortal Hulk wystartował w 2018 roku i zbliża się już do pięćdziesiątego zeszytu) czeka również gratka w postaci niesamowicie gładkiego wpisania w nową wersję poprzednich przygód Hulka i jego różnych osobowości. Podziwiam to, jak nieraz przeczące sobie pomysły innych scenarzystów Al zmontował w spójną całość.

Fantastyczny scenariusz uzupełnia równie mroczna, imponująca szata graficzna Joego Benneta, momentami wręcz przytłaczająca. Gładka kreska, niezwykle ekspresyjne postacie i przytłumione kolory wydają się brudnym lustrem rzeczywistości, pozbawionej typowego heroicznego marvelowskiego powabu. To rysunki, których można się spodziewać w historii o seryjnych mordercach czy komiksowej adaptacji jednej z powieści Stephena Kinga. Tego typu klimat przewija się przez wszystkie kadry. Wrażenie robią zwłaszcza zbliżenia i splashe, podkreślające upiorność pewnych scen. A przy tym Bennet nie boi się dać do pieca, bo kiedy Hulk miażdży, to miażdży tak, że kinowe adaptacje nie powstydziłyby się takiej rozpierduchy. Towarzysząca temu makabra i realistyczne podejście do obrażeń to coś piorunującego – oglądając te pokazy przemocy można mieć dość, a nawet pomyśleć sobie „niech już przestaną!”. To nie są typowe superheroiczne przepychanki przez ściany bez zadrapań. Na jeden zeszyt ołówek przejmuje Lee Garbett i niewiele odstaje od Benneta, podczas lektury nie ma wizualnego dysonansu. Może z wyjątkiem rozdziału trzeciego, przedstawianego z perspektywy różnych świadków walki Hulka, co jest zupełnie zamierzone i przy okazji robi za przyzwoity element komiczny.

Fragment makabrycznego splasha. Trochę dosłownego z tym „splash”.

Mam jedną tylko szpilę, którą chciałbym wbić w to zbiorcze wydanie o zielonym diable (to nowy pseudonim naszego wielkiego koleżki). W oryginale rozdziały poprzedzały czarne plansze z cytatami z literatury klasycznej, filozofii czy opracowań naukowych. To było mocne w swojej prostocie. Widok czarnych stron sprawiał, że od razu w myślach słyszałem dzwon. Były jak napis na nagrobku odczytany nocą w świetle mrugającej latarki. Cytaty są teraz umiejscowione pod okładkami zeszytów, gdzie trochę giną w tle. I chociaż rysunki Alexa Rossa są świetne, to uważam, że znika ten efekt „dum-dum!”.

Martwi mnie też, jak długo potrwa linia Marvel Fresh. Mam świadomość, że rebooty są jedynie tak trwałe, jak ich cykl wydawniczy, potem następuje kolejne Sekretne Badziewie czy Nieskończone Głupoty, wymuszone crossovery i inne pierdolety, zaburzające oryginalną wizję artystyczną oraz wiążące scenarzystom ręce. Brakuje mi zaufania do komiksowych molochów, ale jak dotąd Nieśmiertelny Hulk radzi sobie doskonale.

Dwie nominacje nagrody Eisnera, zyskana sympatia krytyków oraz czytelników i nie wydaje się, aby Hulk Ewinga miał zwolnić. To coś, czego do tej pory nie było w żadnym świecie superbohaterów i pozycja nie tylko dla fanów trykociarzy.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Nieśmiertelny Hulk
Tytuł oryginału: The Immortal Hulk
Wydawnictwo: Egmont
Scenariusz: Al Ewing
Rysunki: Joe Bennet, Lee Garbett
Tłumaczenie: Jacek Żuławik
Gatunek: komiks amerykański, horror
Data premiery: 29.09.2021

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Sebastian "Kerberos" Luc-Lepianka
Pod obliczami maski trifaccia kryje się student dziennikarstwa, dumny koci tata, a także pasjonat mitologii greckiej oraz wielu aspektów popkultury. Jak Cerber strzegę swojej kolekcji gier, książek, komiksów, figurek Transformersów i Power Rangers. Kiedy tylko jest szansa, oddaję się urban exploringowi z ekipą Pniak, po drodze próbując głaskać uliczne sierściuchy. Najczęściej gram z padem lub kostkami w garści. Piszę, słuchając muzyki ze starą duszą, a kawałek serca bije w Wenecji.