SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Sny o wielkości. Recenzja komiksu Nemezis

    KorektaLilavati
    Największą zbrodnią Nemezisa jest białe Audi.

    Obcowanie z dziełami Marka Millara uważam za niesamowitą przygodę – nigdy nie wiadomo, czego można się spodziewać! Ten człowiek stworzył przecież (między innymi) kultowego Kick-Assa, świetnie grające założeniami superhero Dziedzictwo Jowisza i kilka po prostu przyjemnych tytułów, jak Huck i Starlight. Z drugiej strony jakiś złośliwy chochlik podpowiedział mu, że niespójne, pretensjonalne potworki pokroju Reborn i Wanted zawierają jakieś znamiona geniuszu. Według niektórych miejsc w internecie Nemezis to jeden z najlepszych komiksów Millara, ale czy przy takiej amplitudzie jakości to cokolwiek znaczy?

    Tytułowy złoczyńca nie jest tu wbrew pozorom głównym bohaterem. Protagonistą całej historii jest Blake Morrow – kapitan waszyngtońskiej policji, wzór wszelkich cnót i nieskazitelny ideał stróża prawa, którego Nemezis właśnie ze względu na tę perfekcję bierze na celownik. Odziany w biały trykot świr uważa się bowiem za jedynego superzłoczyńcę świata i z tylko sobie znanych powodów (przynajmniej na początku) wybiera okrucieństwo, terroryzm i masowe mordy jako swoje modus operandi. Przy pomocy ogromnych ilości hajsu, nadludzkiego intelektu i znajomości sztuk walki na poziomie socjopatycznego mistrza Miyagi ekscentryczny sadysta knuje i realizuje intrygi mające na celu zgnoić najbardziej znamienitych sprawiedliwców świata.

    McNiven bardzo lubi rysować zmarszczki.

    Natrafiłem na Reddicie na bardzo trafną opinię na temat Marka Millara. Ten autor, a przynajmniej jego dzieła, występują w trzech wersjach. Po pierwsze jest Millar trzymany w ryzach za pomocą odgórnych założeń. Ogólnie zdarza mu się narobić bajzlu w cudzych fabułach, ale nie może w pełni popadać w szaleństwo i tworzy takie rzeczy jak kapitalny Czerwony Syn. Drugim rodzajem jest Millar zachowawczy, który w sumie z własnego wyboru pisze proste i przyjemne wątki – tu doskonałymi przykładami są wspomniane wcześniej Huck i Starlight. Trzecie oblicze Millara to twórczy Mr Hyde – bestia oszalała na punkcie własnego geniuszu, tragiczny przykład urojeń ksobnych i kuriozalnego połączenia braku smaku z pretensjonalnością. Zgadnijcie, gdzie w tej klasyfikacji ląduje Nemezis?

    Naprawdę widać, że autor za pomocą wszechobecnej, karykaturalnej wręcz przesady, próbował wykpić absurdy superhero teoretycznie pozbawionego nadnaturalnych zdolności. Ścierający się ze sobą geniusze bez przerwy przewidują wzajemnie swoje ruchy, szybko docierając do absurdalnego poziomu kontekstowej wszechwiedzy. Przemoc eskaluje w tempie szybko opuszczającym rejony nawet najbardziej perwersyjnej uciechy, a wszystkie parszywe uczynki Nemezisa są na dodatek pozbawione jakiejkolwiek motywacji innej od bycia po prostu uosobieniem zła według dwunastolatka, który naoglądał się trochę za dużo telewizji po godzinie 22. Niby nikt nie jest tu nadczłowiekiem, ale samodzielne położenie niecałej setki strażników więziennych to kaszka z mleczkiem dla bogacza w niepraktycznej pelerynie. Gdy się to tak podsumuje, satyra wydaje się jak najbardziej trafna i kompletna.

    Zdjęcie z cyklu: Na sekundy przed katastrofą.

    Problem polega na tym, że lektura Nemezis to droga przez mękę pozbawiona jakichkolwiek elementów odróżniających fabułę od tego, co próbuje ona wyśmiać. Tak podkręcony poziom przesady i przemocy jest w oczywisty sposób zamierzony, ale w samej narracji brakuje jakichkolwiek sygnałów samoświadomości – to lekko ponad sto stron małpowania i przedrzeźniania w stylu podwórkowych mędrców szkoły podstawowej. Przez chwilę może nawet bawi, ale bardzo szybko męczy. Po intensywnym początku, aż do zakończenia zaskakującego jedynie z powodu braku związku z resztą fabuły, ciągnie się męcząca ekstrema pozbawiona humoru i ogłady. Idealny przykład na to, że aby skutecznie coś wykpić, należy bolączki swojego obiektu kpin przedstawić w dziele choć trochę zdolnym do spójnej samodzielności. Na chłopski rozum – karykatura, wyolbrzymiająca negatywne cechy, powinna być dobrze narysowana. Nemezis to po prostu niechlujny bazgroł.

    Jeśli wziąć pod uwagę tę rysunkową metaforę, paradoksalnie dobrze wypada strona graficzna tego komiksu. Dave McCaig dostarczył po prostu porządną, stonowaną kolorystykę, ale to kreska Steve’a McNivena jest światełkiem w mrocznym tunelu nietrafionych założeń tego tytułu. W nieskomplikowanych, często panoramicznych kadrach artysta doskonale operuje dynamiką, a rysowane przez niego postaci cieszą zrozumiałą mimiką i realistyczną, choć wyraźną muskulaturą. Wiele z ujętych w małe prostokąty ilustracji zachowuje odrębną, kompozycyjną atrakcyjność, więc wybryki akrobatycznego, skaczącego po samolotach wariata ogląda się zdecydowanie lepiej, niż czyta. McNiven rysował całkiem dużo superhero, ale z jakiegoś powodu nie zwracałem na niego szczególnej uwagi – jego robota przy Nemezis przekonała mnie, że warto to zmienić. Taki charakterny standard, bez szczególnych eksperymentów, surowo, szczegółowo i z głową.

    Synchroniczne niszczenie okien.

    W związku ze współpracą Millara z Netflixem zanosi się na całkiem sporo filmowych i serialowych ekranizacji dzieł tego autora, ale losy adaptacji Nemezis pozostają na chwilę obecną niepewne, a szkoda. O ile w przypadku takiego Dziedzictwa Jowisza trochę obawiam się o jakość wersji streamingowej, to saga o białym trykocie mogłaby jedynie zyskać na nieuniknionych zmianach w narracji, które przekład na inne medium wręcz wymusza. Nie mogę jednak zignorować faktu, że Nemezis wielu ludziom się najwyraźniej naprawdę podoba, więc ta wymuszona hiperbola gatunku w jakieś gusta jednak trafia. Może poza niskim lotem po bandzie kryje się tu coś więcej – ja nie stwierdziłem, więc czytacie na własną odpowiedzialność. Żeby tylko nie było, że nie ostrzegałem przed wujkiem Millarem i jego zgubnym przeświadczeniem o własnej błyskotliwości.

    Serdecznie dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Nemezis
    Wydawnictwo: Mucha Comics
    Scenariusz: Mark Millar
    Rysunki: Steve McNiven
    Tłumaczenie: Marek Starosta
    Typ: komiks
    Gatunek: superhero/kryminał
    Data premiery: 28.11.2019
    Liczba stron: 112

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + rysunki McNivena
    + całkiem zachęcający początek

    Minusy:
    – przesada na każdym froncie

    – brak namacalnej samoświadomości

    – przerost ambicji autora

    – bardzo szybko męczy i żenuje

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Rafał
    Rafał "yaiez" Piernikowski
    Aktywny hobbistycznie i towarzysko człowiek renesansu. Zainteresowany w jakimś stopniu prawie wszystkim, co nie wymaga ekstremalnych ilości wysiłku fizycznego. Lingwista z wykształcenia, robol w przemyśle ciężkim z zamiłowania. Charakteryzuje mnie zamiłowanie do filmów, seriali i komiksów, które podobają się wszystkim i do muzyki, która nie podoba się nikomu. Jako entuzjastyczny grafoman prowadzę również hałaśliwy, muzyczny fanpage (https://www.facebook.com/niereteha/).

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x