SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    Cicho! Miejsce to zostało zaatakowane przez plagę zmutowanych nietoperzy. Teraz leży tu całkiem wybebeszony film! Recenzja filmu Cisza

    KorektaLilavati
    Cisza - kadr z filmu
    Cisza – kadr z filmu

    Wkrótce na półkach polskich księgarni pojawi się Milczenie Tima Lebbona – książka niezbyt znanego na naszym rynku pisarza, która opowiada o apokalipsie zmutowanych nietoperzy obdarzonych niezwykle czułym słuchem. Skojarzenie z Cichym miejscem wydaje się dość oczywiste. Dzwony zabiją jednak zdecydowanie głośniej, jeżeli przypomnimy sobie o skromnej netfliksowej Ciszy – tytule opartym na identycznej koncepcji z obsadą bliską sercom fanów Chilling Adventures of Sabrina. Produkcja jest bowiem adaptacją wspomnianej książki i biorąc pod uwagę jej wykonanie, nie powinno nikogo dziwić, że książka na naszym rynku funkcjonować będzie pod innym tytułem.

    Po całkiem sporym sukcesie Cichego miejsca odwagi do wyjścia na światło dzienne nabrały kolejne produkcje spod znaku deprawacji sensorycznej. Najpierw w Nie otwieraj oczu Sandra Bullock z opaską na oczach eskortowała dwójkę dzieci w jednym z najbardziej pozbawionym polotu spływie kajakowym w historii. Następnie w Ciszy Sabrina Spellman wraz z ciotką Zeldą i innymi członkami boleśnie nieciekawej familii uciekała przed plagą niewidomych latających szczurozaurów. Chociaż scenariusz Krasinskiego pełen był fabularnych dziur, bronił się klimatem, grą aktorską oraz całkiem sprytnym wykorzystaniem ciszy. Dwa późniejsze tytuły – powstałe na podstawie książek – niedomagały na niemal każdym poziomie. I o ile Nie otwieraj oczu miało jeszcze kilka przebłysków – chociażby szaloną postać graną przez Toma Holldera – o tyle Ciszę najlepiej byłoby po prostu pominąć milczeniem…

    Cisza - kadr z filmu
    Cisza – kadr z filmu

    Podczas przemierzania niezbadanych jaskiń Pensylwanii grupa grotołazów odkrywa odciętą od świata komorę. Jak się szybko okazuje, ten przytulny zakątek od milionów lat stanowił miejsce zamieszkania koloni zdziczałego latającego tałatajstwa. Naruszenie ich wieloletniej ciszy i spokoju sprawiło, że wściekłe wyrwały się na powierzchnię i zaczęły wyżywać się na ludziach. W ekspresowym tempie sprowadziły nas do parteru, a następnie cofnęły do wieków ciemnych. Jeżeli w obliczu ekologicznej apokalipsy cała planeta broniła się równie zaradnie co grupa głównych bohaterów, to zaiste… koniec jest bliski. Na wieść o rozprzestrzeniającym się zagrożeniu nastoletnia Ally wraz z rodziną uciekają z domu na przedmieściach, by odnaleźć miejsce, w którym będą mogli się schronić, dostosować i spróbować rozpocząć nowe życie. Szansą na przetrwanie może okazać się przypadłość dziewczyny – pozbawiona słuchu Ally nauczyła się żyć w ciszy i teraz może pomóc swoim bliskich. Oczywiście nie będzie to wcale takie łatwe, skoro łańcuch pokarmowy we władanie wzięły wespy – latające embriony Batmana przypominające krzyżówkę wyrośniętego kurczaka i skarłowaciałego dinozaura.

    Film od samego początku straszy nas na dwa sposoby – fatalnym, pozbawionym logiki i zupełnie nieciekawym scenariuszem oraz płaskimi i wypranymi z emocji bohaterami. Mimo że na ekranie zobaczymy Kiernan Shipkę, Mirandę Otto (obie znane teraz z Chilling Adventures of Sabrina) oraz Stanleya Tucciego, którzy grać przecież potrafią, to ich postaci przedstawiają sobą poziom wręcz żałosny – wieje od nich amatorszczyzną, brakiem chęci czy odrobiny uczuć. Trudno się jednak wykazać, gdy dialogi i relacje są drętwe, a najprostsze nawet sceny rozpisane tak fatalnie, że bije od nich sztuczność, której nie powstydziłyby się nawet paradokumenty. W najgorszej sytuacji znajduje się chyba Shipka – nie dość, że znaczenie jej postaci zostało całkowicie zmarginalizowane, to dodatkowo spadła na nią rola narratorki… a raczej konieczność wypowiedzenia dwóch czy trzech pozbawionych większej wartości informacyjnej kwestii na krzyż. Bohaterowie nie mieli w sobie nawet tyle zapału, by z przekonaniem używać języka migowego – który w ich wykonaniu przypominał rozbudzanie zdrętwiałych kończyn.

    Cisza - kadr z filmu
    Cisza – kadr z filmu

    W parze ze sztucznymi, płaskimi i boleśnie byle jakimi bohaterami idzie scenariusz. Ten nie odstępuje postaci nawet na krok i również dumnie pręży swoją przeciętność i miałkość. Już od pierwszych minut łapie nas za gardło swoim brakiem polotu i konsekwentnie okłada po głowie kolejnymi przykładami niedoboru logiki. Już podstawowe elementy historii sprzedaje po taniości, nie przykładając się do zamaskowania idiotyzmów – stworzenia, które całą swoją ewolucję przesiedziały w ciemnościach, zamiast echolokacji używają zwykłego słuchu, bohaterowie uciekają przed wyczulonym na dźwięki zagrożeniem, zabierając ze sobą psa, a same potworki robią tyle hałasu, że w zasadzie nie powinny usłyszeć nawet wrzeszczącego koło nich człowieka.

    To jednak tylko rozgrzewka, bo kolejne absurdy wyskakują zza krzaków równie często, jak bohaterowie wymieniają się pustymi spojrzeniami – czyli jest tego całkiem sporo. Film nic sobie nie robi z bezsensowności przedstawionych wydarzeń, nie próbuje ich tuszować, wyjaśniać czy po prostu lepiej opakować – przecież machnęlibyśmy ręką na tego psa, gdybyśmy zobaczyli, że główna bohaterka naprawdę go kocha albo gdyby po prostu miał… no nie wiem, jakieś imię? Cisza zakłada sobie na skronie koronę idiotyzmu, gdy rodzina odnajduje idealne narzędzie eksterminacji – rozdrabniarkę do drewna, która szybko, skutecznie i hurtowo zwabia i mieli głupie potwory. Tatuś postanawia ją jednak wyłączyć, bo przecież muszą być oni cicho. Cała ta scenariuszowa nieporadność sprawia, że przykro się na to patrzy, a od załamywania rąk można nabawić się obrzęku stawów. Tym bardziej że cała późniejsza historia toczy się obok tej nieszczęsnej niszczarki.

    Cisza - kadr z filmu
    Cisza – kadr z filmu

    W tak przeciętnie napisanym scenariuszu raczej próżno szukać napięcia, klimatu czy narastającej dramaturgii. Atmosfera nie przyszła na plan zdjęciowy, a paraliżujący strach przed nieznanym wolał dorabiać sobie w tym czasie w jakimś romansidle dla nastolatków. Pojawiły się za to zupełnie niestraszne potworki, a na kilka minut przed napisami wpadli fanatycy religijni mniej straszni niż zziajany akwizytor – o! a ci to dopiero mieli wyborny pomysł na ratowanie świata. Spoiler! – był on równie idiotyczny, jak cała reszta. Bohaterowie wrzuceni w nieciekawą historię nie przeżywają dotykających ich wydarzeń i nie okazują sobie emocji – noga twojej żony spuchła niczym kula od kręgli? Spoko, przecież zaraz to rozchodzi. I naprawdę rozchodziła. Żadna siła nie jest w stanie zmusić nas do śledzenia losów rodziny – a co dopiero trzymania za nich kciuków – skoro wygląda ona, jakby złożona była z zupełnie obcych sobie osób, których nie łączy nawet cień empatii.

    Chociaż Nie otwieraj oczu reprezentowało sobą smutnie niski poziom, to w rzadkich przebłyskach pokazywało, że przynajmniej ma na siebie jakiś pomysł. W tym czasie Cisza filmowo trzyma poziom dna jaskini, z której uciekły latające embriony Batmana. Produkcja przycupnięta w tej pieczarze bylejakości nie ma się czym ogrzać, bo scenariusz i wykonanie nie potrafiły wykrzesać z siebie najdrobniejszej nawet iskierki kreatywności.

    W skali od 1 do „Bądźże w końcu cicho!” – mocne „Na niektóre filmy najlepiej spuścić naprawdę grubą zasłonę milczenia”.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Cisza
    Data premiery: 10.04.2019
    Typ: film
    Gatunek: Horror, horror ekologiczny
    Reżyseria: John R. Leonetti
    Scenariusz: Carey Van Dyke, Shane Van Dyke
    Obsada: Kiernan Shipka, Miranda Otto, Stanley Tucci, John Corbett, Kate Trotter i inni.

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + nadal nic nie przyszło mi do głowy

    Minusy:
    – fabularne dziury, przez które mogłoby przejść szczenię Godzilli wraz z matką
    – nieciekawy scenariusz
    – fatalna reżyseria
    – fatalnie rozpisane postaci
    – gra aktorska poniżej jakichkolwiek standardów
    – brak napięcia i atmoasfery
    – pozbawione emocji dialogi
    – nieciekawa historia zamknięta na szybko – chociaż to może akurat plus
    – śmieszne czarne charaktery

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Wojciech Bryk
    Wojciech Bryk
    Student dziennikarstwa, który ma w sobie Zagubionego Chłopca. Uwielbia intertekstualność, easter eggi, zabawy skojarzeniami, popkulturowymi tropami oraz wszelkie dwuznaczności. W wolnych chwilach rozmyśla, co stało się z baśniowymi postaciami, oraz regularnie dokarmia rosnącego w nim geeka. Z radością wsiąka w fantastykę każdego rodzaju. Nieustannie pragnie odkrywać nowe rzeczy i dzielić się znaleziskami z innymi... a jeżeli przy tym wywoła u kogoś uśmiech, będzie całkiem spełniony. Stara się dorosnąć do prowadzenia własnego bloga. O horrorach pisze na portalu Mortal, a o popkulturze dla #kulturalnie.

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x