SIEĆ NERDHEIM:

Więcej

    W zielonym Ci nie do twarzy Steve. Recenzja komiksu Kapitan Ameryka Steve Rogers tom 2

    Kapitan Ameryka Steve Rogers — Okładka
    Kapitan Ameryka Steve Rogers — Okładka

    Jedną z rzeczy, których nie cierpię w komiksach Marvela, jest fakt, że nie da się w spokoju przeczytać pojedynczej serii. Zawsze następuje połączenie historii z innym bohaterem albo powstaje wielkie wydarzenie, które dotyka całe uniwersum i ma wpływ na aktualnie czytany cykl. W recenzji poprzedniego tomu o tym zabiegu ledwie napomknąłem, bo tylko odwoływał się lekko do Wojny Domowej. W tym wypadku jest to jednak bardziej wyraziste, ponieważ nie śledzimy tylko historii Steve’a Rogersa, ale też Sama Wilsona. Zdarzenia przeplatają się między akcją z Tajnego Imperium a opowieściami o wspomnianych panach, co sprawia, że pod koniec można poczuć pewne zagubienie.

    Kapitan Ameryka Steve Rogers — Kadr z komiksu
    Kapitan Ameryka Steve Rogers — Kadr z komiksu

    Komiks jednak zaczynamy od śledzenia pierwszego posiadacza pseudonimu Kapitan Ameryka. Można powiedzieć, że ruszamy na pełnej prędkości otóż wszystko układa się praktycznie idealnie po myśli protagonisty. Zostaje dyrektorem S.H.I.E.L.D i może rozpocząć akcję ku chwale Hydry. Ten wątek ciągnie się przez kilka zeszytów i jest przerywany wspomnieniami, które nadają kontekst bieżącym zdarzeniom. Spencer to całkiem fajnie napisał. Czyta się dosyć szybko i z zaciekawieniem. Jednakowoż zmienia się to tuż przed samą fabułą Tajnego Imperium, kiedy jakość drastycznie spada. Nie mówię, że nagle staje się nieczytelne, ale ostatni zeszyt jest lekko przesadzony. Opisywany etap to mniej więcej połowa tomu. Od tego momentu zaczyna się całkowity rollercoaster. Skaczemy pomiędzy przygodami Steve’a, jego przeszłością, działalnością Sama, a to wszystko dzieje się pomiędzy konkretnymi zeszytami z Tajnego Imperium. Tak już jest do samego końca, który zalicza kolejny przeskok czasowy.

    Kapitan Ameryka Steve Rogers — Kadr z komiksu
    Kapitan Ameryka Steve Rogers — Kadr z komiksu

    Czytałem tę pozycję, nie znając drugiego komiksu. Doprowadziło to do tego, że pewne aspekty i wydarzenia nie były dla mnie jasne, ale mogłem w miarę śledzić fabułę. Jest to bardzo ważne w kontekście odbioru tej publikacji jako osobnego dzieła lub lektury w porządku tomowym. Najlepszą opcją podczas czytania jest podążanie za odpowiednią kolejnością zeszytów. Trzeba tutaj docenić wydawnictwo Egmont za zapewnienie nam tej możliwości poprzez załączenie wszystkich potrzebnych historii. Skłamałbym, mówiąc, że opłaca się to przeczytać bez Tajnego Imperium. Te komiksy po prostu tworzą idealną kontynuację i są w pełni zależne od siebie, w końcu pisał je ten sam autor. Zanim przejdę dalej, to powiem tylko, że recenzowana produkcja nakreśla pewne zmiany w świecie, których znajomość jest potrzebna do zrozumienia tie-innów i które nie są już później poruszane w głównym wydarzeniu. Tak jest przykładowo z sytuacją mutantów, która nadaje sporo kontekstu serii Blue.

    Kapitan Ameryka Steve Rogers — Kadr z komiksu
    Kapitan Ameryka Steve Rogers — Kadr z komiksu

    Wróćmy jednak do scenarzystów. Historie Sama Wilsona pisane są przez Donny’ego Catesa. Po wymienieniu tego nazwiska chyba nie muszę dodawać nic więcej, prawda? Jest on cudownym dzieckiem Marvela i wraz ze Spencerem tworzą najlepszy duet, jaki mógł znaleźć się w jednym tomie. Nic dodać, nic ująć. Z wartych wymienienia rzeczy, trzeba zdecydowanie odnotować zeszyt, w którym śledzimy wydarzenia z perspektywy dziennikarki telewizyjnej. Muszę powiedzieć, że zrobił on na mnie największe wrażenie, ale nie będę zdradzał szczegółów i pozwolę wam się z tym zapoznać samodzielnie.

    Liczba artystów pracująca przy tym tomie jest ogromna. Nie będę próbował nawet zgadywać, kto rysował dane strony. Tak naprawdę wszystkie rysunki były na bardzo dobrym poziomie. Jeśli coś zasługuje na specjalne wyróżnienie, to są to na pewno pierwsze strony. Zostały narysowane w kompletnie odmiennym stylu od pozostałych, który nawiązuje do nastrojów w historii. Tak jak wspomniałem, wszystkie grafiki w komiksie są najwyższej jakości, a koloryści dają z siebie wszystko. Wyróżnić tutaj warto zwłaszcza Rachelle Rosenberg, która pracowała przy wszystkich zeszytach Kapitana…, miała do czynienia z różnymi stylami rysunku i wszędzie wyśmienicie sobie poradziła. Kapitan Ameryka: Steve Rogers jest nieodłącznym elementem Tajnego Imperium i zdecydowanie musi zostać przeczytany w wypadku lektury rzeczonego wydarzenia. Jednak jako osobny komiks też sprawdza się całkiem przyzwoicie. Niezaprzeczalnym jest fakt, że wszystkie trzy tomy, tworzące tę wspaniałą i długą historię, są jednymi z ciekawszych rzeczy wydanych przez Egmont w tym roku.

    Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.

    SZCZEGÓŁY:
    Tytuł: Kapitan Ameryka Steve Rogers Tom 2
    Wydawnictwo: Egmont
    Autorzy: Nick Spencer, Donny Cates, Javier Piña, Andrés Guinaldo
    Data premiery: 23.07.2020
    Liczba stron: 288

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + duet Spencer i Cates
    + fajne zabiegi z rysunkami
    + dodanie historii Sama Wilsona dopełnia całość

    Minusy:
    – trochę nudy w środku
    – wypadałoby czytać naprzemiennie z Tajnym Imperium

    komentarze

    guest
    To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
    0 komentarzy
    Inline Feedbacks
    Zobacz wszystkie kometarze
    Jurek Kiryczuk
    Jurek Kiryczuk
    Za dnia programista, w nocy maniak popkulturowy, który ogląda zdecydowanie za dużo seriali. Oprócz tego pochłania masowo komiksy, filmy oraz gry. Nie lubi dyskutować o muzyce, bo uważa, że każdy gatunek ma w sobie coś do zaoferowania, a sama muzyka powinna łączyć, a nie dzielić ludzi. Dusza humanisty zamknięta w ciele ścisłowca dostaje swoją chwilę, pisząc teksty na tym portalu. Oprócz popkultury i nowinek technologicznych lubi napić się dobrego piwa, a także zasłuchiwać się w podcastach.

    0
    Podziel się swoją opiniąx
    ()
    x