SIEĆ NERDHEIM:

Mój przyjaciel jeleń. Recenzja komiksu Jedynaczka

Przytulony dzieciak, siedzący byk.
Przytulony dzieciak, siedzący byk.

Daję się owładnąć chwilom, w których wpływa we mnie dziecko. W których wspomnienia i wyobraźnia przypominają, że tworzą system naczyń połączonych w indywidualnym u każdego układzie odzysku. Zachwyt i zdumienie biorą mnie za ręce i daję im się prowadzić gdzie byle. I ciepło wtapia się w dłonie, uprzedzając kurczowość uścisku, którym chciałoby się móc utrzymać tych przewodników oraz to przewodnictwo. Dałem się owładnąć Jedynaczce.

Debiutancki album Guo Jing emanuje pulchniejącym ciepłem, przy czym cały ten proces bierze swój początek z na wskroś odmiennego doznania – samotności i zagubienia. W poprzedzających opowieść słowach autorka przytacza wydarzenie ze swojego dzieciństwa, które dostarczyło materiału do fabuły komiksu. Są to zarazem jedyne wyrazy, jakie w nim znajdziecie, bo dalej zdani będziecie wyłącznie na towarzystwo obrazów. I choć ta intymna przedmowa zdradza właściwie całą treść nadchodzącej historii, to nie odbierze wam możliwej przyjemności znaleziska pośród okruchów, paprochów, krztynek własnego, przebytego niezawodnie dzieciństwa (jeżeli tylko nie wymietliście ich z zakamarków pamięci). Nie odbierze wam jej zatem i poniższe streszczenie.

Znajdź parasolkę.
Znajdź parasolkę.

Pucata dziewczynka zostaje sama w domu, gdy jej mama wychodzi do pracy. Po wyczerpaniu pomysłów na samodzielne zagospodarowanie czasu, zachęcona dodatkowo padającym za oknem śniegiem, mała bohaterka decyduje się na wyprawę do babci. Zostawia stosowną notatkę dla rodziców i wyrusza w podróż podmiejskim autobusem, w którym zasypia. Po przebudzeniu widzi za oknem nieznany, leśny krajobraz, wysiada więc przestraszona i… Tak, gubi się, płacze, aż w końcu rusza za przemykającym między drzewami jeleniem. Rogacz okazuje się przyjaznym, opiekuńczym i niewątpliwie cudownym stworzeniem, które zaprowadzi dziewczynkę do babci drogą odpowiednią do jego niezwykłej natury.

Nie spodziewajcie się jednak szalonych wyścigów po lunaparkowych torach szybkobieżnej wyobraźni w asyście hordy dziwolągów nadskakujących bohaterce ze swoją dobroczynnością i dowcipem. Jedynaczka to prosta historia oszałamiająca rozmiarami przestrzeni, w jakiej została osadzona, i urzekająca kameralnym nastrojem. Dziewczynka przemierza bezkresne połacie chmur, wzlatuje ponad ich puchatą powierzchnię za sprawą wieloryba cedzącego świetlisty plankton, sięgając tym samym przylegającej do poczucia bezpieczeństwa granicy marzeń o znalezieniu się tam, wysoko, ponad problemami. Cała „podróż” czerpie ze skromnych, instynktownych wrażeń, dostarczonych przez ulubioną zabawkę, program w telewizji, śnieg. Guo Jing udało się zebrać w wiązkę cienkie nici łączące dziecko ze światem – napinane przez strach i onieśmielenie, ale przede wszystkim odwijane luźno przez śmiałość, ciekawość i gotowość do beztroskiej zabawy.

Jeleń vs waleń.
Jeleń vs waleń.

Podkreślające te stany obrazy są naraz delikatne i intensywne. Oddają ów bezmiar wspólny krajobrazom pustyni, oceanu czy nieba i poczucie, że obejmujemy wzrokiem tylko wyimek rozpościerającej się dalej, najdalej przestrzeni. To skalowanie momentami obezwładnia – potężny jeleń staje się maleńki przy monstrualnym wielorybie, ten zaś jest ledwie wysepką pośród chmur. Nic w tym nowego, ale – co ważniejsze – nic fałszywego. Cała zawarta w Jedynaczce praca Guo Jing otwiera i rozszerza azyl bezpretensjonalnej czułości. Obrazujące ją znajome gesty wzruszają, również przy udziale humoru – tutaj rozbroiły mnie szczególnie dwie sekwencje: gdy dziewczynka „bada” po kawałku pysk jelenia i gdy przyprawia sobie ulepiony z chmury ogonek, by upodobnić się do towarzyszy (tak, poza tym rogatym pojawia się jeszcze chwilowo taki puchaty).

Przy pozbawionej słów narracji nie ma wyjścia – ową subtelną siłę emocji Jedynaczka mieści (i przemieszcza) w rysunkach. Duet głównych postaci uwodzi – z jednej strony żywiołowością reakcji, z drugiej spokojem i łagodnością (chyba nie trzeba wskazywać, kto czym), razem zaś temperaturą i autentyzmem zacieśnianej relacji. Rytm, jaki historia zawdzięcza cało i dwustronicowym ilustracjom (zajmują one w sumie prawie połowę objętości komiksu!), fantastycznie współgra ze skalą panoramicznej przestrzeni i zbliżeń. Oczywiście bez sekwencji mniejszych kadrów nie mielibyśmy odpowiedniego „przygotowania” czy, jak kto woli, „zaskoczenia” (no i pożądanej płynności), więc zamykając kwestię wyczucia języka komiksu – Guo Jing posługuje się nim z uczuciem, nie zaniedbując gramatyki.

Darowanemu jeleniowi w zęby się... a, niech tam.
Darowanemu jeleniowi w zęby się… a, niech tam.

Uczuciowy walor tej pracy potwierdza technika. Jeśli wpatrywanie się w prace Shauna Tana (szczególnie w plansze Przybysza, z którym zresztą komiks chińskiej autorki ma więcej, nie tylko plastycznych, punktów stycznych) traktujecie jak czynność bliską medytacji, to Jedynaczka bezsprzecznie was zachwyci. Miękka, ołówkowa szarość, tak też modelujący gradient, obłości, łuki, muldy – wata chłonąca światło i filtrująca cień. Prześwitująca struktura papieru, rozległe miejsca roztarć i pasmowe zagęszczenia cieniutkich linii – wyrażona w ten sposób imaginacyjna przestrzeń jest gęsta i podatna, choć przeważająco pusta. Tym wyraźniej kontrastuje z nią wspomniana na początkowych stronach Jedynaczki rzeczywistość oglądanego przez okno autobusu miasta, poprzecinanego liniami elektrycznymi, trakcyjnymi, ramionami dźwigów, kanciastymi ścianami, czy po prostu ramą okna w domu, który to obraz stanowi właściwie klamrę opowieści.

Właśnie – dom. Nie wspomniałem o fakcie, jaki bez słowa wprowadzającego autorki nie jest oczywisty, a objaśnia też tytuł. Guo Jing była jednym z tych dzieci, które w Chinach zostały pozbawione szansy na posiadanie rodzeństwa w wyniku polityki państwa. Z tą wiedzą obraz osamotnionej dziewczynki, tęskniącej do towarzystwa i dłuższych okresów bliskości, zyskuje jeszcze bardziej osobisty charakter.

E.T.? Wapiti?
E.T.? Wapiti?

Jedynaczka traktuje przy tym o doświadczeniach i potrzebach jak najbardziej wspólnych dla ludzi nie tylko w okresie dziecięcym. Jeżeli chcecie sprawdzić, czy i dla was takimi pozostają, komiks Guo Jing daje wam tę szansę. Nie twierdzę, że jedyną pośród możliwych, ale na pewno jedyną w swoim rodzaju.

Wydawnictwu Mandioca serdecznie dziękujemy za udostępnienie egzemplarza konkursowego.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Jedynaczka
Wydawnictwo: Mandioca
Scenariusz i rysunki: Guo Jing
Tłumaczenie przedmowy: Sabina Kryk
Typ: komiks
Gatunek: obyczajowy
Data premiery: 02.03.2022
Liczba stron: 112
ISBN: 9788396023476
spot_img

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Łukasz "Justin" Łęcki
Łukasz "Justin" Łęcki
Dzieciństwo spędziłem przy komiksach TM-Semic, konsoli Pegasus i arcade’owych bijatykach. Od kilkudziesięciu lat sukcesywnie podnoszę stopień czytelniczego wtajemniczenia, nie obierając przy tym szczególnej specjalizacji. Fascynują mnie mity, folklor, omen, symbole – wszystko, co tworzy panoptyczny rdzeń ludzkiej wyobraźni. Estetycznie i duchowo czuję się związany z modernizmem, ale dzięki dzieciom i znajomym udaje mi się utrzymywać niezbędny poziom cywilizacyjnej ogłady. Nałogowo wizytuję antykwariaty książkowe i sklepowe działy słodyczy. Piszę też dla wortalu i czasopisma Ryms.
Mój przyjaciel jeleń. Recenzja komiksu JedynaczkaDaję się owładnąć chwilom, w których wpływa we mnie dziecko. W których wspomnienia i wyobraźnia przypominają, że tworzą system naczyń połączonych w indywidualnym u każdego układzie odzysku. Zachwyt i zdumienie biorą mnie za ręce i daję im się prowadzić gdzie byle. I ciepło wtapia...
Włącz powiadomienia    OK Nie, dzięki