Więcej

    Akty (nie)wiary. Recenzja komiksu Infidel.

    Korektayaiez

    infidelcover

    Nie przepadam za reklamą opartą na okładkowej kumulacji wyrywków opinii tworzących komentarz, na podstawie którego można by z łatwością zrekonstruować w słowniku synonimów zawartość haseł: „genialny” i „wyjątkowy”. Wiadomo, przychylny głos branżowych autorytetów ma ogromne znaczenie, zwłaszcza dla zupełnie nowych tytułów, ale sami przyznajcie – ile razy zdarzyło się wam rozczarować produktem otagowanym wyliczanką eksklamacji niczym pierś państwowego faworyta baretkami?

    Dlatego też z rezerwą podchodziłem do komiksu Infidel, który od razu błysnął mi z okładki złotym kółeczkiem, zawierającym sygnaturę jakości Hollywood Reporter, psującym nieodwracalnie (przez moment łudziłem się, że to jedynie naklejka) całość kompozycji. Wrażenie umocniła zagospodarowana z podobnym wyczuciem tylna część okładki i pierwsza strona, poprzedzająca samą stopkę listą kolejnych superlatywów. Ale pomiędzy rozwijającymi jeszcze bardziej te pochwały wprowadzeniem i posłowiem znajduje się sam komiks. I właściwie na jego temat mógłbym powiedzieć: pomińcie reklamy, pomińcie pienia, pomińcie moje słowa. Czytajcie Infidel. Chyba że ten apel budzi w was wciąż zrozumiałe skądinąd pytanie „dlaczego?”, którym domagacie się z mojej strony bardziej rozbudowanej argumentacji. Jeśli tak, to proszę. Spróbuję jej dostarczyć.

    Infidel to autorski projekt grupy rekrutującej się spośród oszałamiającego swoimi rozmiarami morza zawodowców, tworzących amerykański rynek komiksowy. Pornsak Pichetshote (scenariusz), Aaron Campbell (rysunki), José Villarubia (kolor), Jeff Powell (liternictwo). Utalentowani i dobrze obeznani z kaprysami tego żywiołu, dzięki współpracy przy liczącej 5 zeszytów miniserii znaleźli się na wznoszącej fali. Zawdzięczają to wyczuciu i zaangażowanemu opracowaniu tematu ksenofobii w konwencji horroru w jednej z jego klasycznych odsłon, czyli nawiedzonym domu.

    infidel1

    Muzułmanka Aisha wprowadza się wraz z partnerem Tomem, jego córką i matką do kamienicy, która niedawno była miejscem zamachu terrorystycznego. Przynajmniej taką wersję, zgodnie ze zgromadzonymi dowodami, odpowiadającymi linii islamskiego zagrożenia, forsują media. Budynek zamieszkują nowi oraz dawni lokatorzy – zarówno ci, którzy przeżyli wybuch, jak i ci, których po nagłej śmierci z miejscem związała w niematerialnej formie obecna już za ich życia energia. Pozostająca na wspomagającej kuracji psychotropowej Aisha zaczyna widzieć zjawy, wreszcie pod nieobecność Toma dochodzi do wypadku z udziałem pozostałej dwójki domowników. Medina, przyjaciółka dziewczyny jeszcze z czasów dzieciństwa, próbuje wyjaśnić jego przyczyny i tym samym odsunąć podejrzenia od pogrążonej w śpiączce Aishy. Niezależnie od tego Ethan, młody pisarz, będący współlokatorem Mediny, podczas researchu do swojej książki, wykorzystującej postać okultysty, niegdyś zamieszkującego podobno feralny budynek, trafia na porzucone w piwnicy pudło. Ich dalsze działania wymagają zdecydowanej odpowiedzi na pytanie: czy wierzyć w wymykające się racjonalnemu myśleniu zagrożenie?

    Każdy, kto ma za sobą więcej niż pięciokrotny kontakt z klasycznym horrorem, niezależnie, czy w postaci książkowej, filmowej, czy komiksowej, nie dopatrzy się w tak zarysowanej fabule niczego oryginalnego. Ale scenarzyście udało się nasycić całe tło wydarzeń tak boleśnie ludzkimi zapalnikami emocji, że zasięg przygotowanej do detonacji grozy odczuwamy w codziennym ustosunkowaniu się do sprawozdań z bliższej i dalszej rzeczywistości. Jej źródłem są wszelkie rodzaje uprzedzeń na tle etnicznym, rasowym, wyznaniowym, ale i te drobniejsze, nie mniej istotne dla więzi stabilizujących nasze powszednie życie. Wszelkiego rodzaju wspólnota – rodzinna, religijna, sąsiedzka – może stać się w tym wydaniu źródłem konfliktu. W Infidelu głównym liniom nietolerancji, pociągniętym najgrubszą (co nie znaczy, że w prostacki sposób) kreską, towarzyszy gęste cieniowanie. Tom i Aisha nieufnie odnoszą się do własnych matek, mieszkańcy kamienicy, tworzący zarówno przed, jak i po wybuchu wielokulturowy konglomerat, w wypowiedziach odsłaniają różne oblicza dyskryminacji, w tym prowokowanej przez zasady poprawności politycznej. W życie wsącza się coraz więcej różnic, złości, zawiści, fanatyzmu, podejrzliwości, paranoi, zwątpienia, które były też kiedyś pożywką dla czających się obecnie w ścianach budynku potwornych zjaw.

    infidel2

    Oddaniu tego procesu pomaga warstwa graficzna. Podobnie jak w wypadku szkieletu fabularnego – nie dostajemy tutaj niby niczego nowego. Dla mnie komiksowy horror zawsze musiał borykać się z, nazwijmy to tak, dynamiką potwora – jeśli go pokażemy (a zazwyczaj musimy), to ile i jak. Campbell, którego realistyczną kreskę kapitalnie podkreślają miękkie, przetarte cienie, w scenach manifestacji zjaw odpala plastyczny arsenał środków (jak sam wylicza: węgiel, kredka, gwasz), różnicujących plan nadnaturalny od świata bohaterów i osiąga zamierzony efekt. Powykręcane, a przy tym mięsiste kształty, upiornie zmaterializowany w trupich i krwistych barwach eter czy plazma, coś spod znaku McKeana, zwłaszcza gdy spojrzeć na towarzyszące kolejnym rozdziałom okładki. Oczywiście w kadrach dostajemy też podkreślające nastrój skosy, szybkie zmiany perspektywy, wyciemnione i nocne wnętrza, zdarza się wymowny splash, ale głównie to solidna, klasyczna narracja, niepozwalająca zapomnieć, że to bliski, współczesny krajobraz i nie mniej bliskie problemy. Perfekcyjną, zachowującą przy tym cechy gatunku, jest pod tym względem kuchenna scena z nożem, kończąca pierwszą część historii. Dobrze działają też wyodrębnione stylistycznie kilkuplanszowe partie rozpoczynające 3 i 5 rozdział komiksu. Pierwsza odsyła nas w środek dziecięcego wspomnienia Aishy (ukłon w stronę Marjane Satrapi) w chwili, gdy sama bohaterka jest pogrążona w śpiączce, druga ujawnia tło feralnego zamachu/wypadku i udziela głosu tym, których oglądamy głównie jako widmowych emisariuszy wysoko stężonej nienawiści. Wszystko razem udowadnia przemyślaną, konsekwentną, zaangażowaną pracę artystów nad strukturą i, a niech tam, powiedzmy, przekazem dzieła.

    infidel3

    Gdyż w mojej opinii sukcesem Infidela jest bezwzględnie to, że nie ucieka się do rozwiązania satysfakcjonującego tylko fanów horroru. Trop okultystycznej teorii „czystych emocji” jest finalnie jedną z opcji, którymi ludzie wszystkich kultur od dawna próbują objąć akty wrogości, nienawiści i przemocy. Jak mówi Aisha: „Być może nienawiść działa jak wszystko inne. Ewoluuje w formy, których nie da się przewidzieć”. Jak się przed nią uchronić? Cóż, przeczytajcie Infidel, bo tylko wtedy odpowiedź „wiarą, zaufaniem i miłością” wyniesie się ponad poziom sloganu, w stronę przydającą samemu tytułowi („niewierny”) wieloznaczności.

    Horror zawsze był przenośnią konkretnych lęków społecznych i indywidualnych fobii, zawsze wykorzystywał w tym celu zjawisko obcości. Infidel to więcej niż horror. To mocny głos, a nawet wielogłos, w sprawie wciąż aktualnego ryzyka, jakie niosą ze sobą stereotypy i uprzedzenia. By, odwołując się do wymowy okładki (czemu poświęcona jest obszerna część materiałów dodatkowych), pamiętać, że drapieżnie wyciągnięta ku nam dłoń ma swoją przeciwwagę w tej, którą możemy od kogoś przyjąć i we własnej, którą możemy do kogoś wyciągnąć. Jeżeli tylko znajdziemy wiarę.

    Wydawnictwu Non Stop Comics dziękuję za emocje i udostępnienie egzemplarza do recenzji.

    SZCZEGÓŁY:

    Tytuł: Infidel
    Wydawnictwo: Non Stop Comics
    Scenariusz: Pornsak Pichetshote
    Rysunki: Aaron Campbell
    Typ: Komiks
    Gatunek: Horror
    Data premiery: 19.06.2019 r.
    Liczba stron: 168

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + świetnie zrealizowana klasyczna horrorowa fabuła...
    + ... w zaangażowanej społecznie odsłonie...
    + ... prezentującej szerokie spektrum problemów
    + oddające nastrój rysunki i kolory
    + duża ilość materiałów dodatkowych
    + wzorowa współpraca zespołu autorskiego

    Minusy:
    - szkoda, że nie w wersji hc
    - psująca wygląd okładki reklama

    Dodaj komentarz

    avatar
    Łukasz
    Łukasz "Justin" Łęcki
    Dzieciństwo spędziłem przy komiksach TM-Semic, konsoli Pegasus i arcade’owych bijatykach. Od kilkudziesięciu lat sukcesywnie podnoszę stopień czytelniczego wtajemniczenia, nie obierając przy tym szczególnej specjalizacji. Fascynują mnie mity, folklor, omen, symbole – wszystko, co tworzy panoptyczny rdzeń ludzkiej wyobraźni. Estetycznie i duchowo czuję się związany z modernizmem, ale dzięki dzieciom i znajomym udaje mi się utrzymywać niezbędny poziom cywilizacyjnej ogłady. Nałogowo wizytuję antykwariaty książkowe i sklepowe działy słodyczy. Piszę też dla wortalu i czasopisma Ryms.