Więcej

    Uroczy bootleg. Recenzja komiksu Huck

    KorektaLilavati

    Huck Okładka

    Mark Millar miota się jakościowo i tematycznie tak bardzo, że zaczynam podejrzewać go o jakieś problemy psychiczne. Liczne kontrowersje od dawna czyniły z tego scenarzysty osobistość z jednej strony chwaloną, a z drugiej bardzo intensywnie krytykowaną. Od genialnych serii pokroju Kick-Ass i Superman: Red Son przeskakiwał do bezcelowego silenia się na mrok i brutalność. Ostatnio ma pełne ręce roboty w związku ze współpracą z Netflixem, a jakość wydanego w 2016 roku Reborn (recenzowaliśmy) wskazuje, że zapracowanie nie pomaga mu w kwestii krytycznego podejścia do własnych pomysłów. Jak w takim razie wypada Huck?

    Huck Skan

    Tytułowy bohater to prosty człowiek, według niektórych nawet prostak. Mieszka w małym miasteczku, pracuje na stacji benzynowej i raczej nie zamierza zmieniać tego stanu rzeczy. Jest jednak jedna rzecz, która odróżnia Hucka od tysięcy mu podobnych półmózgów o sercach równie złotych, co ich doskonale ułożone fryzury – ma wyjątkowy dar. Sympatyczny osiłek potrafi w niewyjaśniony sposób odnaleźć każdą zagubioną rzecz. Przy okazji ma niesamowitą parę w łapach, skacze jak nasterydowana żaba i biega szybciej niż Pendolino. Swoje umiejętności wykorzystuje, by pomagać miejscowej społeczności, a ta w zamian nie puszcza pary na temat jego sekretu. Wiejska sielanka kończy się, gdy nowa mieszkanka miasta powiadamia prasę, a o dobrodusznego Adonisa upomina się jego tajemnicza przeszłość.

    Wielu z nas przeżyło pewne rozczarowanie po kontakcie z mroczną, Snyderowską wersją Człowieka ze stali. O dziwo nawet Millar uznał, że taka krawędziowość to zbyt wiele i w odpowiedzi napisał Hucka. Jako uproszczona, przyziemna kalka historii Supermana ten komiks faktycznie nie powala, nie zaskakuje zupełnie niczym. Na dodatek scenarzyście udało się wpleść w fabułę wątek wyścigu zbrojeń z Rosją i o ile to faktycznie potęguje amerykański charakter serii, o tyle wydaje się wymuszone i po prostu głupie. Robienie sobie z twórczości medium do wyrażenia swoich gorzkich żali często działa, ale w tym przypadku raczej razi tendencyjnym brakiem polotu.

    Huck Skan

    Na szczęście Huck, może trochę obok wizji autora, sprawdza się też w innym charakterze. To po prostu naprawdę ciepła, pozytywna opowieść o dobrym człowieku. Millarowi udało się przez jakiś czas wodzić mnie za nos, zwiastując na zmianę nadchodzącą tragedię i bardziej pozytywny rozwój wydarzeń. Jakby naiwne nie były założenia tej fabuły, postać Hucka z automatu budzi sympatię. To dobry chłop, który do szczęścia potrzebuje jedynie możliwości pomocy innym i szkoda, że taki stan rzeczy musi w dzisiejszych czasach być usprawiedliwiony ograniczoną sprawnością intelektualną. Skoro samemu mistrzowi obracania wszystkiego w negatywną makabrę udało się stworzyć coś sympatycznego, to nie wypada przy kontakcie z tym dziełem kurczowo trzymać się własnego cynizmu. Nawet wątek komunistycznego zagrożenia staje się wtedy nieco przerysowany, a jednocześnie zdecydowanie bardziej znośny.

    Rafael Albuquerque, znany większości głównie z pracy nad Amerykańskim wampirem, tym razem postawił na delikatnie poszarpaną prostotę. W jego kresce czuć naturalną swobodę, dzięki czemu Hucka po prostu przyjemnie się ogląda. Nie można tu mówić w żadnym wypadku o wybitności, to po prostu całkiem komfortowy brak zaskoczeń ujęty w duże, proste kadry i umiarkowanie ekspresywne rysunki. Skrywa się tutaj jednak jakiś pierwiastek rozpoznawalności – daję głowę, że po ewentualnej ekranizacji tej serii będzie można sobie kupić roboczą kurtkę Hucka, ozdobioną prostym, skrzydlatym symbolem na plecach. Dave’a McCaig też nienatrętnie stara się nadać temu komiksowi jakiś spójny sznyt swoimi kolorami. Operuje głównie barwami ciepłymi, nieco jesiennymi, albo chłodnymi błękitami, kreśląc je w sposób dopasowany do kreski ilustratora. Za największy sukces warstwy graficznej tego albumu uznam jednak samą gębę Hucka, bo już na pierwszy rzut oka ten gigant wygląda na kogoś, kogo po prostu chce się przytulić.

    Huck Skan

    Ostatecznie ten komiks określiłbym jako wizualnie satysfakcjonującą odę do prostego człowieka i bajkę robiącą dobrze w serduszko. Nawet jeśli w tym przypadku wspomnianym człowiekiem jest raczej Amerykanin, a bajka pozwala sobie na małą wędrówkę w rejony fabularnego absurdu, to pozytywny wydźwięk jest nadal odczuwalny i uniwersalny. Millar ponownie, po równie milusińskim Starlight, udowadnia, że potrafi napisać historię unikającą mizantropijnego defetyzmu. Z lektury Hucka można wyciągnąć naprawdę sporo radości, tylko trzeba najpierw troszeczkę olać oczekiwania samego autora. Przy odpowiednim nastawieniu raczej nie pożałujecie.

    Serdecznie dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

    SZCZEGÓŁY:

    Tytuł: Huck
    Wydawnictwo: Image Comics / Mucha Comics
    Autorzy: Mark Millar, Rafael Albuquerque, Dave McCaig
    Tłumaczenie: Marek Starosta
    Data premiery: 04.10.2019
    Liczba stron: 160

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + narracja wodzi za nos
    + przesympatyczny bohater
    + fajne rysunki

    Minusy:
    – naciągana fabuła
    – paranoje Millara

    Dodaj komentarz

    avatar
    Rafał
    Rafał "yaiez" Piernikowski
    Aktywny hobbistycznie i towarzysko człowiek renesansu. Zainteresowany w jakimś stopniu prawie wszystkim, co nie wymaga ekstremalnych ilości wysiłku fizycznego. Lingwista z wykształcenia, robol w przemyśle ciężkim z zamiłowania. Charakteryzuje mnie zamiłowanie do filmów, seriali i komiksów, które podobają się wszystkim i do muzyki, która nie podoba się nikomu. Jako entuzjastyczny grafoman prowadzę również hałaśliwy, muzyczny fanpage (https://www.facebook.com/niereteha/).