Więcej

    Dżinn z pędzelkiem. Recenzja gry Concrete Genie

    KorektaLilavati

    Concrete Genie 1

    Sezon ogórkowy nareszcie się skończył, a na horyzoncie majaczą najbardziej wyczekiwane growe premiery. To jednak również czas, kiedy wychodzą produkcje mniejsze, ale mimo wszystko także warte uwagi. Jedną z nich była dla mnie Concrete Genie – przygodówka niewielkiego studia Pixelopus, która z daleka przyciąga oprawą wizualną i intrygującą mechaniką. Te dwa elementy wystarczyły, żebym nabył grę w dniu premiery, ale czy wystarczyły, żeby zbudować wokół nich coś ciekawego i wartego swojej ceny? A może po raz kolejny mamy do czynienia z przerostem formy nad treścią?

    Akcja rozgrywa się w miasteczku Denska. Niegdyś było ono tętniącą życiem osadą rybacką, jednak wszystko zmieniło się wraz z zatonięciem u jej wybrzeża tankowca i wyciekiem ropy. Po tym wydarzeniu na ulicach pojawiła się tajemnicza substancja nazywana mrokiem, handel zaczął podupadać, a ludzie coraz tłumniej opuszczać Denskę. Ostatecznie miejscowość niemal całkowicie się wyludniła, a po jej ulicach pałętają się co najwyżej wandale. Gracz wciela się w Asha, gnębionego przez inne dzieci rysownika, odkrywającego istnienie dżinnów. Dzięki otrzymanemu od nich magicznemu pędzlowi może rysować na ścianach, powoływać do życia kolejne stworzenia i z ich pomocą pozbywać się mroku. Chociaż wszyscy inni skreślili już Denskę, on postanawia wykorzystać otrzymaną moc, żeby przywrócić miasteczko do życia.

    Concrete Genie porusza tematykę znęcania się, niszczenia środowiska naturalnego i mroku, który rodzi się w ludziach wskutek tragicznych przeżyć. Fabuła jest bardzo prosta, ale z przesłaniem, a grę ukończyć można w mniej więcej trzy i pół godziny. Dodatkowymi źródłami informacji, pozwalającymi poznać historię Denski, są porozrzucane tu i ówdzie wycinki gazet – łącznie bodaj pięć. Chociaż scenarzyści uciekli się do tanich chwytów, w ogólnym rozrachunku fabuła jest interesująca, nawet jeżeli dość skąpa. Dzięki niedługiemu czasowi potrzebnemu na przejście całości potrafi utrzymać zainteresowanie gracza na tyle, żeby się nie znudził.

    Nieco inaczej jest jednak z rozgrywką. Zabawa przez większość czasu polega na malowaniu po ścianach, żeby zapalić kilkanaście skupisk żarówek w całym mieście. Przemierzając Denskę, znajdujemy dodatkowe kartki z elementami krajobrazu do namalowania i formami dżinnów. Sporadycznie musimy rozwiązać jakąś zagadkę środowiskową, wymagającą stworzenia dżinna odpowiedniego typu – ognia, elektryczności albo powietrza. Istoty te niekiedy trzeba zadowolić, rysując żądaną przez nich rzecz, zanim nam pomogą. Malować możemy wyłącznie kształty przygotowane przez deweloperów, którzy prawdopodobnie chcieli uniknąć pseudotwórczości osób tak dojrzałych jak ja, które rysowałyby dżinny w kształcie penisów. Od czasu do czasu konieczne jest skorzystanie z otrzymywanej od dżinnów „superfarby”, pozwalającej malować po ścianach pokrytych mrokiem.

    Concrete Genie 2

    Ponieważ obszar, po którym się przemieszczamy, jest niewielki, a liczba rzeczy do zrobienia ograniczona, Concrete Genie góra po godzinie pokazuje wszystko, co ma do zaoferowania. Pierwotna fascynacja malowaniem powoli przemija. Chociaż początkowo ozdabiałem każdą możliwą ścianę i tworzyłem wymyślne dżinny, po godzinie robiłem to już na odczepnego, tylko w sposób konieczny do popchnięcia fabuły do przodu. Co prawa ostatni akt zmienia zasady rozgrywki – musimy w nim nie malować, a walczyć – jednak jest tego za mało i zbyt późno. Sądząc z listy trofeów, do tego momentu dotarło raptem 30 procent graczy. Poza kampanią fabularną Concrete Genie oferuje również tryb swobodnego malowania, którego nazwa mówi sama za siebie, oraz tryb zabawy w wirtualnej rzeczywistości. Ten drugi to także swobodna zabawa, pozwalająca malować na ścianach określonych miejsc albo przenieść się na Kryształową Łąkę. W tym ostatnim przypadku również korzystamy z magicznego pędzla, jednak za jego pomocą „malujemy” obiekty trójwymiarowe, ku uciesze obserwującego nas duszka.

    Tym, co najbardziej wyróżnia grę na tle innych, jest prześliczna oprawa wizualna. Chociaż większa część zabawy rozgrywa się nocą, to od oglądanych miejsc po prostu nie można oderwać wzroku. Co prawda wybór możliwych do namalowania elementów jest ograniczony, to kolorowe ściany z przemieszczającymi się po nich radosnymi i psotnymi dżinnami są urzekające. Postacie wyglądają jak z filmu tworzonego techniką poklatkową, a w całości wyczuwalne są silne nawiązania do estetyki japońskiej. Miejscami miałem wrażenie, jakbym doświadczał wypadkowej Kubo i dwóch strun ze Spirited Away: W krainie bogów. Bajkowy całokształt cieszy oko, a kiedy na budynki naniesiemy ruchome malowidła i przechadzające się po nich stworki, całość zyskuje jeszcze bardziej magiczny wygląd. To wszystko uzupełniane jest przez klimatyczną muzykę Sama Marshalla i świetny polski dubbing. Jedynymi mankamentami są nieco zbyt długie czasy ładowania oraz sporadyczne spadki płynności. W pewnym momencie zdarzyło się też, że gra odtwarzała nie te kwestie dialogowe, które powinna.

    Concrete Genie 3

    Concrete Genie to gra, która urzeka przede wszystkim oprawą audiowizualną i oryginalnym pomysłem na rozgrywkę. O ile ten pierwszy element zrealizowany został bezbłędnie, to ten drugi szybko staje się powtarzalny. Całość trwa jednak poniżej czterech godzin, więc być może przed zobaczeniem napisów końcowych nie da się aż tak we znaki. Sony doskonale zdaje sobie sprawę z eksperymentalności tej gry, sprzedaje ją więc za 120 zł. Czy to dużo? Moim zdaniem nie, bo mimo wszystko przyjemnie spędziłem przy niej kilka godzin. Jeśli kiedyś zobaczycie ją na przecenie albo tańszą używkę, nie zawahajcie się odwiedzić Denski – moim zdaniem warto wpaść tam na chwilę i pobawić się z dżinnami. A jeżeli należycie do platyniarzy, to wiedzcie, że zdobycie platynowego pucharka nie nastręcza większych trudności.

    SZCZEGÓŁY:

    Tytuł: Concrete Genie
    Platformy: PlayStation 4
    Producent: Pixelopus
    Wydawca: Sony Interactive Entertainment
    Dystrybutor: Sony Interactive Entertainment Polska
    Gatunek: przygodowa
    Premiera: 8 października 2019

    PODSUMOWANIE

    Plusy:
    + piękna oprawa wizualna
    + ładna muzyka
    + świetny polski dubbing
    + miłe urozmaicenie w postaci trybu VR
    + oryginalny pomysł na rozgrywkę...

    Minusy:
    - który jednak dość szybko się wyczerpuje
    - sporadyczne drobne błędy techniczne

    Dodaj komentarz

    avatar
    Jacek „Pottero” Stankiewicz
    Jacek „Pottero” Stankiewiczhttps://swiatthedas.wordpress.com/
    Jak przystało na reprezentanta rocznika 1987, jestem zgrzybiałym dziadziusiem, który doskonale pamięta szczękopady, jakie wywoływały pierwsze kontakty z „Doomem”, a potem z „Quakiem” i „Unreal Tournament”. Zapalony gracz z ponaddwudziestopięcioletnim doświadczeniem, z uwielbieniem pochłaniający przede wszystkim gry akcji, shootery i niektóre RPG. Namiętny oglądacz filmów i seriali, miłośnik Tarantina, Moodyssona i Tromy, w wolnej chwili pochłaniacz książek i słuchowisk, interesujący się wszystkim, co wyda mu się warte uwagi. Dla rozrywki publikujący gdzie się da, w tym m.in. czy w czasopismach branżowych. Administrator Dragon Age Polskiej Wiki.